O myśleniu politycznym – refleksje studenta filozofii

Strona główna/Bez kategorii/O myśleniu politycznym – refleksje studenta filozofii

O myśleniu politycznym – refleksje studenta filozofii

„Marzę o tym, bym jako katolik, student, członek pokolenia ’89 mógł kiedyś bez oporów założyć na pielgrzymkę koszulkę z napisem: >>Miłość, Przyjaźń, Muzyka<<, a na Woodstocku koszulkę z napisem: >>Jezus jest moim Panem<<. Marzę, by taca zbierana w drugą niedzielę stycznia zasiliła kiedyś konto połączonych inicjatyw WOŚP i Caritas. Jestem idealistą? Przedstawiam utopię? Nie! Proponuję współpracę. Współpraca o której myślę, nie ma za zadanie nawracania na jakieś myślenie. Jest ona głęboko zakorzeniona w dialogu w rozumieniu ks. Tischnera. Dialogu, który nie tworzy pozornej jedności, ale pozwala mi poznać, co myśli drugi”.
Tak pisze w artykule, który prezentujemy poniżej, Błażej Strzelczyk, student II roku filozofii na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Autor przysłał do nas swoje przemyślenia, ponieważ inspiracją była dla niego m.in. filozofia dialogu ks. Tischnera. Artykuł zachęca do dyskusji; nie mamy wprawdzie jeszcze forum, które pozwoliłoby dyskutować bezpośrednio pod tekstem, ale być może ktoś poczuje się sprowokowany i zechce zabrać głos. Czekamy na maile (bonowicz@znak.com.pl).

Myślenie polityczne

Polityka jest sztuką rządzenia – tak w najprostszy sposób możemy wnioskować z greckiego pochodzenia tego słowa. Jan Hartman w „Słowniku Filozoficznym” określa politykę, jako „życie publiczne związane ze sprawami państwa lub wspólnoty terytorialnej, rozpatrywane od strony wiążącego je prawa, działających w nim instytucji oraz określających jego bieg interesów i stosunków społeczno – ekonomicznych”1. Pojęcie polityki zagościło na dobre również w potocznym rozumieniu. Mówimy już nie tylko o polityce państwa, ale aplikujemy politykę do różnych dziedzin życia społecznego. Tam też rodzą się oksymorony typu: „polityka uczelni”, „polityka Kościoła” czy nawet „polityka miłości”. Możemy więc dopowiedzieć, że polityka jest gospodarowaniem czy raczej zarządzaniem pewną przestrzenią życia. Nie był zatem w błędzie Arystoteles, gdy w jednym ze swoich dzieł określił człowieka jako zwierzę polityczne. Polityka wpisana jest bowiem w życie człowieka, czy mu się to podoba, czy nie. Absurdalne wydają się więc oświadczenia niektórych Polaków, że „polityka mnie nie interesuje”, „od polityki trzymam się daleko”. Źródeł tego typu postaw można doszukiwać się w sposobie sprawowania polityki w Polsce, w metodach i zadaniach, jakie sobie stawia, i sposobach, w jakie te zadania realizuje. Polityka jednak stanowi jeden z podstawowych aspektów życia i aby to życie miało sens, należy dołożyć wszelkich starań, by politykę poznać i na swój sposób „polubić”.
Spróbujmy wskazać najbardziej palące problemy współczesnej polityki, który wpływają na wzrost niepokoju wśród Polaków.

Anana Kofana, kurwiki itd. – czyli o niepokoju języka

Tomasz Lis w książce „Polska, głupcze!” cytuje kilka występów słownych pań posłanek Renaty Beger i Anity Błochowiak, znanych wszystkim z komisji śledczej badającej tzw. aferę Rywina, po czym dodaje: „pośmialiśmy się już, wesoło? Bo mnie nie jest wesoło. Oto pierwsza w wolnej Polsce komisja śledcza bada być może największą aferę III RP. Wyobraźmy sobie, że taki cyrk ma miejsce w czasie jakichkolwiek przesłuchań w Kongresie. […] To absolutna kompromitacja komisji”2.
Należy z pewnością przyznać, że polska demokracja jest stosunkowo młoda, że wyszliśmy dopiero niedawno spod władzy totalitarnej i że takie „wpadki” są rezultatem niewiedzy czy konsekwencją „braku obycia”. Czy jednak z takiej rzeczywistości powinniśmy się śmiać? Lis dodaje: „i rośnie w nas przekonanie, że wszystko to błazenada i hucpa, dlatego nie kandydujemy i nie idziemy do wyborów”3. I właśnie w tym jednym zdaniu Lis określa problem. Otóż język polityków budzi w nas frustrację i zażenowanie, co z kolei sprawia, że nie chcemy się angażować w sprawy państwa.
Co zatem zrobić z językiem, skoro jedyną właściwą drogą politycznego zaangażowania jest dialog, który bez języka nie jest możliwy?
U podstaw każdej szanującej się praktyki politycznej winna stać jakaś koncepcja człowieka. Tu można odwołać się do Tischnera i jego filozofii dialogu. Wedle Tischnera dialog „wynika z najgłębszego przekonania, iż nie jest rzeczą możliwą zbliżenie się do prawdy, jeśli się nie uwzględni innego punktu widzenia niż mój”4. „O co innego chodzi w polityce, jeśli nie o prawdę? Nie chodzi jednak o osiągnięcie sztucznej jedności. Chodzi o to, żeby się wzajemnie uczyć”5. Nie ma więc uprawiania polityki bez wejścia w relację z drugim człowiekiem i to relację, która zakłada obustronną chęć poznania. Polityka tak rozumiana jest swoistą filozofią spotkania.
Czy tak ujęta polityka jest łatwa do osiągnięcia? Z pewnością nie, sam dialog jest bowiem trudną sztuką.
Tischner podaje kilka istotnych przeszkód, jakie stoją na drodze codziennego dialogu. Najczęściej są to przeszkody emocjonalne. Jak pisze, „każdy z nas nosi w duszy pewne wartości, do których jest emocjonalnie przywiązany – ludzi, wspomnienia, wydarzenia”6. Podobnie jest w polityce: „wchodzimy” do niej z jakimś dorobkiem intelektualnym i jakimś poglądem na rzeczywistość. Często może być jednak tak, że należy „wtargnąć w czyjeś tabu”.
Drugą przeszkodą – jak zauważa Profesor – jest „pokusa władzy”. „Pożądanie władzy to głębokie pragnienie w człowieku. Polega ono na tym, że gdzie nie możemy przekonać, tam chcemy panować. Kto pragnie władzy, ten zamiast przekonywać – klasyfikuje. Nie ważne jest to, czy >>dwa plus dwa jest cztery<<. Ważne jest to, z jakiej pozycji to mówimy i przeciw komu to mówimy”7.
Ta druga przeszkoda wymieniona przez filozofa wydaje się jeszcze bardziej zagrażać polityce niż pierwsza. Wydaje się bowiem, że zły wymiar władzy rodzi się z błędnej koncepcji wolności. Wolność utożsamiona z samowolą doprowadza do degradacji systemu wartości. Polityk może zapragnąć panować nad drugim. Zaś drogą do tego może być przeświadczenie o posiadaniu „monopolu na prawdę”.
Język bardzo często może stanowić swoiste narzędzie manipulacji. Manipulowanie językiem w polityce występuje na szeroką skalę i pojawia się już w momencie, gdy polityk zastanawia się, jakiego użyć języka, aby skutecznie trafić do odbiorcy. Jeden ze studentów politologii UKM w Toruniu tak podsumowuje problem języka w polityce: „język polityki jest podstawowym narzędziem wykorzystywanym w działaniu politycznym, jest również nieodłącznym atrybutem władzy, która pragnie całkowitego zawładnięcia nim, która zawsze dąży do przedstawienia swojego dyskursu w sposób wskazujący za wszelką cenę jego prawdziwość — nawet za cenę absurdalności. W naszych czasach polityczne przemówienia i publikacje stały się w dużej mierze obroną tego, co do obrony się nie nadaje. (…) Wobec tego język polityczny musi składać się głównie z eufemizmów, chwytów pozwalających omijać drażliwe pytania i zwykłej jałowej gadaniny”8.
Konsekwencją takiej sytuacji jest podejrzliwość wobec polityków, niewiara w to, że mogą być prawdomówni. Gardzimy politykami, gardzimy instytucjami politycznymi, więc de facto gardzimy państwem. Państwo nasze przestało być wrogiem, ale stało się niechciane i nieszanowane.

Relacja Kościół – państwo

Adam Michnik podejmuje w swojej książce „Kościół, lewica, dialog” problem Kościoła jako innej odmiany totalitaryzmu (innej niż komunistyczna). Z pewnością utwierdza go w tym przekonaniu historia, która pokazuje, że Kościół nie raz żywił pragnienia, by posiadać pełnię władzy politycznej. Totalitaryzm jawi się jako pewna patologia władzy, której źródłem może być niedostatek refleksji. Karol Marks napisał, że „filozofowie objaśniają świat, idzie jednak o to, aby go zmieniać”. I tak oto Marks pragnął zmieniać świat, nie wyjaśniwszy go wprzódy.
Droga do zmiany świata musi prowadzić przez myślenie. Niepokój budzi więc każda koncepcja polityczna, która nie podchodzi do rządzenia w sposób rozumny, ale w sposób emocjonalny. Jak pisze Tischner w artykule „Po co Bóg stworzył Adama Michnika”, „Michnik jest zafascynowany chrześcijaństwem. Ale nie abstrakcyjnym dogmatem wiary, lecz ludźmi, którzy wcielają wartości chrześcijańskie we własną działalność społeczną”. Wartości chrześcijańskie są jak najbardziej pożądane w polityce, ale muszą one posiadać głębsze zakorzenienie.
Istnieje jeszcze jedna zasadnicza sprawa. Tischner w jednym z wywiadów telewizyjnych w latach dziewięćdziesiątych stwierdził, iż niepokoi go „terroryzmu prawicowy, który ma pełną gębę religii”. Terroryzm to zjawisko rzadkie i skrajne, ale pewien styl myślenia, który miesza to, co polityczne, i to, co religijne, jest dość rozpowszechniony. Wielu katolików ma pokusę, by mieszać sfery sacrum i profanum. Kościół może oczywiście podejmować decyzje polityczne, może z ambony popierać pewnych polityków i ich partie. Powinien jednak wiedzieć, że przez takie zabiegi staje się jednym z produktów do wyboru. Katolicy pragnący na siłę uświęcić państwo zapominają, że im mocniej starają się tego dokonać, tym bardziej upaństwawiają świętość. W polskim, katolickim myśleniu nadal sporo jest naleciałości fundamentalistycznych i totalistycznych. Istnieje pokusa, by myśleć, że poza Kościołem nic dobrego wydarzyć się nie może. Taką postawę tłumaczy się pobożnością, ale jej źródłem tak naprawdę jest obawa przed światem.

Czy te oczy mogą kłamać? – czyli kłamstwo w polityce

Ks. Tischner w artykule „Kłamstwo polityczne”9 rozróżnia dwa rodzaje kłamstwa politycznego. Po pierwsze – gdy polityk mówi o czymś, że było, kiedy tego nie było, i po drugie, gdy kłamie, a przyłapany na kłamstwie, powiada, że kłamał z powodu „wyższych racji”. W drugim przypadku kłamstwo jest i nie jest kłamstwem. Wydaje się, że nie jest kłamstwem, ponieważ nie ma rzeczywistości, z którą można porównać wypowiadane słowa. Z drugiej jednak strony jest kłamstwem, ponieważ fałszuje intencje ludzi10.
Kłamstwo jest właściwością polityki. Z jednej strony używane bywa w dobrej wierze, w głowie polityka może bowiem rodzić się pokusa typu: okłamię, że nie współpracowałem z SB, bo chcę być w polityce i zmienić rzeczywistość.
Podstępem ukrywającym prawdziwą informację może być również nasz wygląd, zręcznie zmodyfikowany strojem podkreślającym zalety naszej anatomii i ukrywającym jej defekty. Jednak znacznie gorsze wydaje się okłamywanie w sprawach „wagi najwyższej”.
Tym, co motywuje ludzi do okłamywania, jest więc nie tylko chęć zdobycia władzy, nie tylko pieniądze lub własny interes. Bywa, że motywem są po prostu dobre intencje. Nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy kłamiący polityk to zły polityk. Wiele pytań pozostanie bez odpowiedzi. Czy może istnieć polityka bez kłamstwa? Pewnie nie, ale nawet jeśli fałszu nie da się z niej wyeliminować, to należy mieć nadzieję, że kłamstwa w dobrej intencji będą przeważały nad tymi drugimi. Mimo to jednak nasz niepokój rośnie wraz z kolejnymi wątpliwościami co do wiarygodności naszych polityków.

Źródło nadziei

Czy jest jakaś nadzieja dla Kościoła w Polsce? Sądzę, że dopóki nie uwolnimy się od myślenia, że światem rządzi zło, dopóty ten świat będzie stał obok nas.
Doprawdy nie wiem, co jest takiego w tym świecie, że ja – katolik, człowiek myślący – miałbym się go bać. Mój Chrystus zwyciężył świat, a zatem ja powinienem czuć się w nim wolny.
W drugą niedzielę stycznia w Polsce ma miejsce nieprzeciętna akcja. W środku zimy, w zaśnieżonej Europie Środkowowschodniej, prawie cały naród jednoczy się dla ratowania chorych dzieci. W przededniu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy prześledziłem kilka forów internetowych. To, czego dowiedziałem się o WOŚP i Jerzym Owsiaku, przeszło moje najśmielsze oczekiwania…
Niestety, grupa kontestujących tę inicjatywę utożsamia się przede wszystkim z Kościołem katolickim. Na profilu jednego z młodych pisarzy katolickich, Kajetana Rajskiego, można było zobaczyć zdjęcie odwróconego serduszka z napisem: „nie utrzymuję Owsiaka”. Głównym elementem „walki” z fundacją WOŚP było podkreślanie faktu, że Caritas znacznie więcej pomaga potrzebującym przez cały rok niż Orkiestra.
Czy jako katolik nie mogę jechać na Woodstock a jedynie do Częstochowy? Czy jako katolik muszę grać tylko w katolickiej drużynie piłkarskiej? Wydaje mi się, że nie!
Marzę o tym, bym jako katolik, student, członek pokolenia ’89 mógł kiedyś bez oporów założyć na pielgrzymkę koszulkę z napisem: „Miłość, Przyjaźń, Muzyka”, a na Woodstocku koszulkę z napisem: „Jezus jest moim Panem”. Marzę, by taca zbierana w drugą niedzielę stycznia zasiliła kiedyś konto połączonych inicjatyw WOŚP i Caritas. Jestem idealistą? Przedstawiam utopię? Nie! Proponuję współpracę. Współpraca o której myślę, nie ma za zadanie nawracania na jakieś myślenie. Jest ona głęboko zakorzeniona w dialogu w rozumieniu ks. Tischnera. Dialogu, który nie tworzy pozornej jedności, ale pozwala mi poznać, co myśli drugi.
Potrzebujemy nadziei. Nadziei na lepsze jutro. Po wielu wiekach walki i kłótni na linii Kościół – „reszta świata” nastaje wreszcie czas, by rozpocząć dialog. Uczmy się więc siebie wzajem.
Błażej Strzelczyk

1 J. Hartman (red), „Słownik filozofii”, Kraków 2004, s. 170
2 Lis T. Polska głupcze, Warszawa 2006
3 Lis T. Polska głupcze, Warszawa 2006
4 Tischner J., Dialog sposób obecności w świecie, [w:] Miłość niemiłowana, Kraków 1993.
5 Tamże
6 Tamże
7 Tamże
8 [w:] Dialogi polityczne, 1 lutego 2003.
9 zob. „Krytyka” nr 25, 1987
10 Tischner J., Ksiądz na manowcach, Kraków 2007.

2010-02-03T22:31:00+00:00 3 lutego 2010|Bez kategorii|