Tischner o wierze górali (2)

Strona główna/Aktualności/Tischner o wierze górali (2)

Tischner o wierze górali (2)

„Konkretyzm góralskiej religijności sprawia, że treści wiary nie są czymś abstrakcyjnym, a zdarzenia opisane w Ewangelii nie są traktowane jak coś, co działo się dawno temu i nie ma związku obecnym życiem. Dlatego z konkretyzmem idzie w parze wizualność, czyli poszukiwanie zmysłowego symbolu religijnego”. Publikujemy drugą część artykułu poświęconego religijności góralskiej w ujęciu ks. Józefa Tischnera.

 

Artykuł, autorstwa Wojciecha Bonowicza, ukazał się przed laty na łamach miesięcznika „Znak”. Przypominamy go w okresie, kiedy Podhale wypełnia się turystami, a tłumy ludzi zwiedzają podhalańskie sanktuaria i kościółki czy wędrują do kaplicy na Turbaczu. Przy okazji zachęcamy do odwiedzania miejsc drogich ks. Tischnerowi.

 

Wśród rozmaitych cech ludowej religijności Grygiel i Tischner podkreślają dwie, związane z jej zewnętrznymi przejawami: konkretyzm i wizualność. Konkretyzm objawia się przede wszystkim w powiązaniu aktów religijnych z codziennym życiem chłopa. Modlitwa chłopska towarzyszy rozmaitym czynnościom, które musi on w ciągu dnia wykonać. Wyraża się w tym głęboka wiara w Opatrzność, przekonanie, że Bóg towarzyszy wszystkiemu, co człowiek robi. Owszem, z chłopskiego konkretyzmu wyrasta też kult zabobonu, nadprzyrodzoność jest bowiem dla chłopa „obecna pod dwiema postaciami: boską i demoniczną”. Niemniej takie ustawienie religijności sprawia, że treści wiary nie są czymś abstrakcyjnym, a zdarzenia opisane w Ewangelii nie są traktowane jak coś, co działo się dawno temu i nie ma związku obecnym życiem. Dlatego z konkretyzmem idzie w parze wizualność, czyli poszukiwanie zmysłowego symbolu religijnego, potrzeba, by w zasięgu wzroku lub dotyku znajdowały się znaki nadprzyrodzonej obecności. „Kobieta wiejska, której podaje się relikwie do ucałowania, robi to mocno, zdecydowanie, agresywnie”. Jednak, zdaniem autorów artykułu, w wierze chłopskiej „nie traktuje się symbolu religijnego, jakby to była sama symbolizowana rzeczywistość. Dążność do tego, by niewidzialne uczynić widzialnym, jest wprost proporcjonalna do wiary w >>niewidzialne<<”.

Grygiel z Tischnerem przyznają, że wiara nie ma na wsi bezpośredniego wpływu na moralność, a ściślej – że o wiele większe znaczenie ma opinia otoczenia i lokalne normy obyczajowe. Podkreślają zarazem, że w innych środowiskach (miejskich, inteligenckich) pod tym względem wcale nie jest lepiej. „Górale specjalnego talentu do cnoty nie mieli”, lubił powtarzać Tischner, „ale mieli talent do pokuty”. Nie był to tylko żart, ale refleksja płynąca z obserwacji, a zwłaszcza doświadczeń spowiednika. „Oto wieś zasadniczo zdaje sobie sprawę z własnego stanu moralnego i grzechy nazywa po imieniu.” W konfesjonale chłop nie kluczy, nie dzieli włosa na czworo, ale po prostu wyznaje grzechy i oczekuje rozgrzeszenia. Ta szczerość owocuje jednak szczególnym sposobem postrzegania Kościoła: traktowany jest on bardziej jako instytucja oczyszczająca niż wychowująca. Kościół odpuszcza grzechy i nakłada pokutę, ale ma dość ograniczone możliwości wpływania na postawy moralne wiernych.

Wspomniane cechy góralskiej religijności powiązane są z wieloma innymi elementami, o których piszą autorzy „Szkicu…”, a które pozwalam sobie jedynie zasygnalizować: stosunek do księży i umiejętność oddzielenia go od relacji z samym Bogiem („Katolicyzm wsi był i jest silniejszy niż jego antyklerykalizm”), stosunki wewnątrz wiejskiej wspólnoty („większość aktów religijnych bywa spełniana społecznie”), wreszcie – procesy modernizacyjne i ich możliwe konsekwencje. Na jeszcze jeden element chciałbym wszakże zwrócić baczniejszą uwagę, mianowicie – na stosunek do śmierci. Pisząc o tej sprawie, Grygiel z Tischnerem nie ukrywają swojej fascynacji tym, co znajdują w pobożności ludowej: „Wydaje się, że zarówno świadomość śmierci jak rzutowanie religii na tę świadomość jest w religijności chłopskiej tak szczególne i, dodajmy, tak piękne, iż domaga się wyraźnego podkreślenia”.

Chłop patrzy na śmierć najpierw w kontekście naturalnego cyklu przyrody, nie lęka się jej, wie, że jest nieuchronna, jak następstwo pór roku. Równocześnie – pod wpływem religii – traktuje śmierć jako przejście z jednego świata do drugiego, dlatego przygotowuje się do niej w sposób uroczysty. Obie te perspektywy wzajemnie się uzupełniają i wzmacniają. „Wraz z przekonaniem o głębokiej powadze śmierci idzie wiara w jej religijny charakter, a z tym troska >>o dobrą śmierć<<. I tak religia użycza coś ze swej powagi zjawisku śmierci i na odwrót, zjawisko śmierci użycza swej powagi religii. W perspektywie dwu faktów: nadprzyrodzonego faktu religii i przyrodzonego faktu śmierci,  s a m o   ż y c i e  zmienia swe znaczenie. (…) Bardziej niż kiedykolwiek, w tym właśnie momencie [wiara chłopska] zdaje (…) egzamin swej wewnętrznej dojrzałości”.

***

Nie podejmuję tu krytycznej weryfikacji tez „Szkicu…”; nie można by tego zrobić bez bardziej wnikliwego streszczenia jego zawartości. Interesuje mnie co innego: wizja chłopskiej (góralskiej) religijności, jaka się z niej wyłania i jaką nosił w sobie ks. Tischner. Jeśli prześledzić jego wypowiedzi na ten temat z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, to widać, że na ogół powtarza on spostrzeżenia poczynione we wspomnianym artykule. Owszem, dodaje kilka nowych elementów, może odrobinę przesuwa akcenty, ale zasadniczo pozostaje przy wcześniejszych rozpoznaniach. Naprawdę nowa jest właściwie tylko obecność Tetmajera, który w „Szkicu…” nie jest nawet wzmiankowany. Czy dlatego, że go nie było, to znaczy: Tischner nie brał go wówczas pod uwagę? Nie sądzę. Tetmajer był w Tischnerze zawsze. Po prostu ujawnienie jego wpływu nie było mu wówczas potrzebne.

W latach osiemdziesiątych Tetmajer staje się głównym kluczem, za pomocą którego Tischner otwiera góralską duszę. Wśród jego kazań spod Turbacza – w trakcie odprawianych tam co roku Mszy Ludzi Gór – trudno byłoby znaleźć takie, w którym nie cytowałby Skalnego Podhala. Ale, rzecz ciekawa, komentując Tetmajera, Tischner w gruncie rzeczy wraca do wizji przedstawionej w artykule napisanym wspólnie z Grygielem. Tetmajer służy mu zawsze jako ilustracja myśli o godności (honorze), wolności (ślebodzie) i ludzkim dramacie, w którym człowiek dojrzewa do zrozumienia, kim jest i jakie siły rządzą światem i nim samym.

Dlaczego Tetmajer? Nietrudno wskazać powody: umiejętne opracowanie góralskiej gwary, znakomicie wykreowani bohaterowie, zmysłowość tej prozy, namacalność przedstawianego świata, wreszcie – śmiałość w potraktowaniu problematyki religijnej. Warto przy okazji wspomnieć, że w napisanym w 1913 roku wstępie do „Skalnego Podhala” Tetmajer zastrzegał: to nie jest portret współczesnych górali. To opowieść o „ich pradziadach i dziadach, ich ojcach ostatecznie tu i ówdzie – ale nie o nich. Z dzisiejszą góralszczyzną i zakopiańszczyzną nie ma tu nic wspólnego” . A jednak Tischner „uwspółcześnił” – czy może raczej: zuniwersalizował – Tetmajera. Potrzebna mu była bowiem wizja człowieka, którą wybitny twórca wpisał w swoje dzieło.

Tym, co od razu uderza w owej wizji, jest jej „graniczność”. Człowiek jest tam zawsze postawiony wobec jakiegoś albo-albo, o swoim losie musi decydować ostatecznie i absolutnie. Żyjąc wśród tak radykalnych wyborów, a nadto – w perspektywie śmierci, człowiek dojrzewa i staje się naprawdę sobą: z bohaterów Tetmajera emanuje niezwykła śmiałość bycia, chociaż ich losy często układają się tragicznie. Musiało się to wydać Tischnerowi prawdziwe, musiało przystawać do tego, co widział wokół siebie jako dziecko, jako młodzieniec, jako ksiądz, skoro sięgnął po te teksty… „Życie w mieście”, mówił w jednym z wywiadów, „przygotowuje człowiekowi mnóstwo szpilek, żeby mógł zapomnieć o wielkim gwoździu, jakim jest śmierć, która nieuchronnie nadchodzi. A na wsi nikt się małymi szpilkami nie przejmuje. Natomiast gdy przychodzi tragedia, to bywa bezbrzeżna. (…) Z takich doświadczeń wyrasta pewien typ wiary, poważniejszy niż wiara łatwych pocieszeń. Jest to wiara nierozłącznie związana z tragizmem ludzkiego losu” .

Splot wiary i tragizmu, mówił Tischner, owocuje w kulturze góralskiej melancholią. Ale melancholia ta jest przezwyciężana poczuciem rzeczywistości. Życie płynie; to, co człowiekowi pisane, nie ominie go (można by w tym miejscu wtrącić uwagę o specyficznym góralskim fatalizmie), ale na końcu jest miłosierny Bóg, który ratuje. Życie jest nieustannym przezwyciężaniem śmierci – jak w Ewangelii. Człowiek upada i dźwiga się, bo wierzy w wartość życia. Na przekór nędzy, na przekór upadkom. „Religijność ludowa przepojona jest poczuciem służby życiu. Każdy dzień, każdy obowiązek, cała powszednia codzienność to służba życiu, które jest darem” .

Z takiego źródła, zdaniem Tischnera, czerpie swą siłę i żywotność góralska religijność i góralska kultura. Owszem, ponieważ powiązana jest z samowiedzą człowieka, z jego własną „filozofią”, zmienia się w miarę jak zmienia się człowiek i świat wokół niego. Ale to źródło nie musi zostać zasypane. Cała działalność ks. Tischnera na Podhalu zmierzała do tego, aby pokazać drogę do źródła. Nazywał to „poszerzaniem serc”. Nie straszył zagładą tego świata, nie rozdzierał szat, że wiara przodków umiera. Raczej podsuwał ludziom własną wizję owej wiary niczym zwierciadło, w którym mogli się przejrzeć.

***

Po powrocie z Ludźmierza Józef Smaś opowiedział, co usłyszał od księdza w konfesjonale. Jak łatwo się domyśleć, spowiednik roztoczył przed nim wizję mąk piekielnych: diabłów targających potępione dusze kleszczami i warzących je w smole. Smaś wysłuchał tych opowieści z zainteresowaniem, ale bez lęku. „Ty ta górala, a jesce myśliwego i złodzieja, diabłami nie stras, bo on dość diasków wse uświacy”, mówił. „Przydzie kurniawa we wirhak, zasuje cie; z niedźwiedzie sie sprógujes; Luptacy abo hajduki cie przisiednom: cy nie diabły?” Strach nie miał do Smasia przystępu. On swoje sprawy z Panem Bogiem układał nie wedle logiki strachu, ale wedle logiki zawierzenia: „Bedzies Ty se mnom dobry, tak tys i ja s Tobom. Ja wse taki béł: kiek béł s kim zły, to nie daj Boze! Jaze mi płomienie biegały po ręcak. Kiek zaś s kiem béł dobry abo my udobrowali ze sobom, pojednali się: to u mnie jedno słowo, tak jako i u Niego, hań w górze, na obłoke”.

Józef Smaś wyzdrowiał i zgodnie ze złożoną na spowiedzi obietnicą zaprzestał zbójowania.

 

Autorem zdjęcia jest Tadeusz Pudzisz.

2018-08-08T20:21:20+00:00 14 sierpnia 2018|Aktualności|