Styczniowa „Więź” – dyskusja o polskich katolicyzmach

Strona główna/Bez kategorii/Styczniowa „Więź” – dyskusja o polskich katolicyzmach

Styczniowa „Więź” – dyskusja o polskich katolicyzmach

Najnowszy numer „Więzi” (2007 nr 1) to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się sytuacją Kościoła w Polsce, w tym zwłaszcza postawami polskich katolików. Niemal w dwóch trzecich wypełnia go interesująca dyskusja, którą inicjuje obszerny tekst redaktora naczelnego Zbigniewa Nosowskiego zatytułowany „Polskie katolicyzmy”. W dyskusji głos zabiera kilkunastu publicystów religijnych reprezentujących różne poglądy i środowiska: Tadeusz Bartoś, ks. Adam Boniecki, ks. Waldemar Chrostowski, Sebastian Duda, Szymon Hołownia, Jan Maria Jackowski, Jarosław Makowski, Stanisław Obirek, Janusz Poniewierski, Adam Szostkiewicz, Tomasz Terlikowski.
„Przez wiele lat”, pisze na swojej stronie redakcja, „próby wyraźnego ideowego określania się wewnątrz wspólnoty Kościoła katolickiego nie wydawały się konieczne. Wystarczało po prostu być katolikiem… Coś się jednak zmieniło. W ostatnich latach coraz wyraźniej widać narastającą potrzebę jasnych definicji ideowych, czasem wręcz powiewania sztandarami. Warto zatem naszkicować społeczno-religijną mapę polskiego katolicyzmu i określić własne na niej miejsce”. Taką propozycję zawiera właśnie wspomniany tekst Zbigniewa Nosowski, w którym próbuje on wszechstronnie „opisać te współistniejące postawy, zrozumieć, co je wyróżnia i odróżnia od siebie”.
Poniżej zamieszczamy obszerne fragmenty trzech tekstów: szkicu Zbigniewa Nosowskiego (fragment ten jest publikowany na stronie „Więzi”) oraz wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego i Janusza Poniewierskiego. Więcej – w numerze!

Zbigniew Nosowski

Wewnątrzkościelne różnice stanowisk, napięcia i konflikty nie są dla przeciętnego obserwatora zaskakujące, gdy dotyczą Kościołów w krajach Europy Zachodniej. Wielu wciąż jest jednak zdziwionych ich występowaniem w Polsce.
Wydaje się, że jest tak głównie za sprawą XX-wiecznej historii. Kościół katolicki w Polsce, zwłaszcza w okresie komunizmu, bardzo mocno troszczył się o zachowanie jedności. Kardynał Stefan Wyszyński jako prymas Polski twardą ręką rządził episkopatem. Ujawnianie różnic, nawet dotyczących spraw błahych, traktowano wtedy, skądinąd słusznie, jako „wodę na młyn” ateistycznego reżimu – dążącego najpierw do zniszczenia, a później do zmarginalizowania Kościoła – który skrzętnie wykorzystywał wszelkie informacje. Z tego okresu może pochodzić przyzwyczajenie do postrzegania polskiego katolicyzmu jako monolitu.
W dzisiejszej Polsce różnice postaw i poglądów między katolikami to jednak sprawa normalna i właściwie codzienna. Nawet między biskupami… Istnieją sprawy, także bardzo istotne, w których członkowie Episkopatu Polski przedstawiają skrajnie odmienne poglądy. Wskazać można wiele przykładów radykalnych różnic w ocenie spraw Kościoła, polityki czy problemów społecznych zarówno pomiędzy biskupami, jak i duchownymi czy ludźmi świeckimi.

 

Nikt nie jest bezstronny
Nie warto jednak poświęcać miejsca i czasu na cytowanie kolejnych wzajemnych oskarżeń i sporów. Chciałbym przede wszystkim zastanowić się, jak można zrozumieć te różnice, jak wyjaśnić, o co w nich chodzi, jakie wizje myślenia i działania stoją za poszczególnymi postawami. W tym celu trzeba uporządkować istniejące stanowiska. […]
Poniższa próba jest szkicem do społeczno-religijnej mapy polskiego katolicyzmu. Nie będę jednak posługiwał się nazwiskami osób czy nazwami środowisk – interesuje mnie bowiem analiza poglądów i postaw, zrozumienie istniejących różnic, a nie szufladkowanie ludzi i środowisk.
Trudno tu oczywiście o opis całkowicie bezstronny, wszyscy bowiem autorzy piszący na ten temat są jednocześnie zaangażowani w opisywane przez siebie dyskusje i spory. Nie inaczej jest i z niżej podpisanym. Jednak – jak powiedział kiedyś Oscar Wilde – „rzeczywiście bezstronną opinię możemy wydać tylko w sprawach, które nas w ogóle nie interesują. Jest to niewątpliwie przyczyna tego, że bezstronna opinia jest zawsze absolutnie bezwartościowa”.
Poniższe ujęcie inspiruje się nieco formułą, jaką proponowała przed laty Stanisława Grabska, rozróżniając trzy postawy katolików wobec nowoczesności: totalne odrzucenie, nieufną i pełną obaw akceptację oraz dojrzałą nowoczesność. W tej interesującej klasyfikacji wyraźnie brakowało jednak „czwartej nogi” – postawy, którą można by nazwać oczarowaniem nowoczesnością, jej bezkrytyczną akceptacją. […]
W swojej klasyfikacji posłużę się metodą zwaną w socjologii „typami idealnymi”. W ujęciu Maxa Webera, wyróżniając typy idealne, tworzy się model, w którym eksponowane są pewne istotne cechy danego zjawiska społecznego w celu uchwycenia jego najbardziej swoistych wyróżników i zrozumienia istniejących różnic. Fenomeny opisywane jako typy idealne nie istnieją w postaci czystej, są raczej trendami ideowymi. W poniższej analizie często odnaleźć jednak można autentyczne cytaty z wypowiedzi polskich katolików.
Przedstawiane postawy są tu uszeregowane w kolejności – jak się zazwyczaj mówi – od najbardziej konserwatywnych do najbardziej liberalnych. Sam jednak nie używam tych pojęć, ponieważ w różnych krajach i w różnych środowiskach nadawane są im tak różne znaczenia, że pojęcia te – zwłaszcza liberalizm – bardziej zaciemniają opis niż go wyjaśniają. Zwłaszcza w polskiej rzeczywistości niewiele one już znaczą.
Różnice między poszczególnymi stanowiskami chciałbym najpierw przeanalizować na konkretnych przykładach postaw dotyczących relacji Kościół-świat: stosunku wobec wolności, pluralizmu kulturowego, kryzysu wartości, misji Kościoła we współczesnym świecie, sekularyzacji, dialogu oraz wizji społeczeństwa i państwa polskiego. Przyjmuję model wyróżniania za każdym razem czterech postaw polskich katolików. Pozwala to zaprezentować zarówno wyraźne napięcie między postawami radykalnie odmiennymi, jak i stopniowanie różnic poprzez opisanie dwóch odmiennych postaw mieszczących się pomiędzy skrajnościami. Niektóre z poniższych charakterystyk przedstawiałem już na początku lat dziewięćdziesiątych . Na nowo wróciłem do tego tematu w roku 2009 . Po raz pierwszy jednak prezentuję tę analizę całościowo.
Owocem tej analizy szczegółowej jest próba nazwania czterech zasadniczych modeli postaw ideowych polskich katolików – to tytułowe polskie katolicyzmy. Na koniec określam zaś i uzasadniam własne położenie na tej mapie ideowej.

 

Wobec wolności
Zacząć trzeba od różnych postaw wobec wolności. Za nią bowiem tęskniliśmy, o nią walczyliśmy. Wreszcie ją zdobyliśmy i…?
1. Mamy do czynienia, po pierwsze, z odrzucaniem wolności. W przekonaniu tej grupy katolików wolność to herezja. W gruncie rzeczy bowiem to właśnie wolność – ze swoimi nieograniczonymi możliwościami wyborów ideowych, światopoglądowych i moralnych, jakie przyniosła – odpowiada, ich zdaniem, za dekadencję dzisiejszego świata. Dawniej przecież tak nie było. Było mniej wolności, ale nie było też widać tyle zła wokoło: a dziś pornografia, golizna w reklamach, przemoc w telewizji i w życiu, promocja homoseksualizmu, podważanie małżeństwa i rodziny, aborcja i eutanazja, wzrost liczby rozwodów i spadek liczby dzieci, brak szacunku dla starszych, oskarżenia wobec Kościoła, wyśmiewanie tradycji, rozmywanie wszelkich zasad, relatywizm i nihilizm.
2. Można też dostrzec postawę, która widzi wolność jako zagrożenie. Zwolennikom takiego myślenia wolność jawi się przede wszystkim jako ogromny ciężar. Nie chodzi im o odrzucanie wolności jako takiej, jednak dostrzegają w niej głównie niebezpieczeństwa. Skoro więc na wolnego człowieka czyha tak wiele pułapek i zagrożeń, skoro tak łatwo nadużyć wolności – potrzeba w naszym życiu jak najwięcej drogowskazów, uczących ludzi, jak mają z wolności korzystać. Wśród tych drogowskazów kluczową rolę odgrywają znaki zakazu i nakazu. System prawny musi być oparty na jasnych, określonych wartościach. Musi pomagać człowiekowi być dobrym.
3. Jest również podejście, w którym wolność widziana jest jako szansa. Na wolność patrzy się tu przede wszystkim jako na wyzwanie. Punkt wyjścia to założenie, że nie możemy poprawiać Boga – skoro On zaryzykował i dał ludziom wolność, to i my musimy postępować podobnie. W życiu społecznym na drodze wolności potrzebne są jednak drogowskazy. Z tym, że na znaki zakazu mało kto zwraca dziś uwagę. Najważniejsze wydaje się zatem właściwe wychowywanie ludzi, zwłaszcza młodych, do wolności – do tego, aby chcieli i umieli w swoim życiu mądrze i dobrze wybierać. Trzeba uczyć myślenia według wartości.
4. I wreszcie czwarta postawa – wolność bez wymagań. Wolność jest tu postrzegana jako wartość sama w sobie. Postawa ta opiera się na założeniu, że człowiek jest z natury dobry i mocą własnego wewnętrznego wysiłku jest w stanie wyswobodzić się z grzechu i słabości. Nawet jeśli człowiek czyni zło, to i tak w głębi serca szuka dobra. Zwolennicy tej postawy – często nawet nieświadomie – przyjmują, że nad wolnością nie trzeba pracować. Dobro samo najlepiej się obroni, nie trzeba mu w tym pomagać. W innej wersji tego stanowiska, o wszystkim zadecyduje rynek: pozostanie to, co wartościowe, a bezwartościowa tandeta odpadnie. […]

 

Od twierdzy do prywatności
Charakterystyki te można by jeszcze długo kontynuować. Opisywane różnice pojawiają się bowiem choćby przy każdej dyskusji związanej z moralnością publiczną. Nawet zgadzając się ze sobą w sprawach doktrynalnych, polscy katolicy różnymi głosami mówią przecież i o zapłodnieniu in vitro, i o stosunku do homoseksualizmu, i o aborcji, i o eutanazji. W analogiczny sposób można pokazać także zróżnicowanie postaw wobec lustracji czy pojawiających się czasem skandali z duchownymi w roli głównej.
Nie można jednak opisu kontynuować w nieskończoność. Pora na podsumowanie. Kluczowe pytanie brzmi zatem: czy opisywane wyżej różnice usprawiedliwiają tezę o istnieniu w Polsce różnych katolickich stylów myślenia, wręcz różnych wersji katolicyzmu? Jeśli tak, to jak można je nazwać i syntetycznie opisać?
Świadomie rozpocząłem ten opis od kwestii szczegółowych. Sądzę bowiem, że inaczej – zaczynając od ogólnych charakterystyk różnych stylów myślenia – siłą rzeczy tworzyłbym konstrukty ideologiczne. Przyjmując kolejność analizy taką jak wyżej, za punkt wyjścia biorę realne spory. Na ile powyższy opis jest bliski rzeczywistości – niech już to ocenią czytelnicy i komentatorzy.
Czy w oparciu o te realnie istniejące różnice można wyróżnić odmienne całościowe wzorce postaw ideowych polskich katolików? Wydaje się, że tak, choć znowu trzeba zastrzec, że przyjęta metoda polega na wyróżnianiu typów idealnych. Sam fakt, że ktoś nie będzie mógł całkowicie odnaleźć się w jednym tylko stylu myślenia, nie podważa klasyfikacji – ludzie bowiem najczęściej nie myślą kategoriami ideologicznymi. Myślenie ideologiczne polega na dopasowywaniu odpowiedzi na pytania do ideologii, a nie do rzeczywistości. Sądzę natomiast, że przeważająca część polskich katolików nie kieruje się świadomie żadną ideologią. Odnosząc się do problemów życia publicznego, ludzie (często nieświadomie) regularnie wyrażają określone przekonania, przyjmują pewne postawy. Czasem są w swoich decyzjach spójni i konsekwentni, czasem nie. W tym tekście usiłuję odnaleźć kryterium rozróżnienia oraz zrozumienia tych postaw i stylów myślenia.
Jeśli zatem przyjąć (nieco na wyrost) założenie, że każdy ze sposobów odpowiadania na konkretne problemy jest fundamentem spójnej postawy ideowej, można by wyodrębnić cztery wyraźne nurty w polskim katolicyzmie. Proponuję określać je (kolejno) jako: katolicyzm twierdzy, katolicyzm walki, katolicyzm dialogu i katolicyzm prywatny.
1.Katolicyzm twierdzy wychodzi z założenia, że religia katolicka i polska tradycja są dziś bezlitośnie atakowane, dlatego trzeba zewrzeć szeregi. Punktem odniesienia w myśleniu jest tu naród. Zwolennicy tej postawy raczej demaskują zło niż z nim polemizują. Skupiają się na ukazywaniu błędów przeciwników Kościoła i narodu oraz na formowaniu własnych zwolenników w swoim alternatywnym i bezpiecznym świecie. De facto nie podejmuje się tu zatem walki o kształt świata zewnętrznego. Świat jest postrzegany jako jednoznacznie wrogi chrześcijaństwu. Głównym problemem staje się raczej: jak nie mieć nic wspólnego ze złem tego świata. Podstawową wytyczną działania jest natomiast strategia przetrwania. W imię przyszłości niezbędny jest bowiem odpowiednik biblijnej „reszty Izraela”, która miała ocalić naród. Dlatego większość wysiłków – tak instytucjonalnych, jak i formacyjnych – służy umocnieniu w wierze tych, którzy już wierzą.
2. Katolicyzm walki kieruje się nie wrogością wobec świata, lecz raczej nieufnością i podejrzliwością. Od świata nie można się odwracać, trzeba podjąć zmagania o jego kształt. Nie da się już dziś chrzcić całych narodów, dlatego punktem odniesienia jest tu raczej państwo niż naród. Sferą wzmożonej aktywności jest też kultura duchowa (rozumiana głównie jako świat ludzkich wartości) – toczy się bowiem walka o rząd dusz, wojna kultur. Kluczowym problemem staje się tu: jak skutecznie walczyć w obronie naszych racji? Jak chrystianizować świat, który tak bardzo odszedł od chrześcijaństwa? Świadomie jest tu zatem przyjmowana strategia konfrontacji. Zła nie wystarczy zdemaskować, trzeba je skutecznie zwalczać; nie tylko broniąc się, lecz także atakując. Walka jest cnotą. Ci, którzy są pasywni w tym fundamentalnym sporze (np. naiwni wyznawcy dialogizmu) – przegrywają.

 

3. Katolicyzm dialogu wychodzi z krytycznej akceptacji współczesnego świata. Uznaje, że istnieją w nim niebezpieczne tendencje, ale odnaleźć można także oznaki narastającego głodu duchowego i tęsknotę za trwałymi wartościami. Spór kulturowy istnieje, lecz strategia walki to sprowadzenie chrześcijaństwa do partykularnej ideologii walczącej z inną ideologią. Katolicyzm dialogu zabiega przede wszystkim o wpływ na społeczeństwo obywatelskie. Wiara uznawana jest za sprawę głęboko osobistą, ale nie prywatną. Głównym problemem staje się tu: jak w nowy, skuteczniejszy sposób przekonywać do chrześcijańskiej wizji życia, którą przecież uznajemy za uniwersalną, za dobrą nie tylko dla ochrzczonych. Katolicyzm dialogu proponuje strategię roztropności. W świecie jest i dobro, i zło – trzeba umieć je od siebie odróżniać. Światu potrzeba Dobrej Nowiny, a nie złej.
4. Katolicyzm prywatny koncentruje się na jednostce. Świadomie rezygnuje z wpływania na kształt społeczeństwa poprzez prawo i struktury. Dążenie do wpisania religijnych zasad moralnych do prawa państwowego jest tu uznawane za przejaw słabości Kościoła, który nie radzi sobie z formowaniem ludzkich sumień. Przemiany świata są nie tyle oceniane, ile przyjmowane jako zjawisko nieuchronne. Kościół musi się do nich dostosować poprzez wewnętrzne, głęboko idące reformy. Kluczowym problemem dla tej odmiany katolicyzmu jest: jak nadążać za przemianami świata, kultury, systemów wartości. Przyjmuje się tu strategię wiarygodnego świadectwa, które ma docelowo zachęcić innych do dobra i przyjaźni z Bogiem. Jedynie w ten sposób można rozprzestrzeniać wiarę, która jest przecież prywatną sprawą każdego człowieka.

Już nie „gaudium et spes”?
W całym powyższym opisie zapewne wyczuwalne są osobiste preferencje autora, choć starałem się używać języka bliskiego zwolennikom każdej z opisywanych postaw ideowych, często wręcz zaczerpniętego z ich typowych wypowiedzi i programowych artykułów. Nie sposób tu jednak, jak wspominałem, o zachowanie całkowitej bezstronności. Wiadomo, że i sam niżej podpisany, i WIĘŹ od dawna widzą swoje miejsce w nurcie określonym tu jako katolicyzm dialogu. Owszem, w kwestiach konkretnych zazwyczaj moja osobista odpowiedź mieści się gdzieś w okolicach postawy opisywanej wyżej jako nr 3. Nie oznacza to jednak, że uznaję tę postawę za jedynie słuszną.
Więcej nawet: trzeba tu wyraźnie powiedzieć, że – jak już wcześniej pisałem, cytując fragmenty biblijne – wszystkie powyższe strategie mają zakorzenienie w Ewangelii. Nie można z góry odrzucić którejś z nich jako zasadniczo i na zawsze nieaktualnej. Są bowiem sytuacje (np. rzeczywistych prześladowań), w których jedynym wyjściem jest zamykanie się w twierdzy, a o przemianie zewnętrznego świata chrześcijanie mogą jedynie marzyć. Bywają też sytuacje, w których świadectwo może być jedyną drogą ewangelizacji, bo wszelkie słowo jest zranione i obarczone balastem nie do udźwignięcia (np. wśród osób, które są ofiarami pedofilii duchownych). W różnych momentach historycznych Kościół bywał i znakiem sprzeciwu, i znakiem prawdy, i znakiem nadziei, i znakiem przebaczenia. Napięcie między walką a dialogiem towarzyszy zaś chrześcijaństwu od początku. […]

Ks. Adam Boniecki

Warto przypomnieć jeszcze jedną klasyfikację, opartą na kryterium wewnętrznym – motywacjach podmiotu wiary – zaproponowaną przed laty przez Stefana Wilkanowicza. Jego modele idealne polskiego katolicyzmu to (o ile dobrze pamiętam): katolicyzm magiczny, katolicyzm socjologiczny i wiara z wyboru. Ten prosty klucz dobrze dopełnia omawiane tu analizy. Choć wszystkie cztery kategorie Nosowskiego (katolicyzm twierdzy, katolicyzm walki, katolicyzm dialogu i katolicyzm prywatny) wydają się należeć do ostatniej z trzech kategorii Wilkanowicza, to byłoby rzeczą interesującą zbadanie, w jakim stopniu magiczne traktowanie wiary czy wiara oparta na dość immobilnych stereotypach zachowań grupowych funkcjonują w proponowanych przez Nosowskiego kategoriach.
Jest jednak jeszcze jeden czynnik, który – jak sądzę – decyduje o postawie katolików wobec świata. Jest nim strach, zaprzeczenie tego, do czego wzywał Chrystus: >>Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16, 33) […] Być może w tych wszystkich kategoriach – które na mapie katolicyzmu zdają nas jednych od drugich oddalać – jedno jest wspólne: strach. Strach, że to wszystko trzaśnie, zawali się, zniknie, przestanie działać. Strach nie jest dobrym doradcą. „Ufajcie, Jam zwyciężył świat”.

 

Janusz Poniewierski

To zdumiewające, jak rzadko w praktyce stosujemy starą zasadę teologiczną: In necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus autem caritas („W rzeczach koniecznych jedność, w wątpliwych – wolność, we wszystkich zaś miłość”). […] Należę do pokolenia „dzieci Soboru” i uważam katolicyzm otwarty, którego patronem jest bł. Papież Jan XXIII, za swą duchową ojczyznę. To zaś oznacza, że – szanując inne sposoby bycia katolikiem – stoję na stanowisku, iż to właśnie ta forma katolickości (otwarcie na człowieka!) stanowi najbardziej adekwatną odpowiedź na wezwanie, jakie kieruje ku mnie Jezus Chrystus. I będę do tego próbował przekonać innych katolików – tak jak oni próbują mnie przekonać do katolicyzmu tradycji (to określenie wydaje mi się bardziej neutralne niż „katolicyzm twierdzy”) czy „katolicyzmu walki”. Zresztą bardzo sobie cenię te ich próby – pomagają mi one zachować oraz przemyśleć własną tożsamość i nie pomylić otwartości z „rozmyciem”. A także: nie zachowywać milczenia, kiedy trzeba zaprotestować. […]
Wiem jednak, czuję – podpowiadają mi to intuicja i rozum – że podstawowym tematem sporu o katolicyzm w kolejnej dekadzie XXI wieku będzie kwestia wolności.
W połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia pisał ks. Józef Tischner, że „w religii, aby być posłusznym, trzeba być wolnym”.
Święte słowa.

2010-01-22T14:18:00+00:00 22 stycznia 2010|Bez kategorii|