Zdejmijmy opaskę

Strona główna/Bez kategorii/Zdejmijmy opaskę

Zdejmijmy opaskę

W czerwcowym „Znaku” można przeczytać interesujący esej ks. Tomásza Halíka, gościa specjalnego przyszłorocznych Dni Tischnerowskich. Jest to tekst przemówienia wygłoszonego 6 marca br. w jezuickim Centrum Kultury i Dialogu „Ignatianum” w Krakowie w czasie międzynarodowej konferencji katolicko-żydowskiej zorganizowanej z okazji 5. rocznicy śmierci ks. Stanisława Musiała. Ks. Halík przedstawia w nim relacje chrześcijan i Żydów na szerszym tle relacji między religią a współczesnym światem. Tekst w sposób szkicowy ukazuje poglądy wybitnego czeskiego teologa i filozofa na rolę religii w dzisiejszej rzeczywistości.

W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy słowa Mojżesza: „Widzieliście wszystko, co (…) Pan na waszych oczach uczynił. (…) [Ale] Pan nie dał wam aż do dnia obecnego serca, które by rozumiało, ani oczu, które by widziały, ani uszu, które by słyszały” (Pwt 29, 1–3). Wiele musiało się wydarzyć w naszej wspólnej historii, wiele strasznych rzeczy musiało wstrząsnąć sumieniami ludzi, zanim mógł się rozpocząć rzeczywisty dialog między chrześcijanami i Żydami. Dopiero po tym wszystkim zaczynamy rozumieć wiele z tego, czegośmy nie rozumieli, zaczynamy widzieć, czegośmy widzieć nie potrafili albo nie chcieli.
Jeden z najwybitniejszych przedstawicieli katolickiej „teologii po Auschwitz”, Johann
Baptist Metz, wspomina, że kiedy jako chłopiec przechodził obok portalu katedry w Bambergu, jego uwagę przyciągały dwie rzeźby: wyobrażenie Synagogi jako przygnębionej
kobiety z zawiązanymi oczyma, stojącej naprzeciw niewiasty z głową triumfalnie wzniesioną, symbolizującej Kościół. I dopiero po latach zadał sobie pytanie: „Co też mogły widzieć te zawiązane oczy?”.
Teraz my, chrześcijanie, winniśmy w stosunku do Żydów zdjąć ze swych oczu opaskę i zobaczyć również to, na co przeszłe pokolenia były ślepe: że zrządzeniem losu należymy wzajemnie do siebie. Jednakże bliskość oznacza zwykle większe ryzyko niż oddalenie.
W II wieku młody Kościół wbrew heretykowi Marcjonowi stwierdził definitywnie, że Biblię hebrajską będzie zawsze szanować jako nieodłączną część swego Pisma Świętego. Podobnie my powinniśmy się czuć zobowiązani do tego, aby pamięć Żydów – od Abrahama po dzień dzisiejszy, łącznie z tymi ranami, jakie spowodowali czy też tolerowali chrześcijanie – uczynić świętą częścią naszej pamięci. Z naszej pamięci i z pamięci całej ludzkości nigdy nie powinno zniknąć również to, co się dokonało niedaleko stąd, w Auschwitz – a naszym obowiązkiem jest powiedzieć wyraźne „nie” każdemu, kto chciałby zataić czy wypaczyć prawdę o tym historycznym doświadczeniu.
Tworzenie wspólnoty pamięci zakłada jednak kulturę dialogu i szacunek: zdolność postrzegania samych siebie także oczyma tych drugich i szacunek wobec tego, jak drudzy pojmują sami siebie.
My, chrześcijanie, uczymy się dostrzegać, że jesteśmy „gośćmi w domu Izraela”, że jesteśmy „gałęzią wszczepioną w szlachetną oliwkę” (por. Rz 11, 24) – że nie jesteśmy tymi, którzy przyszli Izraela zastąpić. Żydzi zaś – jak się wyraził jeden z nich – uczą się brać na serio to, co powiedział mądry Gamaliel do członków Sanhedrynu, którzy chcieli młode chrześcijaństwo wytępić środkami przemocy: „Jeżeli od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem” (Dz 5, 38–39). Zlekceważenie faktu, że chrześcijaństwo towarzyszy nam od dwóch tysięcy lat, że chrześcijaństwa (tak samo jak judaizmu) wbrew wszelkim wysiłkom nie udało się nikomu zniszczyć, jako dowodu, iż sprawa ta pochodzi od Boga – powiedział mądry żydowski komentator – oznaczałoby sprzeciwienie się Bogu.
Bóg postawił nas obok siebie. Przez wieki wielu chrześcijan ulegało pokusie triumfalizmu: wydawało im się, że są tu po to, aby zastąpić Żydów i zająć ich miejsce.

 

Ale w ciągu dziejów również sami chrześcijanie doświadczyli – ze strony fanatycznych środowisk, wykorzystujących islam i wojujący laicyzm – jak groźne skutki może mieć ta teoria substytucji. Pewne grupy nadużywające islamu i pewien typ laicyzmu zajęły wobec nas, chrześcijan, dokładnie taką samą postawę, jaką nasi poprzednicy przyjmowali wobec Żydów: widziały one w nas jedynie niedoskonały wstępny stopień własnej religii, przedstawiały inną interpretację tego, co dla nas było drogie, i postrzegały nas jako tych, którzy stracili właściwie rację istnienia, ponieważ nie zrozumieli, że ich wiara
została zdezaktualizowana. Zdaniem niektórych: trzeba nas tolerować, dopóki nie wymrzemy; zdaniem innych: należy bardzo aktywnie wspierać nasze zniknięcie ze sceny dziejów.
Kiedy my, chrześcijanie, nazywamy dziś czule Żydów „pierwszą miłością Boga”, musimy być zarazem świadomi tego, że miłość Boża nie jest zmienna i kapryśna, nie przenosi się, jak motyl, z kwiatka na kwiatek. Bóg jest wierny – a my wszyscy powinniśmy się wspólnie uczyć pojmować i wiernie naśladować Jego wspaniałomyślność i otwarte ramiona.
Dziś zaczynamy rozumieć, że już tu, na ziemi, Bóg przygotował nam „mieszkań
wiele” i wyznaczył nam zadanie polegające na tym, byśmy się nauczyli żyć w pokoju obok siebie i razem – Żydzi, chrześcijanie, muzułmanie, wyznawcy świeckiego humanizmu i wielu innych dróg duchowych – i kierować się złotą zasadą: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Potrzeba jeszcze wielu kroków do tego, byśmy żyli razem zgodnie z wezwaniem, jakie
święty Paweł skierował do Żydów i chrześcijan: by wzajemnie wspłózawodniczyli w tym, co dobre, nie wywyższali się jedni nad drugich, nie pokładali nadziei we własnej mądrości, lecz szanowali tajemne drogi Bożego wybraństwa (por. Rz 11).
Pozwolą Państwo, że również przy tej okazji wyrażę swoje przekonanie, iż zwłaszcza chrześcijaństwo i judaizm, które przeszły przez ogień krytyki oświeceniowego racjonalizmu, są dziś powołane do wielkiego zadania. Powinniśmy dowieść, że jesteśmy zdolni rozumieć oba światy, które dzisiaj przeżywają napięcia, przechodzące czasem w wyniszczające konflikty: z jednej strony świat islamu, z którym chrześcijaństwo i judaizm mają wspólne korzenie w „dziedzictwie Abrahamowym”; z drugiej strony świat zachodniej cywilizacji laickiej, która wyszła z łona kultury judeo-chrześcijańskiej i zawiera w sobie wiele jej cech. Kto, jeśli nie my, jest kompetentny do budowania mostów ponad przepaściami? Kto inny może być tłumaczem pośredniczącym między światami, które się wzajemnie nie rozumieją?
Religia jest dziś w wielu miejscach używana jako oręż. Kiedy wciąga się ją do politycznych, społecznych i etnicznych konfliktów, kiedy jest łączona z przemocą i ma usprawiedliwiać przemoc, jej wielka – przez długi czas niedoceniana – siła staje się siłą negatywną i niebezpieczną. Religijnych symboli, religijnych uczuć i religijnej retoryki można używać do tego, by „zaczarować świat”: aby przemieniały pole politycznych konfliktów w krajobraz apokaliptycznego „kosmicznego zmagania Dobra i Zła”, aby przemieniały ludzi w widma bez twarzy, a przeciwników – w „Wielkiego Szatana”. Kiedy rzeczywistość postrzega się i interpretuje w ten sposób, wszelkie rozumne rozwiązania kapitulują wobec strategii zniszczenia.

 

Naszym posłannictwem jest „odczarowanie świata” – jego oddemonizowanie. Naszym zadaniem jest wypędzenie demonów nienawiści, wzmożenie terapeutycznej, uzdrowicielskiej mocy religii. Laicyzm jest zbyt słaby, aby podjąć zadanie takiego „oświecenia”, ateizm za mało rozumie demony. Laicki racjonalizm potrzebuje naszego wsparcia i naszej pomocy
w sprawach, co do których mamy wiele – i to bardzo bolesnych i zawstydzających – doświadczeń z naszej przeszłości. W świątyni naszego świata musimy podtrzymywać światło nadziei, nawet gdyby brakowało oliwy, jak o tym przypomina święto Chanuka. My, chrześcijanie, jesteśmy do nadziei powołani przez Tego, który został nazwany „światłem na oświecenie pogan i chwałą swego ludu, Izraela”.
Spotykamy się w mieście na zawsze połączonym z imieniem człowieka, który tutaj przeżył prześladowanie Żydów i chrześcijan i który – umocniony tym swoim doświadczeniem – bronił na pamiętnym II Soborze Watykańskim i w swej służbie Kościołowi i ludzkości na stolicy świętego Piotra zasady wolności religijnej i dialogu. To on, Jan Paweł II, uczynił wielki historyczny krok na drodze zbliżenia chrześcijan i Żydów.
Niedawno zainteresowała mnie pewna wypowiedź ze strony żydowskiej: chrześcijanie nie są jedynie przyjaciółmi Żydów, są oni jedynymi przyjaciółmi Żydów. Szanujmy tę przyjaźń, cenną jednakowo dla obu stron, chrońmy ją i rozwijajmy. Będzie to dobre i ważne nie tylko dla nas.

Zródło: „Znak” nr 649, czerwiec 2009 r. Tłum. Juliusz Zychowicz.

2009-07-17T08:55:00+00:00 17 lipca 2009|Bez kategorii|