Tischner w stanie wojennym

Strona główna/Aktualności/Tischner w stanie wojennym

Tischner w stanie wojennym

„Nie powinniśmy mówić o kryzysie nadziei. Jeżeli jakaś nadzieja jest zniszczona, to była ona dość płytką nadzieją. Nadzieja rzetelna nie rośnie z tego, co ewentualnie mogłoby jeszcze być, ale z tego, co jest”, mówił ks. Józef Tischner 17 stycznia 1982 roku w kościele św. Anny w Krakowie. To najstarsze zachowane kazanie Tischnera wygłoszone w stanie wojennym. Publikujemy jego fragmenty.

Naszym aktualnym doświadczeniem jest kolejny kryzys naszych nadziei. Nadzieja otwiera przed człowiekiem jego przyszłość. Ukazuje jakieś lepsze jutro i dzięki temu pozwala znieść rozmaite bóle i utrapienia. Kryzys nadziei ma więc ten skutek, że jutro jakby zamyka się przed człowiekiem. Nie znajduje on już w sobie dość sił, aby znosić owe utrapienia i bóle. Popada w stan rezygnacji. Czuje się trochę tak, jak apostołowie, którzy oczekując na przyjście Ducha Świętego, nie są pewni, nawet tego, że Duch Święty istnieje. Apostołowie wtedy modlili się. Ale gdy stan rezygnacji i apatii pogłębi się, człowiek nie znajdzie już dość siły, dość ochoty na modlitwę. Słowo „rezygnacja” oznacza w tym kontekście stan wyrzeczenia się jutra, wspólnoty z drugim, a niekiedy nawet – wyrzeczenia się owej samotnej, ludzkiej modlitwy.
Co ma począć człowiek, jeżeli istotnie znalazł się w takiej sytuacji? Ku jakim prawdom sięgnąć, żeby z nich wydobyć dla siebie nową nadzieję? Należy sobie przede wszystkim uświadomić, że nie my pierwsi przechodzimy przez tego rodzaju próby i doświadczenia. Nie tylko inne narody, ale także nasz naród przeżywał podobne okresy – sytuacje graniczne. Nie pierwsi też szukamy nadziei na naszym tak ubogim w nadzieję świecie. Jawi się więc pytanie: jak w podobnych sytuacjach radziły sobie poprzednie pokolenia?
Poszukując przykładów, widzę przede wszystkim ludzi, którzy byli w przeszłości odpowiedzialni za kulturę. Na pierwszy plan wybijają się te postaci kultury europejskiej, które były szczególnie blisko związane z filozofią i to – mniej lub bardziej głęboko – chrześcijańską. Mówiąc o nadziei, sięgamy bardzo często do jej źródeł – do Ewangelii. Ale nadzieja to także rzeczywistość ludzka. Tekst Ewangelii, tekst nadziei, wnika w człowieka, tam zostaje przepracowany i opracowany przez ludzką myśl i serce po to, ażeby wrócić do ludzi, często pod innym imieniem i nazwiskiem, ale przecież zawsze w tej samej chrześcijańskiej inspiracji. Zatem powołajmy się tutaj na kilka postaci chrześcijańskich filozofów – św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu, potem – przedstawicieli myśli nowożytnej, którzy pracując na tej samej co my niwie kultury chrześcijańskiej, rozwiązywali dla swoich pokoleń podobne do naszych zagadki. Zwróćmy uwagę na imię słynnego francuskiego filozofa i matematyka Rene Descartes`a, popularnie zwanego Kartezjuszem, od którego zaczyna się nie tylko historia współczesnej filozofii, ale którego nazywa się również ojcem francuskiego stylu myślenia. (…)
Interesujące jest to, że myśl Kartezjusza narodziła się w dobie niezwykle głębokiego kryzysu nadziei, w czasach bolesnej rezygnacji. Była próbą odpowiedzi na ową rezygnację, na beznadziejność tamtych czasów. Zanim Kartezjusz stał się słynnym filozofem i matematykiem brał udział w krwawej wojnie trzydziestoletniej, jednej z najokrutniejszych wojen w historii Niemiec. Jak każda wojna, również i ta była walką o władzę. W walkę zaplątana była też religia – protestantyzm i katolicyzm. Ludzie zabijali się nawzajem, mając na ustach imię Jezusa Chrystusa. Jakby jakiś złośliwy demon wkroczył wówczas na świat i postawił naprzeciw siebie ludzi, którzy zasadniczo byli jednej wiary i na swój sposób miłowali jednego i tego samego Mistrza. (…) W każdej wojnie jest trochę iluzji, ale w tej było ich szczególnie dużo. (…)
Kartezjusz podjął pracę na daleką odległość, na długi dystans, na innym poziomie niż taka czy inna przemoc. Zdecydował się na odwagę inną niż odwaga żołnierza lub oficera. Zdecydował się na oczyszczenie ducha ludzkiego z takich czy innych iluzji. Na prawdy przemocy odpowiadać swobodnym odkrywaniem prawdy koniecznej. Prawdę narzuconą przez mistrza iluzji zastąpić taką, która narzuca się sama, bo jest jasna i wyraźna. Oprzeć nadzieję na tym, co jest, a nie na tym, co mogłoby być, odkryć etyczną substancję narodu, z której wszystko rośnie.
W jednej z kopalń na Śląsku – jak wiemy – zginęli ludzie. Górnicy pochwycili tych, którzy brali udział w tej smutnej akcji. Zanosiło się na samosąd. Wtedy ktoś powiedział: „Byliśmy dziś rano u komunii świętej, trzeba ich puścić wolno”. I puszczono ich wolno…
Kartezjusz kiedyś powiedział: „Myślę, więc jestem” – i jest to granica iluzji. Teraz należałoby powiedzieć: „Przebaczam, więc jestem” – i to także jest granica iluzji. Odsłoniła się prawda konieczna. Skoro przebaczam – jestem. Nie byłoby mnie dopiero wtedy, gdybym znienawidził i zabił. Przebaczając, działam jako część etycznej substancji narodu. „Jeszcze Polska nie zginęła…” – ale nie dlatego i nie ze względu na to, co może być, ale dla tego, czym jest. Nie powinniśmy mówić o kryzysie nadziei. Jeżeli jakaś nadzieja jest zniszczona, to była ona dość płytką nadzieją. Nadzieja rzetelna nie rośnie z tego, co ewentualnie mogłoby jeszcze być, ale z tego, co jest. Rośnie z ziemi, z lasu, z ludzi. To wszystko, co się wokół nas dzieje, jest o wiele, wiele głębsze, niż nam się pozornie wydaje.
Może historia wymyśli kiedyś nazwę na to wszystko. Ale nasze zadanie jest prostsze. My, pracownicy kultury, musimy stać na straży prawd koniecznych, jasnych i wyraźnych, takich, którym zaprzeczyć nie można! W ten sposób powinniśmy budować jutro, stawiając tamę wczorajszym, gnębiącym iluzjom.

Na zdjęciu: fragment wystawy w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku.

2017-04-11T20:35:40+00:00 13 grudnia 2016|Aktualności|