„Wiara, tak jak człowiek, się rozwija. To wejście na jakąś drogę. (…) Wiara dla mnie ma w sobie coś wysokogórskiego. Góry fascynują, ale są trudne i łatwo o upadek”, mówi o. Jan A. Kłoczowski w rozmowie z Karolem Tarnowskim. Wywiad z dwoma 85-letnimi myślicielami przeprowadził dla „Tygodnika Powszechnego” Artur Sporniak.

 

Czym jest wiara w jesieni życia? Czym różni się od tej dziecięcej czy dojrzałej? Jak znosi upadki i kryzysy Kościoła? Jak wciąż ją pogłębiać? To tylko niektóre z pytań, na jakie odpowiedzieć musieli redaktorowi „Tygodnika” (rozmowa ukazała się w „majówkowym” numerze pisma). Obaj są filozofami, zajmującymi się szczególnie filozofią religii i filozofią Boga. Obaj przez lata współpracowali z ks. Józefem Tischnerem, obaj też są laureatami Nagrody Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera. Wreszcie – obaj skończyli w bieżącym roku 85 lat.

„Wiara nie może się nie zmieniać, bo my się zmieniamy. Ale mnie w pewnym sensie jednak trudniej wierzyć na starość. Choć z drugiej strony czasem myślę, że się do czegoś istotnego dociera”, wyznaje Karol Tarnowski. Dopytywany o to, dlaczego trudniej, odpowiada: „Trudniej znoszę przeciwności życiowe, odsłanianie się własnej słabości, a przede wszystkim przeciętności. Trudno także konfrontować się z kryzysem Kościoła w jego różnych wymiarach – z grzechami Kościoła, jego uwikłaniem w politykę, apostazjami. Ale to jest też prywatna walka z wątpieniem czy z teoretycznym problemem tzw. demitologizacji dotyczącej zmartwychwstania. Oczywiście to jakoś też oczyszcza wiarę. Mam i to szczęście, że wciąż kontaktuję się ze studentami, a ponieważ oni interesują się religią i zadają pytania, moją wiarę to ożywia”.

„Od zawsze intrygowała mnie koncepcja sacrum Rudolfa Otto jako misterium »tremendum et fascinosum« – tajemnica niepokojąca i fascynująca”, przyznaje z kolei o. Kłoczowski. „Dlatego wiara dla mnie ma w sobie coś wysokogórskiego. Góry fascynują, ale są trudne i łatwo o upadek. Przy opisie wiary – zresztą podobnie jak wszelkich ważnych ludzkich doświadczeń – język logiki zdaje się pusty. Dlatego chcąc coś powiedzieć o wierze, coraz częściej szukam natchnienia w poezji.

Mówienie o wierze nie przypomina popularyzacji filozofii, czyli streszczania łatwymi słowami trudnego problemu. Wiem, że świat, który dotyka wiara, jest, tylko ja nie potrafię o nim mówić. To moja trudność. Z drugiej strony, jeżeli w spotkaniu Jezusa w Ewangeliach nie ma tego tremendum i fascinosum, to wiara staje się nudnym moralizowaniem. Pierwszym grzechem religii jest nuda. (…)

W jednym z francuskich wierszy znalazłem taki obraz: wiara i miłość to dojrzałe istoty, które idą pewnym krokiem, a między nimi biega mała dziewczynka, która nazywa się nadzieja. Wniosek jest taki, że ta rodzina zawdzięcza swoją dynamikę owej dziewczynce. Bardzo często kryzys wiary wynika z zagubienia nadziei. Nadzieja to jedyna siła, która daje nam odwagę życia”.

„Na początku byłem dosyć chłodny religijnie”, opowiada Karol Tarnowski. „Do Pierwszej Komunii przygotowywał mnie benedyktyn z Tyńca, Dominik Michałowski, jak się później okazało – jeden z najbardziej szkodliwych tajnych współpracowników SB. W szkole średniej nagle zostałem »pochwycony« – nie wiem przez co i dlaczego, ale poczułem, że wiara to jest moja sprawa. Potem zainteresowałem się liturgią przedsoborową. Dostałem mszał francusko-łaciński i bardzo byłem szczęśliwy. Później pojawił się ważny spowiednik, którym był Wojtyła. Następnie była tomistyczna metafizyka, dzięki spotkaniu z prof. Stefanem Swieżawskim. Ale czułem, że religijnie jałowieję i stąd mój akces do ruchu charyzmatycznego. Mam wrażenie, że tam nauczyłem się trochę modlić i nauczyłem się też wspólnoty modlitewnej, której w kościele jako żywo zupełnie nie doznawałem (nadal zresztą czuję się źle w kościele). (…) Po prostu nie wierzę w masowość. Jeżeli gdzieś oddycham swobodnie, to w małych grupach. Przekonuje mnie klimat wspólnoty Taizé”.

Krakowski filozof tłumaczy też, na czym polega najistotniejsza zmiana w rozumieniu i przeżywaniu wiary. „Wiara dziecinna to z jednej strony wiara magiczna, a z drugiej zbyt mocno oparta na wzorcach osobowych, np. rodziców. Gdy te wzorce rozczarowują, traci się wiarę. Tymczasem wiara po prostu musi przekroczyć poziom ludzki i jakoś się dochrapać wymiaru metafizycznego, uczynić skok w głębię. Zaufanie Bogu jest chyba ostatecznie łaską, ale można je podtrzymywać świadomością tajemnicy i wymiaru metafizycznego rzeczywistości. Także zaufaniem do ludzi »mimo wszystko«”.

Całą rozmowę można – po zalogowaniu się – przeczytać tutaj.

Autorem zdjęcia – wykonanego w 2016 roku w księgarni De Revolutionibus Books & Cafe w Krakowie – jest Adam Walanus.