Tischner przy wigilijnym stole

Strona główna/Aktualności/Tischner przy wigilijnym stole

Tischner przy wigilijnym stole

„Jest grudzień 1947 roku. Józek Tischner, uczeń gimnazjum w Nowym Targu, przyjeżdża na święta do domu…” Tak rozpoczyna się jeden z rozdziałów książki, której tematem są… życzenia.

 

„Sto lat. Książka życzeń” – taki tytuł nosi zbiór miniesejów napisanych przez Wojciecha Bonowicza na zamówienie Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie. Książka jest bogato ilustrowana reprodukcjami zdjęć, kartek, rysunków i wielu innych przedmiotów zgromadzonych w muzeum. Zbiór ukazał się tuż przed świętami Bożego Narodzenia, do sprzedaży trafi najpewniej na początku nowego roku.

Eseje poświęcone są rozmaitym sferom, jakie obejmujemy jednym słowem „życzenia”; chodzi zarówno o składanie życzeń innym, jak i życzenie czegoś samemu sobie, choćby w postaci modlitwy czy przesądu. W swoich esejach Bonowicz przywołuje rozmaite sceny z własnego życia, ale też nawiązuje do zasłyszanych opowieści i opisów zawartych w utworach literackich. Pisze m.in. o świątecznych kartkach, szkolnych sztambuchach, chodzeniu z szopką po domach, powinszowaniach składanych młodej parze, „złych życzeniach”, a także nadawanych w mediach koncertach życzeń. W charakterystycznej dla siebie poetyce autor co jakiś czas odbiega od tematu, by po chwili znów do niego powrócić. Książka nie jest esejem antropologiczno-etnograficznym, ma charakter raczej literacki. Każdemu rozdziałowi towarzyszy staranny wybór ilustracji.

Wśród bohaterów książki pojawia się ks. Józef Tischner. W jego dziennikach z okresu licealnego zachował się – dość rzadko w literaturze spotykany – bardzo szczery opis zakłopotania, jakie w przyszłym filozofie wywołuje konieczność składania życzeń podczas wigilijnej wieczerzy. Pod datą 28 grudnia 1947 szesnastoletni Tischner notuje: „Wilia Bożego Narodzenia. Nie lubię jej, sam nie wiem dlaczego. Już chyba od młodości. Nieswojo jakoś czuję się przy stole, zwłaszcza w czasie łamania opłatka. Pamiętam, że zawsze wstydziłem się życzyć czegoś, po prostu wstydziłem się wynurzeń. Wstydziłem się, i może wstydzę, ujawnić piedestał, na którym, w hierarchii miłości, postawiłem rodziców. Są po temu liczne powody, aż za mocno we mnie zakorzenione, a których przyczyn sam zrozumieć nie mogę. Czyż oni są mi aż tak bliscy, że wstydzę się ich? Nie, ale w pewnym stopniu ich postępowanie na to wpłynęło. Po prostu nie są oni moimi przyjaciółmi. Są rodzicami, ale nie przyjaciółmi, a to jest za mało”.

„Podobne wyznania zdarzało mi się słyszeć wielokrotnie”, pisze Bonowicz w rozdziale zatytułowanym „Zawstydzenie”. „Najczęściej narzekali ludzie młodzi. Skarżyli się, że starsi mają tendencję do składania życzeń, które zawstydzają: >>Żebyś wreszcie miał prawdziwą pracę…<<, >>Żebyś sobie kogoś znalazła…<<, >>Żeby udało ci się zrzucić tę parę kilogramów…<<. Nastoletni Tischner jest tu niezwykle szczery, być może dlatego, że nie mogąc się porozumieć z rodzicami przy stole, usiłuje zrobić to na piśmie.

Podziwiam łatwość, z jaką życzenia składa mój tata. Zawsze ma dużo do powiedzenia, gotowe formuły wypowiada z przekonaniem i serdecznością, i na ogół umiejętnie doda coś od siebie. Ja tak nie potrafię. Z wiekiem robię się coraz zwięźlejszy, język mi się plącze. Czując, że nie trafiam dobrze słowem, chętniej zastępuję je gestami. Często widzę, że osoba stojąca naprzeciwko mnie ma podobny problem. Dlaczego przełamując się opłatkiem, musimy też przełamać coś w sobie, i to nawet wobec tych, którzy są nam bliscy – a może zwłaszcza wobec nich? Co nas zawstydza? To, że trzeba zachować się odświętnie (więc trochę nienaturalnie) wobec ludzi, z którymi połączyło nas powszednie, zwykłe życie? To, że w takich sytuacjach coś trzeba w sobie stłumić, nie wszystko może zostać powiedziane, nie wszystko też da się wyrazić?”

Zapewne są i tacy, pisze dalej Bonowicz w tym samym rozdziale, „których zawstydza banalność i schematyczność, w jaką popadamy, ilekroć mamy złożyć życzenia. Ale gotowe formuły (>>Zdrowia, szczęścia, pomyślności…<<) i ich warianty (>>Zdrowia, zdrowia, przede wszystkim zdrowia…<<) stworzono właśnie po to, żeby łatwiej było pokonać wstyd. Doskwiera nam forma, lecz forma jest też dobrodziejstwem: gdy nie wiadomo, co powiedzieć, forma mówi za nas. >>Spokojnych, dobrych Świąt!<< Czy nie tego właśnie chcemy? Żeby choć przez jeden wieczór, jedną noc, kilka dni żyć odrobinę spokojniej, lepiej?”

Książka Wojciecha Bonowicza jest częścią projektu badawczego „Życzenia” prowadzonego przez Muzeum Etnograficzne w Krakowie. 10 stycznia w muzeum odbędzie się jej promocja. Szczegóły ogłosimy na naszej stronie.

 

Więcej informacji o działalności MEK, w tym aktualnych wystawach i projektach, można znaleźć tutaj i  na facebookowej stronie muzeum .

2018-12-22T17:48:02+00:00 22 grudnia 2018|Aktualności|