X Dni Tischnerowskie – dzień drugi

Strona główna/Bez kategorii/X Dni Tischnerowskie – dzień drugi

X Dni Tischnerowskie – dzień drugi

Tekstem przewodnim tegorocznej imprezy, o czym już pisaliśmy, jest esej ks. Tischnera „Wiara w godzinie przełomu”. W oparciu o tezy tego tekstu Rada Programowa Dni Tischnerowskich przygotowała projekt konferencji naukowej, której temat jest niemal tożsamy z tytułem eseju: „Świat i wiara w godzinie przełomu”. Konferencja rozpoczęła się w drugim dniu X Dni Tischnerowskich – 22 kwietnia – od wystąpień poświęconych „polskiemu krajobrazowi duchowemu”.
Obrady rozpoczęły się w Auli Collegium Novum UJ o godz. 10. Gości, którzy wypełnili aulę do ostatniego miejsca, przywitał najpierw rektor UJ, prof. Karol Musioł. Nawiązał do tragicznych wydarzeń z 10 kwietnia. „To, co się stało, zmieniło nas”, powiedział. „Powiem to za siebie: ja jestem inny, niż byłem. Wy też – chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę”. Prof. Musioł przypomniał, że ks. Tischner także odchodził od nas w smutku. „Ale popatrzcie na to zdjęcie”, tu rektor wskazał plakat tegorocznych Dni Tischnerowskich. „Ten uśmiech… To jest to, co nam zostawił”.
Rektor UJ poprosił zebranych o chwilę ciszy, aby uczcić tych, którzy polegli w katastrofie pod Smoleńskiem. Po nim głos zabrał rektor Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II ks. prof. Jan Maciej Dyduch. Nawiązując do tematu konferencji, podkreślił, że „ksiądz Józef Tischner stał się znakomitym przewodnikiem w prowadzeniu dialogu między światem i wiarą. Potrafił wyśmienicie odczytać nauczanie Vaticanum II o wielkości Boga i godności człowieka.
Pierwszym prelegentem był o. Paweł Kozacki, dominikanin, do niedawna redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, obecnie przeor klasztoru dominikanów w Krakowie. W wystąpieniu zatytułowanym „Sytuacja chrześcijaństwa w Polsce dzisiaj i w przyszłości” wskazał na trzy pokusy, przed jakimi staje obecnie Kościół katolicki w Polsce. Pierwsza pokusa dotyczy posiadania. Objawia się ona przekonaniem, dość rozpowszechnionym wśród hierarchii, że trzeba przede wszystkim zabezpieczyć Kościół materialnie; że przyszłość Kościoła zależy od tego, czy będzie on miał dość środków, by funkcjonować. Zabieganie o to staje się ważniejsze niż inwestowanie w ludzi. Na poziomie wiernych ta sama pokusa przejawia się z kolei zabieganiem, zapracowaniem: ludzie są dziś tak pochłonięci pracą, że zapominają o potrzebach ducha.
Drugą pokusą jest pokusa bezpieczeństwa. Nie chodzi tu tylko o materialne bezpieczeństwo, ale przede wszystkim o struktury i sposób działania. Pokusa ta objawia się lękiem przed nowością: trzymajmy się tego, co sprawdzone. Jeżeli model duszpasterski stosowany w latach komunizmu się sprawdził (czytaj: przyciągał do Kościoła tłumy), to nie warto eksperymentować, tylko trzeba się go trzymać. Takie postawienie sprawy nie pozwala nam dostrzec tego, co nowe; „trzymanie się kurczowo przeszłości nie pozwala nam biec ku temu, co przed nami”. Pokusa bezpieczeństwa objawia się też w inny sposób: na poziomie wiernych jest to lęk przed wyłamywaniem się z pewnych mód, trendów, obawa, że jak się będzie prezentować chrześcijański punkt widzenia na różne sprawy, zostanie się uznanym za kogoś nienowoczesnego, wręcz za dziwaka.
I wreszcie trzecia pokusa – pokusa władzy. O. Kozacki podkreślił, że nie chodzi tu o upolitycznienie Kościoła, przed którym ostrzegano w latach 90., ale raczej o postawę: „skoro jesteśmy większością, to nam się należy”. Innymi słowy – o pokusę płynącą z poczucia siły, z przekonania, że jesteśmy wyznaniem dominującym. Pokusa ta objawia się rozmaicie: w oczekiwaniu przywilejów podczas załatwiania codziennych, przyziemnych spraw (np. środków na restaurację kościoła), ale też w patrzeniu „z góry” na to, co małe – czy to będą małe wspólnoty, czy Kościół w krajach Zachodu (gdzie dostrzega się przede wszystkim opustoszałe świątynie.
Jak sobie radzić z tymi pokusami? Odpowiedź o. Kozackiego była prosta: przejąć się nakazem misyjnym Chrystusa. Mowa jest tam o tym, by iść na cały świat i „czynić uczniami” tych, których się spotka. Właśnie „czynić uczniami”, a nie „nauczać” – Kościół ma mieć na względzie całego człowieka, a nie tylko przekazanie pewnej doktryny czy systemu etycznego. Chrześcijaństwo ma tworzyć wspólnoty uczniów. „Jeszcze do nas nie dotarło”, mówił o. Kozacki, „że czcimy Boga Trójjedynego. Przeciętny chrześcijanin w Polsce nie potrafi powiedzieć, jakie to ma konsekwencje praktyczne. A konsekwencje są takie: podstawowym wymiarem relacji z Bogiem jest relacja z Osobą, a następnie z innymi ludźmi”. Nie wykład nauki, nie nakazy i zakazy – ale relacja.
Do tego ostatniego wątku nawiązywało wystąpienie ks. prof. Grzegorza Rysia, historyka Kościoła, rektora archidiecezjalnego seminarium duchownego w Krakowie „Chrześcijaństwo przyszłości wobec odziedziczonej polskiej tradycji wiary”. „Jakie chrześcijaństwo ma przyszłość?”, zapytał na wstępie prelegent. „Przyszłość ma chrześcijaństwo, które będzie chrześcijaństwem ewangelizacji”. Ks. Ryś, powołując się na adhortację Pawła VI dotyczącą głoszenia Ewangelii, przypomniał, że podstawowym narzędziem ewangelizacji jest świadectwo. Aby świadectwo było autentyczne, konieczne jest połączenie trzech elementów: ubóstwa, wyrzeczenia i wolności.

 

Kościół w Polsce przechodził przez rozmaite fazy, podkreślił prelegent. Była wśród nich faza wiary sarmackiej – model obronny, którego ducha dobrze wyrażał zwyczaj dobywania szabel, kiedy ksiądz czytał w kościele Ewangelię. Ale Kościół w Polsce ma też inne tradycje, do których może nawiązać. Ks. Ryś wskazał dwie. Pierwszą jest tradycja jagiellońska, o której często przypominał Jan Paweł II. Częścią tej tradycji jest polska szkoła praw narodów, której najsławniejszym przedstawicielem był Paweł Włodkowic. Włodkowic twierdził, że wszyscy ludzie należą do owczarni Chrystusa, także ci, którzy nie należą do owczarni Kościoła; to przekonanie stało u podstaw doktryny o niestosowaniu przemocy wobec inaczej wierzących. Druga tradycja to tradycja chrześcijaństwa XIX-wiecznego – „tu wszystko, co najlepsze”, mówił prelegent, „kulminuje się w osobie św. Brata Alberta: to jest wcielone ubóstwo, wcielona abstynencja i wcielona wolność”. Naturalnie trudno wyobrazić sobie Brata Alberta bez św. Franciszka, św. Jana od Krzyża, św. Wincentego. „Brał od najlepszych”, podkreślił ks. Ryś, „zarówno jako malarz, jak i potem. Kiedy był na studiach w Monachium, pisał: >>Głupi jest ten, kto ma źródło pod nosem, a pije z konewki<<”. Brat Albert to nurt franciszkański w Kościele w Polsce – nurt, w którym ks. Tischner umieszczał też m.in. biskupa Jana Pietraszkę. „Historię Kościoła w Polsce trzeba wziąć w całości, także z wiarą sarmacką”, powiedział na zakończenie prelegent, „ale tradycja to jest to, co się wybiera, żeby kontynuować”.
Ks. Ryś wspomniał w swoim wykładzie, że rośnie liczba młodych ludzi, którzy wiarę religijną zastępować chcą „potrzebami religijnymi”, ogólnie rozumianą duchowością, „wiarą bez przynależności”. O tym zjawisku mówiła w kolejnym wystąpieniu – „Alternatywne światy duchowe w Polsce. Duchowość ponowoczesna” – prof. Anna Sobolewska, historyk literatury i duchowości. Opisała ona proces prywatyzacji religii oraz jego konsekwencje; jedną z nich jest pojawienie się „bezdomnych umysłów religijnych” (określenie Czesława Miłosza) – ludzi, którzy wolą pozostać „pomiędzy”, szukają duchowości, ale nie religii. Prof. Sobolewska przypomniała, że ks. Halik nazywa ten obszar „szarą strefą” religijną; według niej, strefa ta nie jest bynajmniej szara, przeciwnie, jest wielobarwna i polifoniczna.
Na osoby, które prowadzą poszukiwania w tym obszarze na własną rękę, czyhają jednak rozmaite niebezpieczeństwa. Główne niebezpieczeństwo jest związane z kulturą masową, która zapełnia te strefę rozmaitymi produktami, „śmieciowym towarem”, obiecującym szybkie osiągnięcie satysfakcji. Kluczowa w tej sytuacji jest umiejętność odróżniania tego, co jest „śmieciem”, od tego, co jest rezultatem autentycznych doświadczeń, choć wyrasta z odmiennych tradycji religijnych. „Nie należy mylić spłyconych wersji religijności Ery Wodnika z tradycyjnymi religiami Wschodu”. Prof. Sobolewska wskazała na pozytywne przykłady spotkania różnych tradycji religijnych (m.in buddyzmu i katolicyzmu czy buddyzmu i judaizmu). Zwróciła też uwagę, że dzięki Nowej Erze upowszechniło się np. zainteresowanie mistyką. Niestety, większość ludzi zna tylko do gorsze – komercyjne – oblicze tego ruchu.
Z zupełnie innej perspektywy na nasze doświadczenia duchowe spojrzał prof. Tadeusz Gadacz, filozof i historyk filozofii. W wykładzie zatytułowanym „Inspiracje religijne w świecie ponowoczesnym” nawiązał do głośnego seminarium na Capri poświęconego religii, w którym brali udział m.in. Jacques Derrida i Gianni Vattimo. Od tego czasu mówi się o powrocie zainteresowania chrześcijaństwem w obszarze myśli ponowoczesnej, powrocie, który Carl Raschke nazwał „neo-teologią”. Chodzi o „szeroki, eklektyczny i niedefiniowalny szmer w kulturze intelektualnej Zachodu składający się na glosolalię dyskursu o wierze”. W owej glosolalii, wielości języków religijnego namysłu, pojawiły się m.in. następujące tematy: wiara, wyznanie winy, przebaczenie, miłość, ofiara, interpretacja opowieści o wieży Babel i pomieszaniu języków, o ofierze Abrahama, próbie wiary Hioba, nawiązania do listów św. Pawła i do „Wyznań” św. Augustyna.
W swoim wykładzie prof. Gadacz ograniczył się do refleksji nad jednym wątkiem: krytyką metafizycznego schematu „immanencja – transcendencja” („tu” i „tam”, „ten świat” i „tamten świat”) w myśleniu o religii. W nowożytności problematyczność tego schematu przedstawił Georg Wihlem Friedrich Hegel w młodzieńczych pismach teologicznych: „Nasza religia chce wychować ludzi na obywateli nieba, których wzrok jest skierowany zawsze ku górze, dlatego też uczucia ludzkie stają się im obce”. Krytyki takiej religii, która całą swoją tęsknotę kieruje ku tamtemu transcendentnemu światu, dokonali Ludwig Feuerbach, Karol Marx i Friedrich Nietzsche. Ten ostatni wywarł ogromny wpływ na ponowoczesny powrót religii. Religia jako temat refleksji powraca po Nietzschego przesłaniu o „śmierci boga” i jego krytyce chrześcijaństwa jako platonizmu dla ludu. Jest to powrót, który przeciwstawia transcendencji immanencję, mocy i władzy słabość, a kultowi Boga moralność. Ten proces przejścia religii w immanencję (Gianni Vattimo), w słabość (słaby Bóg Vattimo, słaba teologia Johna de Caputo) i moralność (Kantowskie dziedzictwo religii moralnej przeciw religii kultu) postrzegany jest jako proces sekularyzacji religii. Tak rozumiana sekularyzacja nie jest procesem negatywnym, lecz pozytywnym. Pozwala bowiem chrześcijaństwu odkryć jego własną istotę, stać się z religii dzieciństwa religią dojrzałych („Zostawmy niebo aniołom i ptaszkom” – Dietrich Bonhoeffer).
Zasługą ponowoczesnej refleksji nad chrześcijaństwem jest ponowne odkrycie roli Wcielenia, cierpienia i śmierci Boga na krzyżu oraz miłości („Kochaj i czyń co chcesz”), podkreślił prof. Gadacz. Zarazem jednak myśliciele ponowocześni często wpadają w pułapkę zastawioną przez Nietzschego: nie potrafią wyjść poza dialektykę siły i słabości. Prelegent wskazał na wizję Boga miłosierdzia jako motyw pozwalający się z tej pułapki wydobyć.
Pierwszy dzień sesji zakończyło wystąpienie socjologa religii, ks. prof. Janusza Mariańskiego, poświecone „Przemianom religijności ludowej w warunkach sekularyzacji”. Prelegent omówił wyniki badań, dowodzące, że sytuacja religii w Polsce ulega bardzo powolnym zmianom i że obawy przed gwałtowną sekularyzacją okazały się płonne. Niektóre statystyki są wręcz niezmienne od… 40 lat! Dotyczy to np. statystyki chrztów: chrzczonych jest około 96 procent nowo narodzonych dzieci. Niemniej inne wskaźniki nie są już tak jednoznaczne. Chociaż mniej więcej połowa Polaków określa siebie jako wierzących, to jednak zaledwie 40 procent z nich wierzy w zmartwychwstanie ciał. Gdyby wziąć poważnie deklaracje Polaków w sondażach, trzeba by też przyjąć do wiadomości paradoks, że więcej katolików w Polsce wierzy w istnienie Trójcy świętej niż w to, że Bóg jest osobą. Nauczanie moralne Kościoła akceptuje bez zastrzeżeń mniej więcej jedna trzecia jego członków, jedna trzecia ma do niego zastrzeżenia, a jedna trzecia odeszła od niego bardzo daleko. Wysoki jest natomiast poziom praktyk, choć daje się też zauważyć wyraźna tendencja wśród ludzi młodych do coraz rzadszego uczęszczania na Mszę świętą.
„Z pewnością Kościół przyszłości musi być Kościołem wielogłosowym, pluralistycznym, otwartym na innych, a nie – przeciwko innym”, podsumował ks. prof. Mariański. Dodał, że między „Kościołem nakazów” a „Kościołem ofert” istnieje cała gama rozwiązań pośrednich – Kościół nie musi tkwić we wzorach przeszłości ani też gonić za tym, co modne. Niemniej na pytanie o przyszłość Kościoła w Polsce trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Procesy dotyczące religijności zależą od zbyt wielu różnych czynników.
Wystąpienia podsumowała dyskusja, która poprowadził prof. Tadeusz Gadacz. Obradom przewodniczył ks. dr Jarosław Jagiełło.
Tekst ks. Tischnera „Wiara w godzinie przełomu” powrócił jeszcze raz tego dnia za sprawą aktora Jacka Romanowskiego i trójki studentów PWST: Joanny Grochulskiej, Pawła Kowalczyka i Dawida Ogrodnika. Na Scenie im. Stanisława Wyspiańskiego PWST o godz. 18 odbyło się głośne czytanie tego eseju, przygotowane przez Ewę Kutryś, rektora uczelni. Doskonałym pomysłem inscenizacyjnym było przywołanie sławnych seminariów Tischnera dla studentów Wydziału Reżyserii Dramatu. Tekst eseju stał się kanwą rozmowy mistrza z uczniami. Mistrz miał oczywiście głos wiodący, ale dzięki zastrzeżeniom i pytaniom (wydobytym z tekstu), które podnosili młodzi uczestnicy „seminarium”, całość nabrała większej dynamiki. Młodzi aktorzy weszli w świat Tischnera z ogromnym zaangażowaniem; jeden z nich mówił potem, że po zakończeniu miał ochotę zostać na scenie i kontynuować tę rozmowę… Nic dziwnego, że ten swoisty spektakl nagrodzono gromkimi brawami.

2010-04-23T09:16:00+00:00 23 kwietnia 2010|Bez kategorii|