Beszad
Beszad     Dołączył: 11.04.2010   Posty: 5
Skąd: Bieszczady

Wiek: 50 lat
Płeć: mężczyzna
O sobie:
Janina Ochojska-Okońska: „Przemoc karmi się głodem”

Podoba mi się podejście do rozwiązywania problemu głodu, zaproponowane przez panią Janinę Ochojską. Stwarza ono podwójnie korzystną sytuację: 1) produkcja żywności odbywa się metodami najbardziej zbliżonymi do naturalnych, 2) przywrócony jest szacunek dla pracy i chleba poprzez świadomość własnej odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Dzisiejsze programy są tak silnie zbiurokratyzowane i zinstytucjonalizowane, że relacja człowiek-człowiek gubi się gdzieś w statystycznych liczbach. Natomiast samo poczucie odpowiedzialności w warunkach zachodniej polityki jest tak bardzo nadwątlone, że większość naszej aktywności obraca się w marnotrawstwo.

Spójrzmy dziś na ziemie leżące odłogiem - nie tylko dlatego, że nie opłaca się ich uprawiać (bo fiskus zabierze większość dochodu), ale również dlatego, że rolnik gubi się w zawiłych procedurach unijnych. To dlatego padła wszędzie hodowla. Kiedyś Bieszczady, w których mieszkam, były jednym wielkim pastwiskiem - dziś częściej można tu spotkać sterty gnijącego siana (łąki koszone dla samych dopłat unijnych), niż żywą owcę lub krowę...

Co przetrwało z Tischnera?

Bardzo trafione zdanie, które wyraża sporą cząstkę myśli ks. Tischnera: „Bóg przychodzi nie tylko jako szczęście nieszczęśliwych, ale także jako nieszczęście szczęśliwych”. Podoba mi się również określenie Wojciecha Bonowicza, że Ewangelia jest odsłanianiem nowych horyzontów - bo w istocie takie podejscie wydaje się być przyszłą drogą Kościoła - nie walka ideologiczna, nie obrona zamkniętej twierdzy, ale to ODSŁANIANIE, a w zasadzie POBUDZANIE do odsłaniania przez stawianie otwartych pytań, przez dialog, który nie boi się herezji. Herezja oparta jest na lęku i ks.Tischner to dobrze rozumiał. Nie krytykował tam, gdzie nie można było czegoś zmienić (w tym tkwi esencja konstruktywnego dialogu!), ale także powstrzymywał się od krytyki, gdy mogła ona wyrządzić więcej złego - to również przejaw mądrości ponad słowami.

Najbardziej cenię dziś w ks. Tischnerze (któego nie było mi dane poznać osobiście), że czytając go, czuję jakby osobiście stawiał mi pytanie, na które sam musze znaleźć odpowiedź. Ta sokratejska postawa i zawsze prezentowana świeżość w podejściu do drugiej osoby - świeżość polegająca na tym, by wystrzegać się szufladkowania, by rozmawiać, jakby nic wokół nas nie istniało - żadne mury, żadne twierdze - tego warto się uczyć.

Tischner ponad podziałami

Zastanawia mnie czasem, na ile Tischner potrafi trafiać do osób o różnych światopoglądach? Zwykło się etykietkować jego osobę znakiem liberalizmu, kościoła lewicującego, czy nawet religijnego uniwersalizmu...

Tymczasem sam nie jestem zwolennikiem polityki liberalnej, ani też idei socjalnej. A jednak osoba Tischnera pociągnęła mnie bardziej, niż jakikolwiek inny teolog czy filozof. Osobiście staram się unikać etykietkowania ludzi, niemniej zdaję sobie sprawę, że czynimy to czasem podświadomie i to właśnie głównie w podświadomości tworzą się bariery.

Tu jednak zachodzi pytanie, czy właśnie sposób dociekania ks. Tischnera nie sprawia, że pękają w nas jakieś przywiązania ideologiczne? Czy wobec jego otwartej postawy nie odpadają z nas etykietki? Jakaż szkoda, że w Kościele tak mało jest duchownych, którzy równie otwarcie i autentycznie potrafiliby prowadzić dialog. Ale jednak są tacy - i w nich moja nadzieja.

Ks. Tischner w anegdocie (5)

Poczucie humoru to jedno (należy je raczej rozpatrywać w kategoriach daru, który albo się otrzymało, albo nie)... Ale umiejętność bycia SOBĄ, to już wartość, na którą pracuje się całe życie - i to właśnie w ks. Tischnerze postrzegam jako walor najwyższy (oczywiście poza jego sposobem dociekania). Tischnerowska AUTENTYCZNOŚĆ potrafi urzekać - zarówno w sferze dowcipu, jak i w bardzo poważnym dyskursie filozoficznym czy teologicznym.

wartość twórczości ks. prof. Tischnera

W moim odczuciu ks. Tischner totalnie przewartościował powszechne podejście do teologii. Rozdzielając wartości płynące z tęsknoty za Bogiem i oczekiwaniem Go w przestrzeni nieznanej (a więc wypełnionej nadzieją) od wartości antropogenicznych składających się na religię formalną. Otwarło to drzwi dla całej rzeszy ludzi zagubionych i poszukujących, a pragnących zachować autentyczność (tzn. nie naśladować w sposób bezkrytyczny i nie przybierać pozy religijnej).

W koncepcji Tischnerowskiej "dialogiczności" odnajduję drogę, w której człowiek jest SOBĄ (tzn. może odrzucić wszelką doktrynę i hierarchicznie budowany autorytet). Z kolei w postrzeganiu świata przez pryzmat DRAMATU dostrzegam zwrot ku temu "narzędziu" poznania, które jest mi najbliższe - autentycznym refleksjom i odczuciom. Człowiek jest dla Tischera zawsze KIMŚ - niezależnie od jego pozycji społecznej, religijnego zaangażowania czy jakiejkolwiek "etykietki". Tischnerowska teologia to wiara w czystej postaci. Wielokrotnie sięgam po jego książki i zawsze czytam je jak coś nowego i bardzo mi bliskiego...