Ks. Józef Tischner: „Droga Sokratesa i perć Sabały”

Strona główna/Bez kategorii/Ks. Józef Tischner: „Droga Sokratesa i perć Sabały”

Ks. Józef Tischner: „Droga Sokratesa i perć Sabały”

„Prawdziwy myśliciel nigdy nie będzie niewolnikiem, człowiek naprawdę wolny nigdy nie będzie człowiekiem bezmyślnym”. Odpowiadając na liczne prośby, publikujemy tekst wystąpienia ks. Józefa Tischnera, którego skrót odczytano podczas 16. Dni Tischnerowskich jako wstęp do debaty „Wychowanie a wolność”. Debata odbyła się 22 kwietnia, w trzecim dniu 16. DT.

Wystąpienie ks. Józefa Tischnera zostało wygłoszone po raz pierwszy z okazji nadania mu doktoratu honoris causa przez Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Krakowie (obecnie Uniwersytet Pedagogiczny). Uroczystość odbyła się 14 października 1996 roku. Tekst został następnie opublikowany w miesięczniku „Znak” – w specjalnym numerze poświęconym wychowaniu (nr 498 – 11/1996). Jego pełny tytuł brzmi: „Droga Sokratesa i perć Sabały. Uwagi o filozofii wychowania”.

Doktorat honoris causa Wyższej Szkoły Pedagogicznej jest dla mnie wyróżnieniem szczególnym. Widzę w nim wyraz uznania nie tyle dla mnie co dla moich Rodziców, którzy całe swoje życie poświęcili szkole. Świat szkoły był od dziecięctwa moim światem. Był piękny i niezwykły. Dziecko nauczyciela – zwłaszcza wiejskiego nauczyciela – żyje na pograniczu świata wiedzy i świata pracy. Wie ono, jak smakuje książka, i wie, jak smakuje praca z ziemią. Obracając się w dwóch światach, musi je jakoś rozumieć. To chroni je przed ciasnotą horyzontów. Widać wciąż trwa we mnie jakaś pozostałość dziecka nauczyciela, skoro Senat Wyższej Szkoły Pedagogicznej odnalazł w moim pisarstwie coś, co jest bliskie duchowi tej nauczycielskiej uczelni. Niech mi więc będzie wolno złożyć ów szczególnie dla mnie cenny dyplom doktora honoris causa Wyższej Szkoły Pedagogicznej na grobie Rodziców – grobie, na którym napisano: „Wychowawcom wielu pokoleń Podhala”.

Przy okazji dzisiejszego spotkania pozwolę sobie podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami z dziedziny, którą można nazwać „filozofią wychowania”. Nie zajmuję się filozofią wychowania bezpośrednio, lecz dotykam jej tylko o tyle, o ile filozofia ta wiąże się z filozofią człowieka. A że się wiąże, to oczywiste. Musze jednak wyznać, iż myśląc o filozofii wychowania, czuję na sobie ciążenie dwu wielce różnych tradycji. Jedną tradycję uosabia postać Sokratesa, drugą – i proszę mi nie mieć za złe tej szczerości – postać Jasia Krzeptowskiego Sabały. Zestawienie tych dwóch postaci może dziwić. Na ogół nie stawiamy obok siebie na półce bibliotecznej dialogów Platona i opowieści Sabały. Ale życie nie jest półką biblioteczną. W moim życiu Sabała sąsiadował z Sokratesem i obydwaj wytyczali z ukrycia kierunki mego spojrzenia na wychowanie.

Jak to było możliwe? Zacznijmy od Sokratesa.
Pamiętamy jego słowa z Platońskiej „Obrony”. Sokrates mówi: „To u mnie tak od chłopięcych już lat: głos jakiś się odzywa”. Przywykliśmy mówić o „daimonionie” Sokratesa. Wydaje się, jakby Sokratesów było dwóch. Jeden bardziej zewnętrzny, a drugi wewnętrzny. Tylko wewnętrzny Sokrates był prawdziwym Sokratesem. Co mówi wewnętrzny Sokrates zewnętrznemu? Czytamy: „ilekroć się zjawia, zawsze mi coś odradza, cokolwiek bym przedsiębrał, a nie doradza mi nigdy. Otóż on mi nie pozwala zajmować się polityką. A zdaje mi się, że to zakaz bardzo piękny”.
Widzimy Sokratesa na progu domu. Wygrzewa się w słońcu. Nad nim jego żona Ksantypa. Żona jak żona, ma mnóstwo poleceń. Przynieś wody… Narąb drzewa… Leć do banku. Ale głos wewnętrzny mówi Sokratesowi coś przeciwnego: wszyscy coś robią, gdzieś spieszą, noszą wodę, rąbią drzewo, biegną do banku, dla ludzkości będzie jednak o wiele lepiej, jeśli on, Sokrates, nie będzie nic robił.

Czy coś podobnego wolno powiedzieć o Sabale? W jego wspomnieniu, zatytułowanym przez wydawcę „Jak Sabała poznał drogę na Luptów”, znajdujemy wyznanie samego Sabały – wyznanie krótkie, ale jakże dające do myślenia! Brzmi ono: „Od małości miołek chętkę do strzylanio”. Sabałowy „daimonion” to po prostu – „chętka do strzylanio”. W dodatku „od małości”, czyli „od chłopięcych lat”.

Zanim poprowadzę niniejszą analizę dalej, pozwolę sobie na dygresję. Otóż istnieje małe prawdopodobieństwo, że Państwo – mówię o przyszłych nauczycielach i wychowawcach – spotkacie kiedyś w swojej pedagogicznej pracy jakiegoś Sokratesa z jego szlachetnym, wewnętrznym „daimonionem”. Natomiast istnieje wręcz pewność, że spotkacie – zwłaszcza w tym kraju – setki uczniów, którzy będą mieli „chętkę do strzylanio” . Dlatego problem Sabały wymaga szczególnie uważnego potraktowania. Z drugiej strony jednak nie można tego problemu potraktować wnikliwie, jeśli się pominie sprawę Sokratesa.
Sokrates przedstawiał wychowanie, jakby to było asystowanie przy urodzinach człowieka. Być wychowawcą to pomagać przy urodzinach. Oto w człowieku rodzi się człowiek. Obok stoi lekarz położnik. Lekarz położnik nie jest ani matką, ani ojcem dziecka. Nie jest też dzieckiem. Jest tylko pomocnikiem. Jego szczególna pomoc sprowadza się do stwarzania możliwości. W wychowaniu takim stwarzaniem możliwości jest zadawanie pytań. Wychowuje ten, kto umie zadawać właściwie pytania. Odpowiedz na pytanie daje już sam zapytany. Mamy tego przykład w Menonie. Sokrates pyta niewolnika: „Powiedz mi, chłopcze, ty wiesz, że tak wygląda czworobok?”. Chłopak odpowiada: „Wiem”.

Co znaczy „pytać”? Pytać to tak artykułować sens, aby z tego wynikła droga ku temu, o co pytamy. Kto pyta, otwiera drogę. Pytam: „Która godzina?”. Pytaniem tym otwieram drogę; spojrzenie zapytanego biegnie od świata do zegarka i od zegarka do tego, kto zapytał. Tą drogą ma przyjść odpowiedź. Każde pytanie to jakaś droga. Im więcej pytań, tym więcej dróg.
U Sokratesa właściwe pytanie jest zawsze pytaniem, które otwiera drogę w głąb człowieka. Sokrates zapytał i teraz trzeba się zastanowić. Jak to jest z tym czworobokiem? „A czy te i te linie przez środek biegnące nie są w nim równe?” Wystarczy spojrzeć w to, co podsuwa nam wyobraźnia, i odpowiedź zjawi się sama. Jak to możliwe, że niewolnik sam odkrywa, że powierzchnia tego czworoboku wynosi cztery stopy? Sokrates sięga do metafory pamięci. Zdobywanie wiedzy wygląda tak, jakby było przypominaniem sobie czegoś, co zostało zapomniane. Aby powiedzieć, która godzina, muszę sobie „przypomnieć”, co to jest zegarek, gdzie on się znajduje, co w ogóle znaczy słowo „godzina”. A czymże jest przypomnienie? Przypomnienie jest odmianą myślenia. Tak więc, aby odpowiedzieć na pytanie, muszę pomyśleć.

Sokratejski lekarz położnik pomaga w niezwykłym dziele: w człowieku ma się urodzić człowiek myślący. W pewnym sensie mniej ważne jest to, jaką wiedzę człowiek zdobywa. Czy będzie to wiedza o czworoboku, czy wiedza o naturze cnoty. W końcu okaże się, że tak naprawdę to: „wiem, że nic nie wiem”. Istotne jest, że na marginesie tej niewiedzy rodzi się przeżycie myślenia. Myślenie to przedziwna zdolność człowieka. Człowiek czuje się wyróżniony i podniesiony. Jakby jakieś światło w nim zaistniało. Dzięki myśleniu widzi, że ma wokół siebie wiele dróg. Jest „wyzwolony” z niewoli czasu i miejsca.
Martin Heidegger pisze: „Pytanie jest pobożnością myśli”. Co zrobić, aby myśl człowieka była „pobożna”, czyli biegła „po Bożemu”? Trzeba ją skłonić do pytania. Myślenie nie jest pobożne przez to, że klęka, a potem milknie. Ono jest „pobożne” przez to, że pyta. Pytanie odsłania właściwą naturę myślenia. Sam Bóg dał myśleniu taką naturę. Myślenie działa „po Bożemu”, gdy – pytając – działa wedle natury przez Boga mu danej.

Przejdźmy teraz do Jasia Krzeptowskiego-Sabały. Pytanie opowiadania brzmiało: Jak poznał drogę na Luptów? Luptów znajduje się po drugiej stronie Tatr. Można się spodziewać, że w odpowiedzi uzyskamy jakiś przyczynek do metodyki nauczania geografii. Poznać drogę na Lupt6w to znaleźć mapę, przewodnik, wziąć ze sobą kompas. Z Sabałą było inaczej. Czytamy: „Od małości miolek chętkę do strzylanio”. Dobrze. Czekamy, co dalej. „Kiek jesce był takim chłopcyske koło 10 lot, nalozek korzyń, taki jako piscolec, obstrugołek go fajnie, dziurę w końcu wywiercił i nabił prochu – ze se wystrzele. Włozyłek to do półki, no i dobrze nie bardzo, matka przątała w półce, nalazła korzeń i w piec wbiła. Miły, mocny Boże – kie durknie, cysto piyknie piec ozerwało. Wte wej piersy roz droge do Luptowa poznołek…”

Aby uchwycić głębię opowieści Sabały, musimy przypomnieć inny tekst – tekst szeroko w dziejach filozofii komentowany od Marksa po Sartre’a i wielu innych. Chodzi o fragment Fenomenologii ducha Hegla, w którym analizuje on relację pana i niewolnika. Jak jest możliwe wyzwolenie z niewoli? Hegel odpowiada: trzeba zaryzykować własnym życiem. Kto nie jest w stanie wystąpić do walki z niewolą, narażając się na śmierć, ten w duszy pozostanie niewolnikiem. Wolność rodzi się w sytuacji „albo-albo”: „abo mnie zabiją, abo jo kogosi…” Tylko ci są naprawdę wolni, którzy wiedzą, że wolność jest cenniejsza niż życie. Innymi słowy: lepiej zginąć, niż być niewolnikiem.

Sabała ze swoim strzelaniem znalazł się na drodze do wolności. Jeszcze nie wiedział dokładnie, w co będzie strzelanina, ale wiedział, że jeśli się nie nauczy strzelać i przy okazji narażać się na to, że sam zostanie zastrzelony, to grozi mu niewola. Człowiekiem staje się człowiek nie tylko poprzez myślenie, ale również poprzez wolność.

W ten sposób mamy przed sobą dwie drogi wychowania do „stania się człowiekiem”. Jedna to droga sokratejska, która wiedzie poprzez myślenie. Druga to droga góralsko-heglowska, która wiedzie poprzez „chętkę do strzylanio”. W pierwszym przypadku wychowawca jest jak lekarz-położnik, który pomaga przy porodzie. Kim jest w drugim przypadku? Nie odpowiem dokładnie na to pytanie. Powiem tylko tyle: jest czymś więcej niż nauczycielem przysposobienia wojskowego. Do tego dodam: czasem może stać się także tym przeciwnikiem wychowanka, dzięki któremu tenże wychowanek – raczej: niewolnik – może ćwiczyć celność strzału, odwagę i gotowość do poświęcenia życia. Tak, tak, wydaje się, że po zniesieniu pańszczyzny tylko nauczyciel pozostał uczniom jako obiekt walk o wyzwolenie.

Tak więc w wychowaniu nie tylko o myślenie chodzi, lecz również o wolność. Jest jakieś koło, które wcale nie jest błędnym kołem, choć stwarza takie pozory. Aby być wolnym, trzeba myśleć; i z drugiej strony, aby myśleć, trzeba być wolnym. Prawdziwy myśliciel nigdy nie będzie niewolnikiem, człowiek naprawdę wolny nigdy nie będzie człowiekiem bezmyślnym. Takie jest koło wychowania. Nauczyciel-wychowawca tkwi w samym środku tego koła. Raz jest lekarzem-położnikiem, który pomaga, by w człowieku urodziło się myślenie, a raz mistrzem wolności – tym, który pierwszy pokazuje, czym może się stać i czym jest sensowna wolność.

2016-04-29T16:00:00+00:00 29 kwietnia 2016|Bez kategorii|