Tischner na wakacje: „Alfabet Tischnera”

Strona główna/Bez kategorii/Tischner na wakacje: „Alfabet Tischnera”

Tischner na wakacje: „Alfabet Tischnera”

W tym roku w miesiącach wakacyjnych będziemy przypominać różne książki ks. Józefa Tischnera. Wakacje bowiem to dobry czas, żeby uzupełnić bibliotekę, ale też zdjąć z półki to, co może się na niej zakurzyło nieczytane… Żeby z Tischnerem współmyśleć, trzeba go po prostu znać. Zaczynamy od wyboru jego myśli – „Alfabetu Tischnera”.

„Alfabet Tischnera”, opracowany przez Wojciecha Bonowicza, ukazał się po raz pierwszy w 2012 r. Książka w atrakcyjnej formie (jest to wybór krótkich fragmentów pism i wywiadów ks. Tischnera) przypomina najważniejsze wątki jego dzieła, a jednocześnie jest czymś w rodzaju przewodnika po życiu jako takim. Rozważania filozoficzne mieszają się w niej z anegdotami, spostrzeżenia publicysty – z refleksjami myśliciela religijnego. „Starałem się”, pisze we wstępie autor wyboru, „żeby z tego, co ciekawe, wybrać to, co przydatne, co – by nawiązać do jednej z metafor pojawiających się u Tischnera – możemy dziś z pożytkiem >>strawić<<. Nie jest to zatem cały Tischner, nie jest to Tischner w pigułce. Są to raczej wydobyte z Tischnera >>pigułki<< na różne dolegliwości naszego czasu”.

Żeby zachęcić tych, którzy po „Alfabet…” jeszcze nie sięgnęli, publikujemy fragmenty zebrane w rozdziale zatytułowanym „Człowiek”. Książkę można zamówić tutaj.

Człowiek

Człowiek jest takim drzewem, które czuje w sobie dobro i dlatego nie chce złych owoców rodzić. (Myślenie według wartości, 508)

Nauka rozumie, co to znaczy „zdrowy człowiek” i „chory człowiek”, rozumie to, kim jest człowiek przedsiębiorczy, człowiek wybitny, dobrze rozwinięty, źle rozwinięty – ale nie umie określić tego, kim jest dobry człowiek. Nie znaczy to jednak, abyśmy nie mieli jakiejś intuicji dobrego człowieka, niezależnie od nauki. Dobrych ludzi możemy spotkać wszędzie: na ulicy, w szkole, w biurze, w mieszkaniach robotnika czy chłopa. Czasami poznajemy ich po ich uczynkach, a czasami czytamy ich dobroć jakby wprost – z twarzy, z oczu, z brzmienia głosu. Dobroć daje się widzieć. Mamy wśród naszych władz poznawczych jakiś zmysł dobroci. Mamy dar odróżniania duchów. Jest to zmysł, dar prawie nieomylny. To on jest źródłem naszego zaufania, z jakim kierujmy się do niektórych ludzi. (…)
Człowiek jest jedyną istotą w zasięgu naszej obserwacji, w której i poprzez którą możemy obserwować to, czym jest dobro. Rzeczy, które nas otaczają, są korzystne lub niekorzystne, krajobrazy bywają piękne, owoce drzew smaczne. Ale dobrzy mogą być tylko ludzie. (Wędrówki w krainę filozofów, 92-93)

Dobroć człowieka ma wiele nazw. Oto niektóre z nich: ofiarność, prawdomówność, wspaniałomyślność, cierpliwość, pracowitość, wytrwałość, postawa służby, oddania, wierność. Dobroć wydaje się jedna, ale wyróżnia się i przejawia rozmaicie. To zależy od okoliczności. W świecie kłamstwa na przykład dobroć daje o sobie znać prawdomównością. W świecie pogardy dobroć staje się szczególnym szacunkiem dla człowieka. W świecie niesprawiedliwości dobroć ukazuje się jako walka o sprawiedliwość. Człowiek dobry jest niewątpliwie „człowiekiem myślącym”, homo sapiens – ale zarazem jest kimś więcej. Człowiek dobry jest również „człowiekiem społecznym”, animal sociale – ale zarazem jest kimś więcej. Dobroć wyznacza jakby zasadniczy kierunek myślenia „człowieka myślącego”, zasadniczy kierunek zaangażowania „człowieka społecznego”. Dobroć ukazuje się jako zasada wszystkiego. Ona jest, ale być nie musi – bo człowiek może być zły. Dobro lub zło zależą od jakiegoś wyboru. (Wędrówki w krainę filozofów, 93-94)

Człowiek jest istotą, która zmartwychwstaje. Zmartwychwstaje nie tylko na końcu życia, ale zmartwychwstaje także w ciągu całego swojego życia. Zmartwychwstawanie towarzyszy człowiekowi co dzień, co godzina. Człowiek zawsze zmartwychwstaje z prochów, z popiołów, budzi się do nowego życia. Budząc się do nowego życia, przybliża to Zmartwychwstanie, którym kiedyś, przed wiekami, poprzedzając człowieka, zmartwychwstał Chrystus. (Wiara ze słuchania, 119)

W przypowieści o pannach mądrych i niemądrych (…) jest wskazówka i jest ostrzeżenie. Niedobrze jest, jeżeli idzie człowiek przez życie, nie mając w ręku światła. Oblubieniec przejdzie obok niezauważony. Ale jeszcze gorzej jest wtedy, kiedy ma światło, ale nie wie, na kogo z tym światłem ma czekać. (Wiara ze słuchania, 23)

Prawdziwa dobroć człowieka wtedy się objawia, kiedy spotyka się z nieszczęściem. Najczęściej człowiek ucieka od nieszczęścia, od jego widoku, od myśli o nieszczęściu. A szczególnie ucieka od nieszczęścia drugiego człowieka. Chętnie opowiada o własnym nieszczęściu. Kiedyś zrobiłem takie doświadczenie: przychodzili do mnie rozmaici ludzie w ciągu jednego dnia i postanowiłem zapisywać, o czym będą ze mną rozmawiać. Dziewięćdziesiąt procent rozmów to było wysłuchiwanie opowiadań o ich własnym nieszczęściu. Nie chcieli słyszeć o niczym więcej, w ogóle słuchać nie chcieli, opowiadali o swoich nieszczęściach. Nieszczęścia nie były zbyt wielkie, ot, takie zwyczajne, jak życie niesie: jakieś trudności z egzaminem, jakaś choroba, jakiś problem, szczególnie problem materialny. Ludzie opowiadają o własnych nieszczęściach, ale nie chcą słyszeć o nieszczęściach innych ludzi. Dlatego tak trudno im być dobrymi. (Wiara ze słuchania, 215)

Nasze czasy przyjęły zasadę wyjściową: skompromitować człowieka bardziej, niż on sam siebie skompromitował. (…) Cała marksistowska hermeneutyka podejrzeń zmierzała do tego, by człowieka demaskować, poniżać, wyłapywać słabości. Wystarczyło czekać, aż podejrzenie się sprawdzi. I człowiek rzeczywiście stawał się gorszy, niż był w istocie. Odpowiedzią na taką postawę było piękne hasło, rzucone przez mego przyjaciela, wybitnego polskiego psychiatrę, prof. Kępińskiego: „Leczyć, a nie wydawać wyroki!”. Pomagać, a nie sądzić. A więc dokopywać się w człowieku warstwy, z której można wyprowadzić poczucie wartości. Niestety, i dziś mechanizm „mielenia ludzi” siedzi w nas jeszcze głęboko. (Pytać pytających)

Człowiek tym się różni od innych istot na tej ziemi, że (…) potrafi na zło odpowiedzieć dobrem. Tego nawet aniołowie nie potrafią, bo aniołowie nie doświadczają żadnego zła. A człowiek doświadcza zła. I może ze zła budować dobro. Może tworzyć dobro ze zła, które go dotyka. Na tym polega wielkość człowieka, na tym polega jego godność, jego twórczość. Człowiek nie potrafi z niczego stworzyć drzewa, kamieni, domów, ale potrafi zrobić większy cud: ze zła stworzyć dobro. (Wiara ze słuchania, 229)

Nad naszym wiekiem wisi spór o człowieka – o jego prawdę, a nawet o jego istnienie. Czy człowiek umarł? Czy kiedykolwiek żył? Kim jest człowiek? Historia stulecia dostarcza skrajnych odpowiedzi: z jednej strony bestialstwo Oświęcimia i Kołymy, z drugiej świętość Matki Teresy i wielu jej podobnych. Która z tych skrajności jest ucieleśnieniem istotnej prawdy o człowieku? Pod koniec wieku wydaje się dominować pesymizm. Człowiek przegrał swe człowieczeństwo. Czy jednak nastrój pesymizmu jest w pełni uzasadniony? Cokolwiek by powiedzieć o okrucieństwie wieku, to jednak człowiek to okrucieństwo przezwyciężył. Klęska systemów totalitarnych nie spadła z nieba. Była owocem ludzkiej wolności i ludzkiego heroizmu. Lista bohaterów naszego czasu jest ogromna. Z tym dziedzictwem wchodzimy w nowy wiek. Idzie tylko o to, by nie stracić pamięci. (Myślenie według Ewangelii)

2014-07-04T10:08:00+00:00 4 lipca 2014|Bez kategorii|