Tischner o wolności i religii

Strona główna/Aktualności, Publikacje/Tischner o wolności i religii

Tischner o wolności i religii

„Czy w historii Europy nie było tak, że religia służyła jako listek figowy? Trzeba to odważnie uciąć. Może trzeba znaleźć inne formy przejawu religijności na zewnątrz? Na przykład polityk, który nie kłamie, który nie obiecuje >>gruszek na wierzbie<<, albo naukowiec, który jest odpowiedzialny za swoją pracę”. Przypominamy kilka refleksji na temat religii z książki „Myśli o wolności…” ks. Józefa Tischnera.

„Myśli o wolności, władzy i wspólnocie” to antologia fragmentów zaczerpniętych z różnych pism ks. Józefa Tischnera. Dziś proponujemy namysł nad tymi spośród nich, które dotyczą religii – jej miejsca we współczesnym społeczeństwie i jej relacji z wolnością. Zachęcamy do zapoznania się z całą książką, którą można zamówić tutaj.

Istnieje fundament państwa, którym jest zasada sprawiedliwości. Opiera się ona na założeniu – ja ograniczam swoją wolność wobec ciebie, abyś ty ograniczył swoją wolność wobec mnie. Powstaje consensus, w wyniku którego ograniczamy swoją własną wolność w przekonaniu, że inni zrobią to samo. A jeśli ktoś nie zrobi tego samego, wtedy wchodzi przemoc państwa, żeby zaprowadzić porządek.
Natomiast zasadą życia religijnego jest coś więcej. Nie kwestionuje ono zasady sprawiedliwości, tylko mówi, że poza nią jest także zasada miłosierdzia. I w jej imię człowiek może czasem zrezygnować ze sprawiedliwości. Dlatego religia to coś więcej niż ideologia państwa. Między jedną a drugą jest granica. Dzisiejszy spór jest o to, czy ta granica będzie miedzą, o którą będą się obie strony spierać, czy poręczą, której się będą trzymać, aby sobie wzajemnie pomagać. Moja idea jest taka – trzeba zbudować poręcz, a nie robić kłótni o miedzę.

Nie jest wykluczone, mówiąc w uproszczeniu, że pewne formy religijności już się Panu Bogu znudziły. (…) Mianowicie identyfikacja uroczystości państwowej i religijnej. Deklaracje na każdym kroku o religijności, o Bogu – deklaracje puste, np. w konstytucjach. Gdy czasem patrzę na ludzi klepiących modlitwy (choć w zasadzie mam dość dobre mniemanie o ludziach i o ich wnętrzu), to zastanawiam się, czy Pana Boga to nie nudzi. Oni są przekonani, że tak trzeba. A bardzo łatwo jest użyć swojej religijności jako usprawiedliwienia dla wewnętrznej nieuczciwości. Czy w historii Europy nie było właśnie tak, że religia służyła jako listek figowy? Trzeba to odważnie uciąć. Oczywiście wtedy religia się interioryzuje, niemal subiektywizuje, nie przedostaje na zewnątrz. Może trzeba znaleźć inne formy przejawu religijności na zewnątrz? Na przykład polityk, który nie kłamie, który nie obiecuje „gruszek na wierzbie”, albo naukowiec, który jest odpowiedzialny za swoją pracę. (…) Jeżeli zgodzić się (…), że sprawą religii jest odnowienie człowieka, a nie struktur, to czy może być większe dzieło, większe zadanie niż to? Zwłaszcza dzisiaj w Polsce? Jestem głęboko przekonany, że nasza ojczyzna dzisiaj, jak nigdy prawie, potrzebuje religii, która by Polskę odnowiła. Ale co Polska robi z religią? Bardzo często czyni narzędziem do nienawiści bliźniego swego.

Łaska jest siłą, która wyzwala. (…) Można by powiedzieć tak: jeżeli czujesz się w religii istotą zniewoloną, to rzuć tę religię, bo ona nie jest twoją religią prawdziwą, bo to jest w gruncie rzeczy zabobon, a nie religia. Religia, wiara, łaska niesie ze sobą doświadczenie wolności. Wolności służącej, wolności obowiązkowej, wolności związanej – niemniej jednak wolności.

Poświęcenie ma to do siebie, że w pewnym momencie musisz poświęcić własne nieszczęście i przestać się już nim zajmować. (…) Nie chodzi o zapomnienie. Tak jak nie musisz zapomnieć o darze, który poświęciłeś na jakimś ołtarzu. Możesz o nim pamiętać, ale go nie masz, boś go poświęcił i nie jest twój. Tak samo musisz poświęcić nieszczęście, które w sobie nosisz. Ono musi przestać być „twoje”. Musi przestać być osią, wokół której krąży twoja wyobraźnia. I na tym między innymi polega religia. „Nie płaczcie nade Mną – płaczcie nad synami waszymi”. Jeżeli twoje nieszczęście jest prawdziwym nieszczęściem, to naprawdę nieszczęśliwy jest Bóg, który cię miłuje. Więc poświęć to nieszczęście. Powiedz: to sprawa Boga. Stąd płynie wyzwolenie.

We współczesnym świecie natrafiamy na przedziwny paradoks: ludzie pragną religii i jednocześnie boją się religii. Mają wrażenie, że religia to zarazem coś najpiękniejszego i coś najgroźniejszego – to mieszkanie aniołów i demonów człowieka. Ale czy to coś nowego? Chrystus umarł na krzyżu. Kto krzyczał: „Ukrzyżuj Go”? W ogromnej większości krzyczeli ludzie religijni – nie jacyś tam sceptycy, ateiści czy relatywiści, ale ludzie religijni, nawet bardzo religijni. Ten, kto chciał odnowić religię, sam stał się ofiarą religii. Czyż sam Krzyż nie ukazał nam wielkości religii i zarazem nędzy „religijności”. To powinno dawać – i daje – do myślenia.

Nasza wierność rozbijała wczoraj granice totalitaryzmu. Przypomnijmy sobie te czasy. Przypomnijmy postać ks. Jerzego Popiełuszki. Ujawniła się więź między tymi, którzy byli inni, a jednak swoi, swojskość w inności i inność w swojskości. Dotknęliśmy samego rdzenia religii. Staliśmy się uczestnikami więzi, która nie „totalizowała”. A potem gdzieś się to załamało. Nasze myślenie stało się myśleniem „gatunkami”. „Gatunek katolików” stanął naprzeciw „gatunkowi ateistów” i wielu innym „gatunkom”. Staliśmy się ofiarami mniejszych i większych totalizacji.
Jak to było możliwe? Kto jest winien? Kto zaczął? Myślę, że wszyscy są po trosze winni. Wszyscy dali się ponieść jakiemuś prądowi, który do tego stopnia ukochał walkę, że zagroził nawet największej i najgłębszej wspólnocie – wspólnocie wierności. Walka okazała się silniejsza niż solidarność.

U nas bardzo często religia służy do legitymizowania podziałów politycznych: przeciwnik polityczny staje się zarazem wrogiem religijnym. Jest to bardzo częste nawet w prasie – krytykuje się przeciwnika politycznego z pozycji religii. (…) Co to znaczy? To znaczy, że nasza religijność staje się sekciarska, że przy pomocy religii podbudowujemy swoje autorytety polityczne. A na tym polega istota kapłaństwa, że potrafi pokazać coś, co łączy ze sobą nieprzyjaciół. Na tym polega funkcja duszpasterstwa, aby pokazać, że nieprzyjaciele są bliźnimi.

2017-04-18T21:30:41+00:00 19 sierpnia 2016|Aktualności, Publikacje|