Tischner – sensacji nie było i nie ma

Strona główna/Aktualności/Tischner – sensacji nie było i nie ma

Tischner – sensacji nie było i nie ma

„O ks. Tischnera jestem spokojny. Nie miał wspólnych tajemnic z SB”, mówi Wojciech Bonowicz, autor biografii „Tischner”.

 

W poniedziałek 3 czerwca na Twitterze pojawiły się dwa wpisy Sławomira Cenckiewicza, szefa Wojskowego Biura Historycznego i wiceprzewodniczącego kolegium IPN. Pierwszy wpis brzmiał: „Już jest! 1000 stron fundamentalnych dokumentów SB o Solidarności, Wałęsie i ludziach Kościoła! Jedna z najważniejszych książek źródłowych IPN! Zaszczyt, że byłem jej naukowym recenzentem”. W ten sposób Cenckiewicz informował o ukazaniu się drugiego tomu opracowania „Kryptonim >>Klan<<. Służba Bezpieczeństwa wobec NSZZ >>Solidarność<< w Gdańsku”, opublikowanego przez IPN. Tom zatytułowany „I Krajowy Zjazd Delegatów” przygotowali Dominik Sokołowski i Radosław Żydonik.

Drugi wpis Cenckiewicza z tego dnia zawierał zdjęcie fragmentu jednej ze stron wspomnianego opracowania, na której był zamieszczony biogram ks. Józefa Tischnera. Biogram ten zawierał informację, że w latach 80. ubiegłego wieku ks. Tischner był rozpracowywany przez Wydział IV KW MO w Krakowie (w ramach sprawy o kryptonimie „Leo”), następnie zarejestrowany przez Departament IV MSW jako „kandydat” (w lipcu 1983), później „kontakt operacyjny”, a wreszcie „konsultant” (w październiku 1988), oraz że wyrejestrowano go 30 stycznia 1990 r. Zdjęcie to Cenckiewicz opatrzył następującym komentarzem: „Przykra ta rejestracja ks. Józefa Tischnera w kategorii KO i konsultanta Departamentu IV MSW. Szkoda”.

Ten wpis wywołał burzę. Szybko został rozpowszechniony przez portale internetowe. Większość komentarzy nie miała charakteru merytorycznego; pisano, że upadł ostatni z autorytetów, nie odnosząc się jednak do tego, co oznaczają powyższe zapisy. Część komentarzy sugerowała, że „kontakt operacyjny” to niemal to samo co „tajny współpracownik”: świadoma współpraca, w dodatku za wynagrodzenie.

Pierwszy merytoryczny komentarz, jaki pojawił się po wpisie Cenckiewicza, napisał Maciej Gawlikowski, od lat zajmujący się historią antykomunistycznej opozycji w Polsce i inwigilacją opozycji przez SB. Komentarz ukazał się na jego profili facebookowym. Oto jego treść:

„Dziś wielka sensacja – wielu pisze, że ks. Józef Tischner był donosicielem SB, że odkryto dokumenty… Prawda jest taka, że SB po paru latach rozpracowywania ks. Tischnera, zarejestrowała go w roku 1983 jako kandydata na TW, opracowanie w tym charakterze nie zakończyło się sukcesem, zapisano go jako Kontakt Operacyjny. Nic nie wiadomo o ewentualnej współpracy Tischnera z SB w tym charakterze, w październiku 1988 zarejestrowano go dla odmiany jako konsultanta.

Zachowały się jedynie te zapisy ewidencyjne.

Jeśli ktoś chce na tej podstawie twierdzić, że ks. Tischner donosił, to bardzo proszę, żeby to samo napisał o śp. Marii Kaczyńskiej, również rejestrowanej jako Kontakt Operacyjny. Jej papiery również się nie zachowały. Dowody są równie mocne w obu przypadkach.

O sprawie rejestracji ks. Tischnera mówiło się już w 2007 roku. Słyszałem o tym od znanego badacza z krakowskiego IPN-u. Jak rozumiem, przez tuzin lat nie udało się znaleźć żadnego dowodu współpracy. Dla mnie to kończy ten temat.

Zwłaszcza, że donoszenie przez ks. Tischnera w latach 80. jest zupełnie nieprawdopodobne. Każdy kto go znał, kto wie jaką miał pozycję, jakim był człowiekiem, uzna to za ponury żart.

A swoją drogą, wiele słyszałem od byłych esbeków oraz od ludzi Kościoła o kontaktach Księdza z ubekami. Rozmowy z Tischnerem prowadził Józef Biel, barwna postać krakowskiej bezpieki. Mimo, że w latach 80, po awansie, już nie był w IV Wydziale, to wciąż spotykał się z ważnymi duchownymi, prowadził też niekiedy swoją starą agenturę.

Piękne były anegdoty o ich spotkaniach w Urzędzie ds. Wyznań, dokąd wzywano Tischnera. Biel udawał urzędnika UdsW, Tischner długo udawał, że nie wie, że to ubek. Toczyli ze sobą spory na tematy religii, wiary, doktryny Kościoła. Podczas jednej z takich rozmów, Ksiądz miał się zwrócić do płk. Biela per >>wy<<. stawiając mu jakiś zarzut. Biel zareagował gwałtownym oburzeniem i purpurowy krzyknął: >>Tak, wy na Podhalu to jesteście wszyscy antysemici!<<. Zdziwiony ks. Tischner odparł: >>Jacy antysemici? O co panu chodzi?!<<. Dopiero po chwili, kiedy popatrzył na wybitnie semickie rysy Biela, doszło do niego skąd nieporozumienie. >>Ależ nie, chodziło mi o was – funkcjonariuszy!<<.

Po co te gry, po co rozmowy, spotkania? Podejrzewam, że trochę z ciekawości, trochę dla nawracania, ale przede wszystkim chodziło o to, żeby dostać paszport.

Nie wierzę jednak, że te kontakty przekroczyły granice przyzwoitości.

Założę się, że właśnie Biel jest zapisany jako prowadzący ks. Tischnera. Kiedy pomyślę, że starcie tych dwóch niezwykle inteligentnych przeciwników wygrywa jednak po latach płk Biel, to nie wiem czy śmiać się, czy płakać…”

„O ks. Tischnera jestem spokojny”, komentuje Wojciech Bonowicz, biograf autora „Etyki solidarności”. „Dlaczego? Powtórzę to, co mówiłem już wiele lat temu: Tischner przestrzegał zasady, żeby nie mieć wspólnych tajemnic z SB. Jeśli wzywano go na rozmowy lub jeśli nachodzili go esbecy, informował o tym rodzinę, znajomych i współpracowników. Po latach mówił o tym otwarcie w wywiadach (m.in. w opublikowanych w 1995 r. rozmowach >>Między panem a Plebanem<<). Ponieważ w latach 80. często wyjeżdżał do Rzymu (m.in. w związku z organizacją kolokwiów w Castel Gandolfo) i do Wiednia (gdzie współtworzył Instytut Nauk o Człowieku), musiał wielokrotnie starać się o wydanie paszportu. Esbecy na pewno wykorzystywali takie okazje, żeby skłonić go do współpracy. Nigdy jednak nie został zarejestrowany jako >>tajny współpracownik<<, a rejestracja jako >>kontakt operacyjny<< i >>konsultant<< nie oznacza, że współpracę podjął”.

Szereg komentarzy podkreśla, że wpis Cenckiewicza poprzedza uroczyste obchody rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 r. „Rzeczywiście, wygląda to trochę jak >>wrzuta<<, żeby popsuć innym święto”, komentuje Bonowicz. „Najgorsze, że takie ogólnikowe informacje są od razu opatrywane interpretacjami i sensacyjnymi tytułami, które deformują ich sens. W ten sposób do człowieka przykleja się brud i nikt już potem nie sprawdza, czy on sam się ubrudził, czy też przez innych został obrzucony błotem”.

2019-06-04T10:38:56+00:00 4 czerwca 2019|Aktualności|