Tischner o Prometeuszu, Heideggerze i… Karolu Wojtyle

Strona główna/Bez kategorii/Tischner o Prometeuszu, Heideggerze i… Karolu Wojtyle

Tischner o Prometeuszu, Heideggerze i… Karolu Wojtyle

„Jest takie powiedzenie Proudhona, że człowiek staje się ateistą wtedy, kiedy poczuje się lepszy od swego boga. Prometeusz nie jest w tym sensie ateistą, niemniej czuje się on lepszy od swojego boga. O cóż Prometeuszowi chodzi? Przykuty do skały, cierpiący, obolały nawet wtedy chodzi mu o jedno: Prometeusz chce być sobą”. Publikujemy fragment książki „Współczesna filozofia ludzkiego dramatu. Wykłady", opublikowanej ostatnio przez Instytut Myśli Józefa Tischnera i Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie.

Książka jest zbiorem wykładów, jakie ks. Józef Tischner wygłosił w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w roku akademickim 1982/83. „Lektura”, piszą wydawcy, „przenosi czytelnika do czasu, gdy w pogrążonej w stanie wojennym Polsce Tischner zaczyna wprowadzać studentów reżyserii dramatu w filozofię Fryderyka Nietzschego, Martina Heideggera i Emmanuela Lévinasa. (…) W niewielkiej sali przy ul. Warszawskiej w Krakowie rozpoczyna się fascynująca intelektualna przygoda, kształtująca zręby filozoficznego myślenia u młodego pokolenia artystów”.
Publikujemy fragmenty wykładu wygłoszonego 21 marca 1983 roku, a poświęconego postaci Prometeusza i temu, jaki sens owej postaci nadał filozof Martin Heidegger. W końcowym fragmencie pojawia się nawiązanie do dramatu Karola Wojtyły „Promieniowanie ojcostwa”. Tischner został poproszony o napisanie tekstu do programu towarzyszącego inscenizacji tej sztuki w Teatrze Rozmaitości w Warszawie.
Książkę, będącą kolejnym tomem „Dzieł zebranych” filozofa, można nabyć tutaj.

Na wstępie naszego dzisiejszego wykładu chciałbym pokazać istniejącą różnicę między wpływami kultury greckiej na Niemcy XIX i XX wieku a wpływem kultury greckiej na Polskę, W istocie wpływ kultury greckiej na nas jest niewielki – zwłaszcza po drugiej wojnie światowej – podczas kiedy w Niemczech jest on wciąż duży, a w XIX wieku był ogromny. Można nawet powiedzieć, że kultura [grecka] w jej najbardziej znakomitych wytworach była dla Niemców alternatywą chrześcijaństwa. Widać to nie tylko w tekstach Schellinga i romantyków, ale także u Nietzschego. W Polsce taka idea nawrotu do Grecji nie miałaby racji bytu, bo wszyscy myśleliby, że chodzi o nudyzm i o nic więcej. Przed paroma laty, kiedy miałem odczyt w Heidelbergu na temat interpretacji myśli Karola Marksa powiedziałem, że w istocie rzeczy Marks jest z [perspektywy] polskich doświadczeń czymś w rodzaju neopogaństwa. W Polsce Kościół od początku traktował marksizm jako neopogaństwo, to znaczy nie sądził, że należy marksizm zwalczać, ale sądził, że należy uczyć marksistów katechizmu, a potem ich chrzcić. Wtedy kiedy to powiedziałem, że chodzi o neopogaństwo profesor Picht niezwykle się obruszył i powiedział, że kultura grecka tak znakomita, wielki humanizm, wielkie ideały to: Platon, Arystoteles; że pogaństwo greckie było czymś znakomitym i porównanie takie jest niezasadne. Stwierdzenie to dało mi do myślenia, że w istocie rzeczy – kiedy sobie przypomnimy wielkie niemieckie teatry – widzimy, że wpływ kultury greckiej jest niezwykle mocny. Ten wpływ jest widoczny także u Heideggera. Interpretuje się Heideggera jako komentatora do mitu o Prometeuszu i jest w tym dużo prawdy. (…)
Przypomnijmy sobie najpierw Prometeusza. Prometeusz jest kimś między bogiem a człowiekiem. Daje on ludziom ogień, ponieważ lituje się nad ich nędzą, ale nie jest już w stanie oczekiwać wyzwolenia od ludzi. Prometeusz zna ludzi i wie jakimi oni są; wie, że ludziom można wyświadczyć dobrodziejstwa, ale nie należy oczekiwać od nich wdzięczności. Jeśli idzie o bogów, to zna on tajemnicę greckiego fatum, które jest niezmienne, jest nie do przełamania. Nawet bogowie są bezsilni wobec fatum, któremu nie mogą się przeciwstawić. Skoro przeznaczeniem jego było umierać przykutym do skał, to Prometeusz wie, że także od bogów nie można oczekiwać ratunku. Cóż pozostaje Prometeuszowi? Bardzo znamiennym jest to, że nie można powiedzieć, jakoby Prometeusz był ateistą; w niektórych tekstach polskich traktuje się Prometeusza jako ateistę. Nie jest to prawdą, bo Prometeusz nie jest ateistą, nie tylko wierzy on w boga, ale ma doświadczenie boga, od którego czuje się lepszym. Jest takie powiedzenie Proudhona, że człowiek staje się ateistą wtedy, kiedy poczuje się lepszy od swego boga. Prometeusz nie jest w tym sensie ateistą, niemniej czuje się on lepszy od swojego boga. O cóż Prometeuszowi chodzi? Przykuty do skały, cierpiący, obolały nawet wtedy chodzi mu o jedno: Prometeusz chce być sobą.
Dla Heideggera, dla (…) Heideggerowskiego „Dasein” głównym problemem jest także to, by być sobą. Prometeusz nieustannie patrzy w twarz swojej śmierci i dlatego Heidegger powie, że jego sposób bycia jest „byciem w stronę śmierci”, ponieważ ma on nieustannie śmierć przed sobą, ponieważ bytuje w stronę śmierci. Patrząc w oczy śmierci, chce jednego: żeby do końca pozostać sobą. Prometeusz – skoro raz zdecydował, że da ludziom ogień – nie zmienia swojego zdania. Co znaczy „być sobą” w języku Heideggera? Heidegger używa w tym przypadku kluczowego słowa „Entschlossenheit”, tłumaczonego zazwyczaj jako „zdecydowanie”. Co jest tutaj charakterystyczne? Charakterystyczne jest to, że owo zdecydowanie nie rozstrzyga, czy jest dobrym, czy złym. Chodzi o to, by być zdecydowanym, by być sobą, żeby być w „Entschlossenheit”, patrząc w twarz swojej własnej śmierci. W ten sposób „Dasein” przyjmuje pozycję między człowiekiem a bóstwem.
Proszę zwrócić uwagę, jak w tej filozofii odżywa mit nadczłowieka Nietzschego, co więcej: jak odżywa mit bohatera narodowego, który przewija się przez literaturę niemiecką wieku XIX. Kimże jest ten bohater niemieckiego świata? Jest to człowiek „Entschlossenheit”, człowiek zdecydowany. Ten model człowieka zdecydowanego przeszedł potem na egzystencjalizm; tyle że dał owoce wręcz odwrotne.
Tak jest w przypadki Sartre’a, który zamiast opisywać zdecydowanie – opisuje odstępstwa od zdecydowania, to znaczy: wszelkie formy osobowego rozkładu. Sartre w okresie, kiedy zajmował się sprawą relacji międzyludzkich, odkrył, że charakterystycznym typem międzyludzkich relacji jest „lepkość”, „kleistość”. Pewnego razu rozpoczął swój wykład od słów: „drodzy lepcy”.
U Heideggera wizja kluczowa jest taka, że jest Prometeusz, jest śmierć i jest jeden jedyny problem zdecydowania, przy czym nie wiadomo: w dobrym czy złym. W postawie Prometeusza istotną rolę odgrywa płynący czas. Struktura czasu jest taka, że Prometeusz patrzy w twarz nadciągającej śmierci, a więc wybiega w przyszłość. Cóż widzi w tej przyszłości? Widzi śmierć, dzięki której wraca do siebie samego. W sobie widzi trwogę, która jest sposobem doświadczania nicości, jest sposobem doświadczania śmierci. Chodzi o to, żeby w tej nicości i śmierci być sobą. [W] „Sein und Zeit” bycie i czas są partyturą, na której rozgrywa się dramat Prometeusza. Co jest w tym charakterystycznego? Charakterystyczne jest to, że człowiek nigdy – zdaniem Prometeusza i Heideggera – nie może być w pełni „Entschlossenheit”, to znaczy: nie może być w pełni zdecydowany, nie może być w pełni autentyczny. Stąd zdaniem Heideggera nie ma postaw czystych, ale wszystkie postawy są zmieszane z autentyzmem i nieautentyzmem.
Opis Heideggera przybiera dwa kierunki: opisuje najpierw struktury egzystencjalne, które są wspólne zarazem autentycznemu i nieautentycznemu sposobowi bycia – bycie w świecie jest strukturą wspólną autentycznemu i nieautentycznemu sposobowi bycia – następnie w pewnym momencie książka jego rozdwaja się i zaczyna Heidegger opisywać struktury autentyczne i nieautentyczne. Na tle tego autentyzmu i nieautentyzmu widać całe „Dasein” Prometeusza. Wszystkie nieautentyczne sposoby bycia określa Heidegger słowem „upadek”, „bycie w upadku”. Słowo upadek jest tutaj bardzo znamienne, gdyż Heideggerowi nie chodzi o winę moralną, a o sposób bycia w upadku. Charakterystycznym jest wybór słowa „upadek”, które pochodzi z tekstów biblijnych dobrze znanych Heideggerowi. Słowo „upadek” jest wyjęte z Księgi Genesis, w której istnieje szereg metafor opowiadających o winie człowieka i wszystkie te metafory mają charakter przestrzenny. Znamiennym jest, że kiedy Bóg mówi do Adama, który skosztował zakazany owoc: „Adamie, Adamie gdzie jesteś?”, nie pyta, co zrobił, pyta: gdzie jesteś? Wina odsłania się tutaj metaforą błądzenia, metaforą upadku. Do tego później dochodzi druga metafora, metafora plamy, która pojawia się w opowieści o Kainie i Ablu. Ma to istotne znaczenie w religii, dlatego że z tymi metaforami są zawsze związane pewne liturgiczne zabiegi oczyszczające. Inna jest liturgia oczyszczenia wtedy, kiedy mamy do czynienia z plamą, a inna, gdy mamy do czynienia z upadkiem czy błądzeniem. Tam, gdzie mamy do czynienia z plamą, tam metaforyka oczyszczenia wiąże się z chrztem, z wodą. W przypadku, gdy mamy do czynienia z błądzeniem, z upadkiem, pojawia się metafora pielgrzymki, np. Żydzi mieli obowiązek pielgrzymowania do świętego miasta Jeruzalem. Możliwy jest konflikt między tymi metaforami, który może doprowadzić do potężnych różnic w dziedzinie religijnej. Po pewnym czasie w chrześcijaństwie metaforyka winy zmieniła się głęboko, bo stała się metaforą miłości wzgardzonej, miłości odrzuconej. Mamy więc przejścia od błądzenia poprzez plamę do metafory albo symbolu odrzuconej miłości. Należy podkreślić, że wszystkie te symbole nie ukazują nam tego, czym jest wina w swej istocie, są jedynie symbolami winy. W tekstach biblijnych mówi się, że wina jest podobna do odrzuconej miłości, jest podobna do plamy, jest podobna do błądzenia. Podobieństwo to – jak mówił Paul Ricoeur – daje do myślenia, ale nie odsłania nam najgłębszej sytuacji egzystencjalnej. Ze wszystkich metafor najbardziej interesującą, najbardziej płodną jest metafora upadku. Metafora upadku wiąże się z szeregiem innych metafor, np. z metaforą błądzenia, albo z metaforą [życia w] ziemi niewoli. Niewola babilońska była okazją do powstania nowej serii metafor na określenie winy. Metafora podniesienia z upadku jako metafora odpuszczenia winy, która pojawia się w opowieści o cudownym uzdrowieniu paralityka. Mamy tutaj uzdrowienie powiązane z pewną symboliką uzdrowienia i uniewinnienia, które wiąże się zarazem z metaforyką upadku.
Heidegger z niezwykle genialną intuicją wraca do metafory upadku, która potem od Heideggera zostanie przejęta przez Camusa, np. w powieści „Upadek”. Na czym polega sposób bycia w upadku? Polega on między innymi na tym, że człowiek pozbywa się własnego sumienia. Jest u Heideggera bardzo ładna analiza głosu sumienia i bardzo oryginalna. Sumienie u Heideggera jest głosem, który nic nie mówi, który milczy. Milczenie sumienia jest złowrogie, bowiem głos Heideggerowskiego sumienia mówi: chciej mieć sumienie. Upadkiem jest sytuacja, kiedy człowiek w ogóle pozbywa się sumienia.
Jako następna seria nieautentycznych sposobów bycia pojawia się słówko „Man”. Człowiek w nieautentycznym sposobie bycia nie jest sobą, to znaczy: nigdy nie może powiedzieć „ja”, tylko zamiast „ja” mówi „się”. (…) Możemy zapytać: dlaczego myślisz tak a nie inaczej? Bo tak się myśli. Dlaczego masz taki a nie inny strój? Bo tak się chodzi. W człowieku znika jego „ja”, a w miejsce „ja” pojawia się owe „się”, „Man”. Heidegger powiada, że najczęściej ludzie, którzy są naprawdę „Man”, wypowiadają najczęściej słówko „ja”. Nie jest tak, że człowiek nie mówi „ja”, tylko odwrotnie: człowiek bardzo często mówi „ja”, ale w tym „ja” jest w gruncie rzeczy zamaskowana obecność owego „się”. Analiza Heideggera nie ma charakteru analizy etycznej, bo nie chodzi tutaj o to, co ten człowiek robi, ale chodzi o to, jak on robi.
Inną formą nieautentycznego sposobu bycia, do której Heidegger będzie często wracał, jest sprawa mowy w upadku. Znowu natrafiamy na fragment, w którym opisuje Heidegger mowę w upadku i nazywa to „Gerede”, co oddaje polskie słowo „obmowa”, ale można także powiedzieć „gadatliwość”. Człowiek nie mówi, tylko „gada mu się” – i jest to sposób charakterystycznej hałaśliwości tego świata. Temat mowy u Heideggera będzie się powtarzał i napisze on piękny esej o mowie, który jest komentarzem do jednego zdania poświęconego istocie mowy. Cóż jest istotą mowy? Istotą mowy jest mowa istoty; istota rzeczy wychodzi w istocie mowy. Przeciwieństwem „Gerede” jest „Rede” (mowa), które opisując w postaci autentycznych i nieautentycznych sposobów bycia, Heidegger przeciwstawia sobie.
Powstaje zagadnienie: jak wydostać się z upadku? Odpowiedź na to pytanie jest obecna w niemieckiej filozofii, a Heidegger radzi, by „patrzeć w oczy śmierci”, by nie uciekać od śmierci. Wszystkie zachowania w upadku, wszystkie sposoby bycia w upadku są sposobami ucieczki od śmierci. Nie należy od śmierci uciekać, bo czas nasz jest policzony, jest krótki i wtedy zaczyna się „Entschlosseaiheit” (odpowiedzialność).
Mówiąc o metaforze Prometeusza, pominąłem sprawę bardzo ważną, to znaczy: „Mitsein” (bycia z drugim). W zasadzie Prometeusz jest sam, ale u Heideggera tak nie jest, gdyż „Dasein” posiada wymiar „Mit-sein”. Punktem wyjścia analizy jest spostrzeżenie łodzi nad jeziorem, jest próbą wyczytania z „Zuhandenheit”, to znaczy z narzędzia, jakim jest łódź, obecności człowieka posługującego się tym narzędziem. U Heideggera nie ma drogi bezpośredniej, „twarzą w twarz”, tylko jest łódź i „ja” dopiero poprzez formę bycia „Zuhandenheit”, czyli poprzez narzędzie, widzę człowieka jako rybaka. Heidegger będzie mówił, że są dwa sposoby bycia, w których człowiek jest człowiekowi dany: poprzez „Besorgen” i „Fürsorge”. W obydwu przypadkach występuje słowo „Sorge”, bo wszystko jest „Sorge”. [„Besorgen”] dotyczy naszego zachowania w stosunku do rzeczy i najlepiej byłoby je przetłumaczyć jako „krzątanina”. Drugi sposób bycia – „Fürsorge”, „piecza” – jest wyrazem stosunku do drugiego, w którym drugi jest celem samym dla siebie, ale polskie słowo „piecza” nie jest dosłownym tłumaczeniem niemieckiego słowa „Fürsorge”. Piecza jest zawsze wyrazem „Sorge”, to znaczy kiedy opiekuję się drugim, to ciągle chodzi o moje bytowanie. Nie chodzi mi nigdy o to, żeby ten drugi był sobą, tylko chodzi mi o to, żebym ja był sobą: „w moim byciu chodzi mi o własne bycie”. U Heideggera nie ma tej możliwości, żeby przełamać ten krąg „chodzi mi o własne bycie”, czyli innymi słowy: nie ma wymiaru wzajemności.
Teatr „Rozmaitości” z Warszawy ma wystawić sztukę Karola Wojtyły – jeżeli jest to w ogóle sztuka – „Promieniowanie ojcostwa”. Ze wszystkich znanych mi tekstów Wojtyły ten wydaje mi się najbardziej znakomity, ale stwarza niesłychane problemy dla teatru. Cała sztuka obraca się wokół problemu możliwości albo niemożliwości wzajemności. Czym jest wzajemność? Wzajemność jest tym, że ja jestem sobą dzięki tobie, a ty jesteś sobą dzięki mnie. Jest to bardzo widoczny paradoks. U Heideggera nie widać tej możliwości. Dobrym przykładem tego jest sytuacja rodzinna, w której ojciec jest ojcem dzięki matce, a matka jest matką dzięki ojcu. Ojciec może powiedzieć: „jestem ojcem” i jest to jego sposób bycia; matka może także powiedzieć: „jestem matką” – a przecież nie byliby sobą, gdyby nie zaistnieli w tych rolach. W sztuce Wojtyły występuje przybrany ojciec dziecka o imieniu Monika i jest pytanie: czy on może być ojcem Moniki? Monika ma ojca, ale nie wiadomo, co się z nim stało, i na tym zasadza się cały problem sztuki. Niezwykle interesujące są znakomite spostrzeżenia, gdy idzie o zachowanie dziecka bez ojca.
Przez przypadek dałem to do przeczytania komuś, kto miał podobną sytuację w domu, i on zwrócił mi uwagę, że są [to] spostrzeżenia [tak] znakomite, iż prawdopodobnie Wojtyła miał do czynienia z tym konkretnym przypadkiem. [W sztuce] pięknie są pokazane wahania tego ojca, ale z drugiej strony – Wojtyła traktuje całą sprawę metaforycznie, bo w religii jest taka teza, że człowiek jest przybranym dzieckiem Boga. Co to znaczy: przybrany? Przybrany znaczy to, że jest wybranym, i nie znaczy to wcale, że [jest] mniejszy; wręcz przeciwnie: jest większy, bo z wyboru. Problem ten rzutuje od razu na religię i daje znakomity komentarz Adama i niewiasty, a na samym końcu ukazuje nam problem Trójcy Świętej. Czym jest w chrześcijaństwie Trójca Święta? Trójca Święta jest absolutem wzajemności. Bóg chrześcijan pojęty jako Trójca Święta nie jest samotnością absolutną, nie jest jednostką absolutną, lecz jest troistością, to znaczy, że są trzy osoby, z których każda jest sobą dzięki drugiej osobie.
Jest to genialna sprawa w przypadku tekstów chrześcijańskich, bo one pokazują, że ta idea wzajemności twórczej jest niezwykle głęboko zakorzeniona. Przyjmując tezę św. Augustyna, że tajemnica Boga jest tajemnicą człowieka, a tajemnica człowieka jest zarazem tajemnicą Boga, możemy zobaczyć, jak głębokie doświadczenie człowieczeństwa zawierają teksty biblijne.
Wojtyła robi na tym wydarzeniu znakomitą nadbudowę, dając jak gdyby dwie dodatkowe warstwy metafizyczne: jedna warstwa to jest Adam i Bogurodzica i na samym końcu troistość Boga, już nie tylko jako odbicie. Główną ideą jest to, że Syn Boży staje się człowiekiem i na zasadzie wzajemności człowieczeństwo człowieka stało się częścią Trójcy Świętej, bo Syn Boży jest także częścią Trójcy Świętej jako człowiek. Bóg się uczłowieczył po to, żeby człowiek mógł być ubóstwiony. Jest to ten krąg hermeneutyki, w którym czyta się tajemnicę człowieka, patrząc w niebo – czyta się tajemnicę Boga, patrząc w człowieka. Jest to niezwykle piękny i głęboki tekst i zastanawiam się, jak to wyjdzie w teatrze, bo tam się nic nie dzieje, bo tam jest pokazane źródło wszystkich ludzkich dramatów. Problem wzajemności jest źródłem wszystkich ludzkich dramatów, ponieważ każdy dramat jest problemem jakiejś wzajemności. Tutaj się dochodzi do sedna dramatów ludzkich, ukazując tę ludzką dramaturgię na tle dramaturgii Trójcy Świętej. Radziłbym Państwu przeczytać ten tekst, dlatego że jest on żywą antytezą i zaprzeczeniem samotności prometejskiej, z której użytek zrobił Heidegger.

2012-05-23T14:44:00+00:00 23 maja 2012|Bez kategorii|