Janina Ochojska: „Silny musi wyciągnąć rękę”

Strona główna/Aktualności, Nagroda/Janina Ochojska: „Silny musi wyciągnąć rękę”

Janina Ochojska: „Silny musi wyciągnąć rękę”

„Europa wcale nie jest >>ziemią obiecaną<<, do której ciągną wszyscy potrzebujący. Jest niezaprzeczalnie bogata i żyje się w niej stosunkowo łatwo, ale dla migrantów okazuje się jednocześnie wroga”, mówi Janka Ochojska w wywiadzie udzielonym miesięcznikowi „Znak” (nr 751 – 12/2017).

Rozmowę zatytułowaną „Chodzi o to, żeby silniejszy wyciągnął rękę” przeprowadziła Marzena Zdanowska, współautorka wydanej przed kilkoma laty książki „Świat według Janki”. Znana działaczka humanitarna, laureatka m.in. Nagrody Znaku i Hestii im. ks. J. Tischnera, dementuje w niej rozmaite stereotypy i mity dotyczące migracji i uchodźców. Takim mitem jest np. przekonanie, że Europa jest obecnie zalewana przez fale imigrantów, a stereotypem – że są oni szczególnie niebezpieczni. Publikujemy krótki fragment tej rozmowy.

 

W 2010 r. mówiła Pani o mieszkańcach państw nękanych regularnie przez klęski i katastrofy: „Pewnego dnia ci ludzie zechcą do nas przyjść (…). Każdy człowiek chce żyć w lepszym świecie i w lep­szych warunkach”. No i przyszli…

 

Janina Ochojska: Przyszli, ale nie tam, gdzie sądzimy. Nie jest tak, że ci wszyscy ludzie z biednych rejonów świata chcą się teraz przedostać do Europy. Ogromna większość migracji na świecie odbywa się poza naszym kontynentem. Przez ostatnie tygodnie pół miliona uchodźców z muzułmańskiej części Birmy uciekło przed prześladowaniami na pogranicze Bangladeszu. Pół miliona! W Ugandzie jest dziś ponad milion uchodźców z Somalii i Sudanu Południowego. Panuje stereotyp, że Europa przyjmuje teraz największą liczbę migrantów, ale to nie jest prawda. Szacunki mówią, że ok. 80% migracji na świecie odbywa się w obrębie Afryki. Ludzie przemieszczają się głównie w poszukiwaniu pracy i bezpieczeństwa. Długo takim bezpiecznym krajem była Libia. Trzeba przypomnieć, że migracja do Europy zaczęła się od zmiany sytuacji w północno-wschodnich rejonach Afryki, gdzie pojawiły się zagrożenia związane z rosnącą obecnością bojówek Państwa Islamskiego i wojną domową właśnie w Libii. Stąd rosnąca liczba przepraw do Europy. Ci, którzy wcześniej uciekli z Nigru, Nigerii i Sierra Leone, by znaleźć przystań w Libii jako tania siła robocza w przemyśle i rolnictwie, w momencie rozpoczęcia wojny nie mogli już cofnąć się przez Saharę, bo to niezwykle niebezpieczna droga. International Organization for Migration szacuje, że na Saharze zginęło więcej migrantów, niż utonęło w Morzu Śródziemnym, choć oczywiście trudno dokonać dokładnych obliczeń i w jednym, i w drugim przypadku.

Liczba migrantów, którzy przybyli do Europy podczas naj­większej fali przepraw przez Morze Śródziemne, czyli w latach 2014–2015, stanowi ok. 0,2% populacji Unii Europejskiej. Inaczej jest np. w Libanie, malutkim kraju wielkości województwa świętokrzyskiego, gdzie ¼ populacji to dziś uchodźcy, z czego samych Syryjczyków jest ok. miliona.

Do Europy trafiło dużo więcej migrantów niż we wcześniejszych latach, ale jeśli spojrzymy szerzej na sytuację na świecie, okazuje się, że wcale nie jesteśmy „ziemią obiecaną”, do której ciągną wszyscy potrzebujący.

 

Często myślimy, że Europa jest bardzo kuszącym rajem na ziemi.

 

Jest niezaprzeczalnie bogata i żyje się w niej stosunkowo łatwo, ale dla migrantów okazuje się jednocześnie wroga. Unia Europejska wspiera finansowo Maroko i Algierię, w zamian żądając wzmocnienia straży granicznej oraz powstrzymywania ludzi przed wędrówką do państw europejskich. Coraz częściej łodzie z migrantami zawracane są na Morzu Śródziemnym, co jest niezgodne nawet z konwencją genewską, która nakazuje migranta przyjąć, rozpatrzyć jego wniosek o azyl, przyznać odpowiedni status pozwalający na pobyt albo podjąć decyzję o deportacji. Zawracając łodzie na morzu, państwa europejskie pomijają całą procedurę, która powinna zostać przeprowadzona. (…)

Podobno w 2012 r. badania pokazywały, że Polacy byli bardziej otwarci na przyjmowanie uchodźców – bez względu na ich pochodzenie – niż Niemcy. Dziś ta informacja już nie jest aktualna, chociaż to też nie jest takie proste. Bp Krzysztof Zadarko mówił mi, że jeżeli zadamy Polakom pytanie: „Czy jesteś za przyjmowaniem uchodźców i migrantów do Polski?”, wtedy ok. 70 % powie, że nie. Ale jeśli zapytamy: „Czy pomógłbyś rodzinie uchodźczej, która byłaby przyjęta w twojej parafii?”, wiele osób odpowiada, że tak.

 

Ile osób powinna przyjąć Polska?

 

Uważam, że to, o co apelował papież Franciszek, czyli przyjęcie przez każda parafię

Jednej rodziny uchodźczej, jest absolutnie wykonalne i nie rodzi żadnych niebezpieczeństw. Nie wierzę też, żeby w jakiejś parafii nie znalazły się osoby chętne do zaangażowania się w taką pomoc. Wspieranie imigrantów w integracji polega głównie na tłumaczeniu, jak się poruszać po okolicy, jak robić zakupy, jak się kontaktować z urzędami, ze szkołą. (…) Niestety, Polska wybiera inną drogę, woli pokazywać się jako kraj ksenofobiczny, zamknięty, niesolidarny. (…) Jestem przekonana, że tylko Kościół może zmienić ten mroczny obraz migranta, który zawładnął naszymi umysłami, który rodzi niepotrzebne lęki i który sprawia, że jako naród moralnie się cofamy.

 

Pełny tekst wywiadu można znaleźć w najnowszym numerze miesięcznika „Znak”, który można zamówić tutaj.

 

Autorem zdjęcia jest Adam Walanus.

 

2017-12-20T20:53:58+00:00 20 grudnia 2017|Aktualności, Nagroda|