16.08.2010

Ks. Tischner w anegdocie (5)


Trwają wakacje, przez najbliższe tygodnie dla wszystkich, którzy wypoczywają, i tych, którzy wypoczywać nie mogą, publikujemy anegdoty związane z ks. Tischnerem. Dziś kolejne; ich tematem jest przyjaźń.

Ks. Tischner poznał w swoim życiu wielu wybitnych ludzi nauki, kultury, filozofii. Wśród nich m.in. Antoniego Kępińskiego. Zapytany kiedyś, czy Kępiński był jego mistrzem, odpowiedział:
„Na pewno tak, chociaż jako człowieka znałem go stosunkowo krótko. Była to znajomość trochę podobna do tej, jaką miałem z profesorem Krzysztofem Maurinem, matematykiem z Warszawy. Widzieliśmy się może trzy, cztery razy w życiu, ale były to tak znakomite spotkania, że stwierdziliśmy, iż już więcej nie musimy się spotykać, bo to nam wystarczy, a boimy się, że mogłoby się zepsuć to, co jest”.

To właśnie od ciężko chorego Kępińskiego Tischner usłyszał: „Józiu, jaką ty masz terapeutyczną gębę!”. Stało się to podczas odwiedzin w szpitalu, które Tischner najpierw długo odkładał... „Bałem się przyjść, bo wcześniej, zanim Kępiński zachorował, wypiliśmy bruderszaft na jakimś przyjęciu po doktoracie. On był dużo starszy ode mnie i był kierownikiem kliniki, a ponadto ten bruderszaft wypiliśmy będąc już trochę na bańce i ja nie wiedziałem, czy to się liczy, czy nie, i unikałem mówienia do niego na >>ty<<. Właśnie dlatego z pewnym opóźnieniem przyszedłem do szpitala. Najlepsze było to, że mu wtedy powiedziałem, dlaczego tak zwlekałem z odwiedzinami. To było śmieszne – on tu prawie umiera, a ja mam taki >>poważny<< problem... Bardzo się tym faktem rozbawił”.

Jednym z najbliższych przyjaciół Tischnera był filozof Władysław Stróżewski. Poznali się w połowie lat pięćdziesiątych na seminarium prof. Ingardena. O tej przyjaźni Tischner mówił następująco: „My są jak te dwa rabiny: jeden był najmądrzejszy w Berdyczowie, drugi w Lublinie. Kiedyś się spotkali i wtedy jeden z młodych Żydów usiadł między nimi, myśląc: >>No, przysłucham się rozmowie mądrych ludzi<<. Tymczasem oni nie odezwali się ani słowem. >>Rabbi<<, zapytał w końcu rabina z Berdyczowa zniecierpliwiony uczeń, >>dlaczego wy milczycie?<< >>A po cóż mamy się odzywać? On wie wszystko, ja wiem wszystko – no to o czym mamy rozmawiać?<<”.


PRZECZYTAJ TAKŻE

Ks. Tischner w anegdocie (1)

Ks. Tischner w anegdocie (2)

Ks. Tischner w anegdocie (3)

KOMENTARZE (3)

Zaloguj się, aby móc komentować.

admin

Dołączył: 28.09.2008
Posty: 2
Wysłany: 18.08.2010, 18:01

Trwają wakacje, przez najbliższe tygodnie dla wszystkich, którzy wypoczywają, i tych, którzy wypoczywać nie mogą, publikujemy anegdoty związane z ks. Tischnerem. Dziś kolejne; ich tematem jest przyjaźń.

Biron

Dołączył: 18.08.2010
Posty: 1
Wysłany: 18.08.2010, 18:01

Żart wysokokaloryczny, którym wraz z nieprzeciętnym dystansem do siebie i do świata aż chce się oddychać

Beszad

Dołączył: 11.04.2010
Posty: 4
Wysłany: 07.10.2010, 12:59

Poczucie humoru to jedno (należy je raczej rozpatrywać w kategoriach daru, który albo się otrzymało, albo nie)... Ale umiejętność bycia SOBĄ, to już wartość, na którą pracuje się całe życie - i to właśnie w ks. Tischnerze postrzegam jako walor najwyższy (oczywiście poza jego sposobem dociekania). Tischnerowska AUTENTYCZNOŚĆ potrafi urzekać - zarówno w sferze dowcipu, jak i w bardzo poważnym dyskursie filozoficznym czy teologicznym.

NEWSLETTER