Chantal Delsol o ekonomii solidarności

Strona główna/Bez kategorii/Chantal Delsol o ekonomii solidarności

Chantal Delsol o ekonomii solidarności

„Nie możemy zarazem wyśmiewać się z tego, co duchowe, a potem zanosić się płaczem, że nie mamy nic ponad materialność. To jest nasz wybór”, mówi Chantal Delsol, gość główny 14. Dni Tischnerowskich w wywiadzie udzielonym miesięcznikowi „Znak” (nr 709/czerwiec 2014). Znakomita filozofka odpowiada na pytania Mateusza Burzyka m.in. o związki między duchowością a pracą i zasadą pomocniczości a solidarnością.

„Grecy pogardzali pracą (rozumianą jako fizyczny trud uprawy roli), ponieważ była ona zarezerwowana wyłącznie dla niewolników”, mówi Chantal Delsol. „Dewaluacja pracy była u nich mocno związana z pojmowaniem czasu historycznego na wzór kręcącego się koła. Zamiast w ideę postępu wierzyli w to, co określa się mianem >>wiecznego powrotu<<. Charakterystyczny jest w tym kontekście przykład Archimedesa: zaraz po tym gdy zaprezentował on jedną ze swoich wyjątkowych maszyn, która – jak można przypuszczać – była w stanie zrewolucjonizować ówczesną gospodarkę, nakazał odstawić ją na bok, a w swoim testamencie napisał, abyśmy zapomnieli jego maszyny, a jeśli coś mamy zapamiętać, to tylko jego twierdzenia… Starożytni Grecy nie nosili się więc z zamiarem >>zmieniania świata<<. Z kolei dla chrześcijan, albo lepiej: dla judeochrześcijan, czas przybrał model strzałki, która wychodzi poza zamknięte koło i biegnie naprzód. Dzięki temu wszystko się zmieniło, bo praca zaczęła być postrzegana jako ulepszanie świata. Stwórca zostawił nam ziemię niedokończoną, mówiąc przy tym: >>do was należy władza nadawania imion<<, >>do was należy władza dokończenia<<. Obdarzył nas więc możliwością uczestnictwa w akcie stworzenia i dał władzę jego ulepszania. Następnie idea chrześcijańskiego pojmowania czasu znalazła swoje zastosowanie w filozofii oświecenia i związanym z nią micie postępu. Od tej pory możemy stwierdzić, że obserwowane od czasu do czasu dewaluowanie pracy wiąże się z końcem tego mitu lub co najmniej z jego kryzysem”.

„Mam wrażenie, że ekonomia jest dzisiaj zamkniętym kołem i działa nie inaczej, jak tylko według logiki >>zysk dla zysku<<”, zwraca uwagę prowadzący rozmowę Mateusz Burzyk. „Jeśli w pewnym momencie historii i w pewnych częściach świata robi się wszystko, żeby usunąć to, co duchowe, jeśli cały czas śmiejemy się z tego, co duchowe, jeśli żartujemy sobie z religii itd., nie zostaje nam nic więcej niż tylko to, co materialne. Kiedy ludzie stroją sobie żarty z Boga, to zaczynają jednocześnie popadać w swego rodzaju idolatrię na punkcie rzeczy. Innego wyjścia nie ma, taką mamy naturę. Nie możemy zarazem wyśmiewać się z tego, co duchowe, a potem zanosić się płaczem, że nie mamy nic ponad materialność. To jest nasz wybór”.

Jeśli nie będziemy zważać na nic innego niż czysta użyteczność, tłumaczy dalej filozofka, „wówczas będziemy zainteresowani tym, aby uregulować wszystko na mocy indywidualnego kontraktu, zaklinając rzeczywistość, że tylko ta forma, a nie grupy czy wspólnoty, jest opłacalna. Wydaje mi się jednak, że z punktu widzenia duchowego (i nie mówię przecież tylko o chrześcijaństwie, bo – co dobrze wiemy – duchowość ma znacznie szersze znaczenie niż ta jedna religia) sama tylko użyteczność nie wystarcza. Konieczny jest większy nacisk zarówno na autonomię, jak i solidarność. Rozważmy to na przykładzie zasady pomocniczości: szwajcarskie kantony potrafią zwrócić się do rządu federalnego z komunikatem, że nie potrzebują już większych subsydiów, argumentując to w ten sposób: >>Nie proponujcie nam więcej, bo co prawda będziemy mieli mniej pieniędzy na kulturę, ale będzie to nasza kultura<<. W ten sposób autonomia kantonu staje się ważniejsza niż np. wygodna sytuacja ludzi kina. Przykład ten pokazuje dokładnie to, co chciałabym powiedzieć: znaleźliśmy się obecnie w takim momencie, kiedy być może konieczne jest poświęcenie czegoś materialnego, aby rozwinąć się mogło coś duchowego. Trzeba przestać wyśmiewać się z duchowości w naszej codzienności”.

Na pytanie o związek między zasadą pomocniczości (Chantal Delsol poświęciła jej jedną ze swoich wczesnych książek) a Tischnerowską etyką solidarności francuska filozofka odpowiada: „W moim odczuciu wzajemnie się one uzupełniają, ponieważ tym, do czego zmierza zasada pomocniczości, jest przede wszystkim to, aby każdy mógł rozwijać swoje zdolności. Z założenia zostawiamy pewne osoby czy też małe grupy samym sobie i pozwalamy im się rozwijać, a pomocy udzielamy im dopiero później. Wyróżnić więc możemy dwa bieguny pomocniczości: zostawiamy ludzi samym sobie, ale jeśli nas potrzebują, to przychodzimy im z pomocą. Właśnie dlatego że jesteśmy z nimi solidarni. Zatem fenomeny te są ze sobą związane i wydaje mi się, że mogą działać razem”.

Zarówno pomocniczość, jak solidarność mogą wyrażać się na poziomie instytucjonalnym, jak i w bezpośrednich stosunkach międzyludzkich. „Dla ludzi pracujących w jakiejś wspólnocie, w jakiejś organizacji bądź w przedsiębiorstwie, bardzo ważne jest, aby nie uciskać i nie miażdżyć jednostek, które są w hierarchii uplasowane niżej od nas. Odnosi się to do wszystkich przestrzeni naszego życia – również, co oczywiste, do relacji między rodzicami i dziećmi. Solidarność można zaobserwować na poziomie zarówno państwowym, jak i lokalnie, zupełnie oddolnie. To samo dotyczy pomocniczości. Jeśli dziecko, które przejawia tendencje do popadania w znudzenie, dodatkowo będzie się zniechęcać, to mając 15 lat, stanie się ono dużym dzieckiem, niezdolnym do poważnego wysiłku. Jeśli zaś z cierpliwością będzie mu się pozwalało poznawać świat na własną rękę, także popełniać własne błędy, stanie się ono dojrzałe. To właśnie jest pomocniczość i myślę, że wszędzie może ona znaleźć zastosowanie”.
Chantal Delsol zwraca też uwagę na to, że ciągle poszukujemy pewnego ideału społecznego, który by zrównoważył to, co wspólnotowe, z tym, co indywidualne. „Ani dawne społeczeństwo holistyczne, czyli to >>wspólnotowe<<, ani dzisiejsze społeczeństwo indywidualistyczne, czyli >>ogólnikowe<<, nie wyrażają prawdziwego ducha chrześcijaństwa. Kiedy mówimy, że postrzegamy ludzi jako osoby, oznacza to większą wspólnotowość i solidarność niż w naszych społeczeństwach indywidualistycznych i większą wolność indywidualną niż w czasach dawnych społeczeństw wspólnotowych”.
Fragmenty wywiadu z Chantal Delsol można znaleźć tutaj. Pełny tekst wywiadu jest dostępny w papierowych i elektronicznych wydaniach miesięcznika, które można zamówić tutaj.

2014-06-06T21:29:00+00:00 6 czerwca 2014|Bez kategorii|