Kościołowi trzeba więcej Dobrej Nowiny

Strona główna/Bez kategorii/Kościołowi trzeba więcej Dobrej Nowiny

Kościołowi trzeba więcej Dobrej Nowiny

„Tischner mówił, że jest coś szalenie niemoralnego w tym, że człowiek przychodzi do kościoła po Dobrą Nowinę i słyszy same złe nowiny. Twierdził, że zadaniem duchownych i wszystkich katolików jest mówienie ludziom Dobrej Nowiny”, przypomina Wojciech Bonowicz w rozmowie z Justyną Mikusinskąna stronach internetowych „Dziennika Wielkopolskiego”. Autor „Kapelusza na wodzie” odpowiada na pytanie dotyczące ks. Tischnera, problemów polskiego Kościoła i zakazu dla ks. Adama Bonieckiego.

„W czym tkwi fenomen księdza Tischnera?”, pyta dziennikarka. „Jest wiele elementów, ale tym najważniejszym był chyba jego optymizm. Nosił on w sobie autentyczną wiarę w drugiego człowieka, w to, że człowiek nie jest nosicielem zła a istotą, która zwraca się ku dobru i w dobru się najpełniej realizuje. Druga rzecz to prawdziwość jego osoby, sposób bycia pozbawiony fałszu. W Tischnerze dużo było swobody. Było widać, że to jest człowiek wolny”.
„Trudno oprzeć się wrażeniu”, pyta dalej dziennikarka, „że dziś w Polsce współistnieją dwa Kościoły. Jeden bliższy Tischnerowi – otwarty na dialog, a drugi zdecydowanie konserwatywny – głoszący pewne prawdy a priori, który nie chce wchodzić z nikim w dyskusję. Po tej drugiej stronie widzę księdza Rydzyka i jego zwolenników. Jak to jest? Mamy w Polsce kryzys wiary, czy po prostu kryzys Kościoła?”
„Wydaje mi się, że wierzący ludzie w Polsce są miotani przez bardzo sprzeczne tendencje”, odpowiada Bonowicz. „Z jednej strony chcieliby, żeby Kościół był bardziej współczesny, mówił zrozumiałym językiem, otwierał się na nową problematykę. Z drugiej strony nie chcą stracić tego, co w tradycji było wielką wartością. Tutaj Tischner jest bardzo ciekawym przypadkiem. On nie był oderwany od Kościoła ludowego. Nie żył wyłącznie wśród pojęć, wśród książek filozoficznych. Żył wśród górali, odprawiał msze dla przedszkolaków, przez wiele lat pracował na parafii, był duszpasterzem studentów itd. Żył codziennym życiem Kościoła i bardzo głęboko widział jego problemy – przede wszystkim to rozdwojenie, które dziś my także dostrzegamy. Z jednej strony pociąga nas zmieniający się świat i chcielibyśmy, żeby Polska podążała w tym kierunku, z drugiej zaś pragniemy zachować coś ze swojej tożsamości. Myślę, że w głębi ducha wielu ludzi – może nawet większość – tęskni za tym, co proponował Tischner: żeby gdzieś mocno przynależeć, a zarazem być otwartym, mieć szerokie horyzonty. Zamiast tego wielu polskich katolików przepełnia lęk, że to wszystko pewnego dnia po prostu trzaśnie, że nagle dzieci przestaną praktykować, a młodzi się odwrócą. Zresztą widzimy, że poziom praktyk spada”.
„Może odpowiada za to pesymizm, który przenika dużą część duchowieństwa. Spotykamy się z nim w wielu kościołach. Katolicy są straszeni, że jeżeli nie będą się modlić, to wszystko podupadnie”.
„Tak. Ludzie zarażają się pesymizmem, ale w tym jest coś więcej. Mówi się, że cały świat jest nam groźny. Nie próbuje się tego świata oceniać według tego, co on robi dobrze czy źle. Generalnie patrzy się na świat nieufnie, etykietując go, podkreślając, że niesie on ze sobą przede wszystkim moralne spustoszenie itd. Tymczasem w świecie są rozmaite postawy. Myślę, że rzeczywiście za dużo jest w Kościele pesymizmu”.
„A co na ten pesymizm Tischner?”, pyta Justyna Milusińska. „Tischner mówił, że jest coś szalenie niemoralnego w tym, że człowiek przychodzi do kościoła po Dobrą Nowinę i słyszy same złe nowiny. Twierdził, że zadaniem duchownych i wszystkich katolików jest mówienie ludziom Dobrej Nowiny. >>Jeśli chcesz, możesz….<< – to cytat z Ewangelii. Jeśli naprawdę chcesz, żeby na tym świecie realizowało się dobro, możesz to zrobić, stać cię na to. Nie wystarczy mówić człowiekowi, że to, to czy tamto jest złe. Powiedziałbym, że pedagogika Tischnera to taka pedagogika, która nie mówi człowiekowi >>nie rób<<, ale mówi tak bardziej po góralsku: >>rób jak uważasz, a uważaj jak robisz<<. To pedagogika odwołująca się do odpowiedzialności, która jest w człowieku. Nie jest prawdą, że jesteśmy narodem ludzi zdemoralizowanych, którzy nie wiedzą, co jest dobre. Natomiast nie ulega wątpliwości, że żyjemy w świecie ogromnych pokus, przede wszystkim pokusy konsumizmu. Chcemy żyć bezpiecznie i dostatnio, co jest zrozumiałe. Trzeba jednak spróbować obudzić w człowieku pragnienie, żeby swoje życie czynił lepszym i otwartym na innych”.
Całość wywiadu można znaleźć tutaj.

2011-12-02T17:35:00+00:00 2 grudnia 2011|Bez kategorii|