Tischner o miejscu religii w państwie

Strona główna/Aktualności/Tischner o miejscu religii w państwie

Tischner o miejscu religii w państwie

„Mentalność sekty tym się odznacza, że ona wszystko najlepiej wie i jej się wszystko należy. Państwo też”, pisał ks. Józef Tischner. Przypominamy jego mało znany tekst, zatytułowany „Miejsce religii”.

Przed kilkoma dniami miałem spotkanie ze słuchaczami Wyższej Szkoły Administracji i Zarządzania. Zadaniem szkoły jest – mówiąc najprościej – kształcenie urzędników państwowych. To bardzo ważna sprawa. Można powiedzieć, że od tych ludzi będzie w przyszłości zależało codzienne życie państwa. Oni nadadzą ostateczny kształt polskiej demokracji. Oni wyprowadzą państwo ostatecznie z objęć systemu partyjnego. Hegel mówił, że państwo jest „dziełem sztuki” rozumu politycznego. Czy to nie fascynujące – brać dziś udział w budowie takiego dzieła sztuki?

Nie jest dziś w modzie cytowanie klasyków. Pójdźmy jednak modzie pod prąd i zacytujmy Hegla: „W dziejach powszechnych można mówić tylko o narodach, które utworzyły państwa. Bo trzeba to wiedzieć, że państwo jest urzeczywistnieniem wolności, to znaczy absolutnego celu ostatecznego, że istnieje ono samo dla siebie; trzeba dalej wiedzieć, że wszelką wartość, jaką człowiek posiada, wszelka rzeczywistość duchową zawdzięcza on jedynie państwu”. I nieco dalej: „Państwo jest boską ideą w jej ziemskiej postaci”.

Czy słowa te nie pachną totalitaryzmem? Wielu tak sądziło i sądzi. Heglowi jednak nie chodziło o ubóstwienie państwa, lecz raczej – jeśli w ogóle – o ubóstwienie wolności. Pełne urzeczywistnienie wolności jest na tej ziemi możliwe jedynie we wspólnocie opartej na prawie, albowiem „tylko wola posłuszna prawu jest wolna, gdyż jest posłuszna sobie samej; jest wolna i u siebie samej”. Dla Hegla żadne z istniejących państw nie spełniało tego ideału. Niemniej ideał był i jest ważny. Nie można kształtować dzieła sztuki, nie mając przed oczyma jego ideału.

Nasze dzisiejsze budowanie państwa ma coś z romantyzmu. Nie powiedzie się jednak bez głębokiego zakorzenienia w pozytywizmie. Możemy powiedzieć: romantyczne serce, pozytywistyczny rozum. Serce zna swoje miejsce w historii, rozum zna zadania, jakie go czekają tu i teraz, w godzinach urzędowania.

W dyskusji wyłoniła się sprawa religii. Zawsze w dyskusjach wyłania się sprawa religii. Jakie jest miejsce religii w tym dziele? Czy religia pomaga, czy przeszkadza w budowaniu tego dzieła? To samo pytanie stawiał również Hegel. Pisał: „Jaki więc charakter ma religia, taki ma państwo i jego ustrój”.

Religia religii nierówna. Także chrześcijaństwo, a nawet katolicyzm mają wiele twarzy. Dziś twarze polskiego katolicyzmu wyraźnie się polaryzują. Z jednej strony – katolicyzm rozbudzonych ponad miarę emocji, z drugiej – katolicyzm rozumnej odpowiedzialności za życie społeczne i państwo.

W ostatnim (500-tnym) numerze znakomitego miesięcznika „Znak” ks. prof. Zdzisław Chlewiński tak charakteryzuje ten typ religijności: „Prasa katolicka pozostawia wiele do życzenia. Z wyjątkiem »Tygodnika Powszechnego« i »Gościa Niedzielnego« oraz ambitnych miesięczników: »Znaku«, »W drodze«, »Przeglądu Powszechnego«, większość czasopism nie wpływa na kształtowanie obrazu polskiego Kościoła w znaczeniu pozytywnym i działa wręcz odpychająco na ludzi pozostających odeń z daleka. Niektóre tak zwane »katolickie« media stały się symbolami arogancji, agresji, ksenofobii i ciasnego fanatyzmu. Wyrządzają one niepowetowana szkodę polskiemu Kościołowi dzisiaj i na przyszłość. Mam tu na myśli przede wszystkim Radio Maryja, a także, choć może w mniejszym stopniu, tygodnik »Niedzielę«. Nie waham się powiedzieć, że ogólny profil audycji wspomnianej rozgłośni, z nielicznymi wyjątkami, rysuje karykaturalny, skrajnie zideologizowany, trącący prymitywnym nacjonalizmem wizerunek Kościoła i chrześcijaństwa”.

Atmosfera tego nurtu religii przypomina atmosferę sekty. Takie samo zamknięcie w świecie emocji, takie samo przekonanie, że „jesteśmy lepsi” niż reszta świata, taka sama pogarda dla rozumu i na dodatek ta… „schorowana wyobraźnia”, co to zaludnia świat widmami wrogów („obcy kapitał”, „masoneria”, „spisek finansjery”), aby w walce z tymi wrogami sięgać po krzyże walecznych.

Oj, będzie miał Kościół nie lada problemy. Na problemy natrafią również budowniczowie państwa. Mentalność sekty tym się bowiem odznacza, że ona wszystko najlepiej wie i jej się wszystko należy. Państwo też.

Mimo to religia jest i stanowi wstępne tworzywo państwa. Raz jeszcze powróćmy do Hegla: „W religii chrześcijańskiej Bóg objawił się, to znaczy pozwolił człowiekowi poznać, czym jest, tak że przestał być czymś zamkniętym i tajemniczym. Wraz z tą możliwością poznania Boga włożono na nas obowiązek poznawania go. Bóg nie chce jako dzieci ludzi o ciasnych sercach i pustych głowach, lecz takich, których duch, sam przez się ubogi, bogaty jest poznaniem Boga, i którzy w poznaniu Boga widza najwyższą wartość”.

Co w człowieku jest odpowiednikiem tak pojętego chrześcijaństwa? Odpowiednikiem jest wspaniałomyślność. Prawdziwa wiara jest wiarą wspaniałomyślności. Człowiek wspaniałomyślnie buduje to, co godne zbudowania. Tym, co godne zbudowania, jest dziś wolne, niepodległe państwo. Nie budujemy państwa po to, by mieć w nim władzę. Istotną władzę w państwie ma mieć prawo, a nie urzędnik. Budujemy państwo po to, by w państwie rozum godził się z wolnością, a wolność z rozumem.

Często na starych remizach strażackich możemy przeczytać: „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek”. W tym napisie są obok siebie: Bóg i człowiek. I to jest mniej więcej to, o co chodzi.

Nie ustalono, gdzie – i czy w ogóle – powyższy tekst się ukazał. Zachował się w komputerze ks. Józefa Tischnera, a pochodzi z połowy lat 90. ubiegłego wieku. W tekście poprawiono jedynie interpunkcję i literówki.

2017-07-14T12:54:25+00:00 16 lipca 2017|Aktualności|