Tischner na Niedzielę Palmową

Strona główna/Bez kategorii/Tischner na Niedzielę Palmową

Tischner na Niedzielę Palmową

„Wyobraźmy sobie, że przyjdzie ktoś do Krakowa i powie nam, że będzie burzył nasze kościoły, jeden po drugim. Jakie uczucia w nas wtedy powstaną? Czy nie wołalibyśmy: aresztować go, skazać go na śmierć!” Publikujemy kolejne kazanie ks. Józefa Tischnera wygłoszone w kościele św. św. Piotra i Pawła w Krakowie w 1997 roku.

W Niedzielę Palmową rozpoczynamy czytanie Męki Pańskiej. Fragment tej Męki przed chwilą słyszeliśmy. Ale czytanie Męki Pańskiej zazwyczaj zaczyna się od opisu tryumfalnego wjazdu Jezusa Chrystusa do Jerozolimy. Widzimy Jezusa Chrystusa na osiołku wjeżdżającego tryumfalnie w bramy świętego miasta. Dookoła niego tłumy, tłumy wołają: „Hosanna!”.

W dzisiejszym czytaniu tłumy pojawiają się jeszcze raz – pojawiają się w czasie sądu nad Chrystusem. Będą sobie wołać: „Ukrzyżuj Go!”. Zawsze ile razy kaznodzieje mają komentować ten dzień Niedzieli Palmowej, zastanawia ich tłum, najpierw ten, który krzyczy: „Hosanna!”, a potem ten, który krzyczy: „Ukrzyżuj Go!”. I bardzo często komentatorzy stawiają sobie pytanie: co się stało? Co się stało w ciągu tych kilku dni, że w zasadzie ci sami ludzie, którzy w Niedzielę Palmową krzyczeli: „Hosanna!”, w Wielki Piątek będą krzyczeć: „Ukrzyżuj Go! Winien jest śmierci!”. To bardzo poważne słowo – śmierć. „Winien jest śmierci”. Cóż takiego uczynił, że winien jest śmierci? Z całą pewnością tłum, który to krzyczał, nie krzyczał tak całkiem bezmyślnie. Ci ludzie musieli być czymś dotknięci, dotknięci do żywego. Coś ich musiało zaboleć, że z wnętrza ich dusz wyszedł ten głos: „Ukrzyżuj Go!”.

Cała uroczystość, którą Kościół obchodzi, poczynając od Niedzieli Palmowej aż do Niedzieli Zmartwychwstania, jest uroczystością, która stawia przed nami dwie tajemnice: tajemnicę Boga i tajemnicę człowieka. Dzień po dniu będą się przesuwać przed naszymi oczami ludzie, będą się pokazywać ich dusze, ich charaktery, ich słabość, ich wielkość. Pokaże się kim naprawdę był św. Piotr, kim był Piłat, kim byli apostołowie. Kto został pod krzyżem, kto przedtem jeszcze uciekł.

Dzisiaj, w Niedzielę Palmową, ukazuje się przed naszymi oczyma tajemnica tłumu – tłumu, który woła: „Hosanna!”. Dlaczego ten tłum zmieni zdanie? Powiedziałem: musieli się poczuć dotknięci do żywego. Cóż ich wtedy mogło dotknąć? Kiedy dobrze wczytamy się w opis Męki Pańskiej, zauważymy kilka takich powodów. Przede wszystkim jeden powód, można go nazwać powodem politycznym. Na drzewie krzyża zostanie umieszczony napis: „Król żydowski”. Zatem zbrodnia polityczna: robił się królem. Tłum zawoła „Nie mamy innego króla, jeno Cezara”. Piłat nie wierzy w zbrodnie polityczne. Ale to nie ma wielkiego znaczenia, że Piłat w to nie wierzy. Uwierzy w to tłum. Uwierzy, że oto jeszcze jeden, kto szykuje temu krajowi nowe nieszczęście, chce wzniecić bunt, pewnie bunt zbrojny, przeciwko władzy. Cóż, że władza była obca, mimo to jednak zaprowadziła w tym kraju jaki taki spokój. Można było handlować. Można było czcić Boga w Jerozolimie. Było w tym kraju wielu buntowników – i każdy bunt kończył się przelewem krwi. Było zatem stosunkowo łatwo wmówić tym ludziom, że oto jeszcze jeden buntownik. Tłum nie słyszał słów Jezusa, który powiedział do Piotra: „Włóż swój miecz do pochwy, bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie”. I chociaż nie było tłumowi w smak, że napisano: „Król żydówki”, to jednak mieściło się to w logice tych ludzi – że za bunt należało ukarać śmiercią. I to śmiercią nie byle jaką, bo przez ukrzyżowanie. Śmiercią, którą karano buntowników politycznych.

Ale jest jeszcze inny powód owego „Ukrzyżuj Go!”. Miał zniszczyć świątynię – tak o Nim mówiono. Znowu, nikt się nie zastanawiał nad tym, jakie znaczenie miały Jego słowa o zniszczeniu świątyni. Nikt nie myślał o tym, że chodzi o zmartwychwstanie po śmierci. Zresztą sam ewangelista, który zapisał te słowa, pisze, że ów sens objawił się dopiero po śmierci Jezusa i po zmartwychwstaniu. A więc targnął się na świątynie. Wyobraźmy sobie to konkretnie. Wyobraźmy sobie, że przyjdzie ktoś do Krakowa i powie nam, że będzie burzył kościoły, jeden po drugim. Że będzie niszczył nasze świątynie. Jakie uczucia w nas wtedy powstaną? Czy nie wołalibyśmy: aresztować go, skazać go na śmierć! Dlaczego? Bo się targnął na naszą świętość, na nasze sacrum. To może smutna prawda, ale to jednak prawda, że Jezusa oskarżali najmocniej ludzie religijni. To nie byli ludzie niewierzący, którzy wołali: „Ukrzyżuj Go! Chciał zniszczyć świątynię!”. I ludzie religijni zgodzili się na uwolnienie zbrodniarza, a nie zgodzili się na uwolnienie Jezusa. Bo cóż zbrodniarz? Zabił jednego czy drugiego człowieka. Zdarza się. Ale przecież nie chciał zniszczyć świątyni! Stąd dotknięci do żywego zawołali: „Ukrzyżuj Go!”.

A może jeszcze do tego wszystkiego doszedł powód trzeci. Ten powód trzeci jakby nie ujawnił się zbyt jasno, zbyt ostro, ale gdzieś tam czuć było obecność tego trzeciego motywu. Chrystus chodził i uzdrawiał. Uzdrowił dziesięciu trędowatych. Ale ilu trędowatych pozostało nieuzdrowionymi? Uzdrowił ślepego od urodzenia. Ale ilu ślepych nie przejrzało? Ilu chorych pozostało ze swoją chorobą? Spotkał tych ludzi zawód. Dlaczego innych uszczęśliwił, a mnie nie? Dlaczego tamtego uzdrowił, a mnie nie? Moi drodzy, taka jest natura ludzka, że bardzo nie lubi, kiedy uzdrowienia, szczęście spotyka innego człowieka, a nie jego. Wtedy natura ludzka buntuje się i protestuje. Czy ja jestem gorszy od innego? I można sobie wyobrazić, że krzyczeli: „Ukrzyżuj!” ci trędowaci, ci chromi, ci na wpół oślepieni, którzy nie zostali uzdrowieni. Czuli się pokrzywdzeni. I z krzywdy swojej, ze swojego bólu wołali: „Ukrzyżuj Go!”.

A więc polityka mieszała się z religią, religia z polityką, a jedno i drugie mieszało się z jakimś gorzkim pragnieniem odwetu za nieszczęścia, które człowieka spotykały, a Chrystus od tych nieszczęść tych ludzi nie uwolnił. I to był odwet. Ale nie za to, że Chrystus zrobił coś złego. Tylko za to, że zrobił coś dobrego innym, a nie nam. I taka jest, moi drodzy, natura tłumu. Taki jest lud, taka jest natura tłumu. Tłum łatwo woła: „Hosanna!”, łatwo oskarża, tłum bardzo łatwo przechodzi z jednego nastroju w drugi.
Wydawałoby się – nie należy wierzyć tłumom. Nie należy wierzyć tym, którzy nie mają swojego zdania, tylko zawsze powtarzają zdanie innych. Ale czy tak rzeczywiście jest? Czy Chrystus, czy Bóg nie zamierzył jakoś całego tego wołania? Czy Chrystus go nie przewidział? Przecież Chrystus chciał umrzeć. Chrystus szukał śmierci, prowokował śmierć. Chrystus chciał, żeby z tego krzyku iluzji, niesprawiedliwości, odwetu stała się Jego śmierć. I to jest tajemnica Boga. Będziemy dotykać tej tajemnicy Boga przez cały Wielki Tydzień. W Wielką Sobotę kościół zaśpiewa: „Felix culpa”. „Szczęśliwa wino, bo z takiej winy zrodził się Zbawiciel świata”. Szczęśliwa wina? Jak to możliwe? Jak to możliwe, że taki śpiew będzie brzmiał w naszych kościołach? Ostatecznej odpowiedzi [nie ma]. Odpowiedzią jest miłość – ale zostawmy tę odpowiedź na boku. Na razie tylko, jak nam podsuwa Niedziela Palmowa, wsłuchajmy się w te dwa okrzyki: „Hosanna!” i „Ukrzyżuj!”. Wsłuchajmy się, zdajmy sobie sprawę z tego… [tu nagranie się urywa].

Niedziela Palmowa, 23 marca 1997

Nagranie kazania odnalazł w domowym archiwum Marian Tischner. Dziękujemy za udostępnienie.

2016-03-19T12:00:00+00:00 19 marca 2016|Bez kategorii|