„W pracy nad własną dobrocią trzeba widzieć dobro wokół siebie. Kto na każdym kroku widzi zło, ten myśli sobie: »Sam się będę wygłupiał?«. Otóż nie. Świat jest pełen dobroci, »wygłupiają« się raczej ci, którzy są źli”, pisał ks. Józef Tischner.
Przypominamy fragment jego refleksji zatytułowanej „Dobroć odważna i mądra”. Tekst powstał w 1998 roku i został opublikowany w świątecznym wydaniu czasopisma „Poradnik Domowy”. Może warto potraktować go jako swoisty „poradnik” w czasie, kiedy wydaje się, że nagradzana uwagą i aplauzem bywa raczej obcesowość, bezceremonialność i promowanie samego siebie kosztem innych?
Jest wiele odmian ludzkiej dobroci, aczkolwiek sama dobroć jest jedna. Różne też są źródła lęku przed dobrocią. (…) Można powiedzieć: im większa przeszkoda na drodze do dobroci, tym większa dobroć. Dobroć nosi w sobie zarodek heroizmu. Dojrzewając, zarodek skłania do ofiar. W skrajnych wypadkach człowiek oddaje życie za bliźniego. Przykładem jest ofiara ojca Maksymiliana Kolbego. Nie zawsze jednak ofiara polega na oddaniu życia, najczęściej polega na codziennej służbie rodzinie, chorym, zagubionym. Takimi codziennymi poświęceniami pisze się historia człowieka i ludzkości.
Może jednak się zdarzyć, że źródło lęku znajdzie się w samym człowieku, w jego duszy. Człowiek lęka się wtedy logiki, jaka rządzi jego własną dobrocią. Człowiek myśli: „Dziś dałem palec, jutro zażądają ręki, pojutrze wszystkiego, co mam. Gdzie są granice poświęceń?”. Rzeczywiście, istnieje niebezpieczeństwo nadużywania dobroci. Widzimy, jak dzieci nadużywają dobroci rodziców, uczeń nadużywa dobroci nauczyciela, pracobiorca nadużywa dobroci pracodawcy. Nadużywający dobroci wymagają od człowieka, by robił dla nich coś, co przy odpowiednim wysiłku sami mogliby zrobić. Nawet w dobroci trzeba zachować roztropną miarę. Zasada moralna mówi: „Prawdziwa miłość bliźniego zaczyna się od miłości samego siebie”. Człowiek musi miłować siebie, w przeciwnym bowiem razie straci miarę miłości bliźniego. Dobroć nie może być niesprawiedliwa. Trzeba być sprawiedliwym nie tylko wobec innych, ale też wobec siebie. Trzeba i sobie przyznawać to, co się należy, aby potem wedle tej miary służyć także innym.
Jest jeszcze trzeci rodzaj lęku, który hamuje dobroć – lęk, w którym to, co zewnętrzne, miesza się z tym, co wewnętrzne. Jest to lęk przed szczególnie pojętą opinią publiczną. Mój znajomy proboszcz mawia: „Gdy skrzywdzisz w parafii jednego, masz sprawę z tym jednym skrzywdzonym. Ale gdy zrobisz w parafii coś dobrego jednemu, to masz sprawę z całą parafią”. Wielu czuje krzywdę z tego tylko powodu, że łaska dosięgła nie ich, lecz kogoś innego. Dobroć wzbudza zawiść. Zawiść nie kieruje się do złoczyńców, lecz do bliźnich, którzy doznali dobroci. Dlaczego oni, a nie ja? Podobno tak zwana bezinteresowna zawiść jest cechą znamienną Polaków. Nie jestem aż tak wielkim pesymistą, niemniej przyznaję, że pojawia się bardzo często.
Ale zawiść to najgłupszy z grzechów; każdy grzech dostarcza bowiem jakiejś przyjemności, natomiast zawiść rodzi same strapienia.
Tak więc do dobroci potrzeba odwagi. „Może i dobry, ale tchórzliwy…” Skoro tak, to z pewnością nie do końca dobry.
Jak nie ma dobroci bez odwagi, tak nie ma jej też bez mądrości. Nie sztuka być dobrym w ogóle, sztuka być mądrze dobrym. Tylko mądra dobroć przynosi stokrotny plon. Wie ona, gdzie i kiedy rzucić właściwe ziarno. Mądra dobroć pomaga przede wszystkim tym, którzy sami sobie chcą pomóc. Mądra dobroć woli dać wędkę niż rybę. Mądra dobroć chętniej pomaga tym, którzy potem będą mogli także innym pomóc, niż tym, którzy wszystko zgarniają dla siebie. Nie o to przecież chodzi, by utwierdzić człowieka w jego egoizmie, ale o to, by go wyrwać z egoizmu. Mądra dobroć umie przekonać. Potrafi wczuć się w sytuację potrzebującego i pomóc tak, jak trzeba pomóc. A poza tym: mądra dobroć jest skromna. Zrobi to, co trzeba zrobić, i nie bębni po całej okolicy, czego to dokonała. (…)
Dobroć jest widoczna nie tylko w poszczególnych czynach, ale przede wszystkim w całym sposobie bycia człowieka. Promieniuje przez jego mowę, jego sposób myślenia, odnoszenia się do innych. Choćby ten człowiek nic nie robił, wszyscy wyczuwamy: to dobry człowiek. W tym zachowaniu jedno zwraca uwagę: dobry człowiek każde mu „pozwala być”. Mówisz i on słucha, pozwalając ci być. Mówi i ty wiesz: pozwala ci być. Ze złymi ludźmi jest inaczej. Czujesz, że chętnie przepędziliby cię na cztery wiatry. Dobry człowiek odkrywa dobroć w tobie.
W pracy nad własną dobrocią trzeba widzieć dobro wokół siebie. Kto na każdym kroku widzi zło, ten myśli sobie: „Sam się będę wygłupiał?”. Otóż nie. Świat jest pełen dobroci, „wygłupiają” się raczej ci, którzy są źli.
Całą refleksję „Dobroć odważna i mądra” można znaleźć w wyborze tekstów ks. Józefa Tischnera zatytułowanym „Miłość i inne wydarzenia”. Książkę tę można zamówić tutaj.
Zdjęcie: archiwum SIW Znak.