„Nauczył mnie zdrowego podejścia do życia: żeby sobie za wiele może po nim nie obiecywać, ale żeby budzić radość, nadzieję w innych i też budować więź z innymi, która pozwala przetrwać trudne momenty. Nauczył mnie też patrzenia poza formułkami, kategoriami: to jest katolickie, to jest niekatolickie, to jest filozoficzne, to jest psychologiczne. Bez uproszczeń, ale też bez takiego łatwego szufladkowania”. O swoim stryju, ks. Jozefie Tischnerze, w rozmowie z Marzeną Florkowską opowiada Łukasz Tischner.

 

W nieco ponad 20-minutowej audycji, dostępnej na stronie Radia Kraków, Łukasz Tischner wspomina, jak odbierał postać swego sławnego stryja w latach 80. i później i co szczególnie mu zawdzięcza.

„To była druga połowa lat 80. Jeszcze ciągle komuna. Józef Tischner chodził wtedy w nimbie filozofa, charyzmatycznego wykładowcy, ale też ojca duchowego ruchu Solidarność, czy nawet szerzej po prostu ruchu dysydenckiego. Pokrewieństwo z nim, wskazanie, że właśnie jestem kimś bliskim, mogło mi dawać rozmaite przywileje, ale z drugiej strony – w miarę jak starałem się studiować – rodziło naturalne obciążenie. Wiedziałem, że nie dorównam jego zdolnościom, umiejętnościom. Były więc we mnie sprzeczne uczucia. Ulegałem trochę snobizmowi, że jako bratanek już wiem, co on będzie mówił… Ale z drugiej strony czułem zakłopotanie, że jestem trochę taką papugą powtarzającą jego myśl”, opowiada Łukasz Tischner.

Dzisiejszy historyk literatury i wykładowca UJ wspomina prywatne rozmowy ze stryjem. „Był bardzo dyskretny i unikał moralizowania. Gdy się go radziłem w momentach kryzysowych, jak dobry psycholog pytaniami naprowadzał na rozeznanie, w którym miejscu jesteś, co robisz, jak ta sytuacja naprawdę wygląda. A potem mówił: decyduj sam, kombinuj, to znaczy rozstrzygnij. Ale to była rzeczywiście zawsze taka świetna rozmowa, która pozwalała spojrzeć na siebie trochę z dystansu. Nie oceniał. Miał przyrodzony dar nawiązywania kontaktu. I też, jak wiemy, był takim piewcą wolności, ale właśnie mądrej wolności, która polega na tym, że człowiek się rozwija i pozwala się rozwijać innym. Jak mówił: wolność to jest sposób istnienia dobra.

Te rozmowy z nim czy jakieś właśnie porady, zawsze sprawiały, że człowiek po pierwsze się czuł trochę lżejszy, bo wypowiedział coś, co było trudnością, ale po drugie widział przed sobą drogę. Pamiętam finał takich rozmów jako coś jasnego: że przy różnych trudnościach, obciążeniu, zagrożeniu możesz być sobą, możesz próbować to zmienić”.

Na pytanie, czego się od stryja nauczył, Łukasz Tischner odpowiada: „Na pewno mnie nauczył, czym jest doświadczenie umierania i śmierci, które wiąże się z jakąś szczególną bliskością, trochę pozasłowną, która czasem polega po prostu na tym, że się trzyma rękę osoby, która już nie do końca kontaktuje i bierze mocne środki przeciwbólowe, żeby wytrzymać. Nauczył mnie też takiego zdrowego podejścia do życia, żeby sobie za wiele może po nim nie obiecywać, ale żeby budzić radość, nadzieję w innych i też budować więź z innymi, która pozwala przetrwać trudne momenty.

Nauczył mnie też takiego patrzenia trochę poza jakimiś formułkami, kategoriami: to jest katolickie, to jest niekatolickie, to jest filozoficzne, to jest psychologiczne. Bez uproszczeń, ale też bez takiego łatwego szufladkowania.

Bardzo lubię cytować to zdanie z »Filozofii po góralsku«, które w jakimś sensie streszcza jego światopogląd, ten, który poznałem może właśnie u kresu jego życia: »Świat stoi na opak, nie jest dobrze, ale co by miało być tak cołkiem źle, to tyz nie powiem«. Taki dystans i trochę sceptycyzm do świata, ale równocześnie poczucie, że w ten świat można wlewać dobro”.

Całej audycji można wysłuchać tutaj.

Autorem zdjęcia jest Adam Walanus.