15.03.2017

Waglewski o Tischnerze


Dziś do księgarń w całym kraju trafia książka „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe” – tom rozmów, które z wybitnym gitarzystą, wokalistą i kompozytorem Wojciechem Waglewskim przeprowadził Wojciech Bonowicz. W książce jest także fragment poświęcony ks. Józefowi Tischnerowi.

W 1985 roku Waglewski założył zespół Voo Voo, grający muzykę z pogranicza rocka i innych gatunków (w tym jazzu i muzyki etnicznej). Jako lider zespołu, kompozytor i jednocześnie wykonawca stworzył własny styl muzyczny, nieustannie przy tym eksperymentując. W ramach tych eksperymentów dochodziło do spotkań z wykonawcami reprezentującymi bardzo różne tradycje muzyczne. M.in. w 2007 roku Voo Voo spotkało się z zespołem Trebuni-Tutków, żeby wspólnie nagrać płytę „Tischner”.
Pytany przez Wojciecha Bonowicza o tamto doświadczenie Waglewski mówi m.in.: „Praca z kimś takim jak Władek Trebunia była doświadczeniem niemal mistycznym. To był artysta międzyświatowy, a przy tym nietoperz totalny – ciągle w ruchu, ciągle niespokojny. (…) A jednocześnie dbający o czystość formy i bardzo przywiązany do tradycji. Myśmy nawet ponagrywali trochę tych kłótni wszczynanych przez Władka, myśląc, że może wykorzystamy je jako tło. On się strasznie fajnie wpieniał: >>Tak nie moze być, jak ześ to zagroł?!<<. Bywało, że uczepił się jednego słowa – wszystko już było nagrane, i podkłady, i wokale, on słucha i nagle: >>No jak zeście to zaśpiewali? Przecie to nie po góralsku!<<. I awantura, ale taka, że całe studio chodzi: >>Ja wom na to nie pozwolym!<<.
>>Matełko<< nagrał telefonem komórkowym dwa momenty, kiedy pan Władysław podczas nagrań wstał i zaczął tańczyć. On był taki jak Mamadou [muzyk pochodzący z Senegalu, który występował razem z Voo Voo – przyp. red.]: jak grają, to nie wolno siedzieć. Dziesięć minut później idę do kibla, a on tam stoi oparty o ścianę, czerwony, spocony: >>Panie Waglewski, ja już nie wytrzymam…<<. Dusza się rwała, a ciało już nie dawało rady. To było niesamowite: spotkać człowieka, który był tak kompletnie bezradny wobec siły muzyki.
Długo trwało, zanim wymyśliliśmy, jak tę płytę podpisać. Szukaliśmy sposobu, żeby te wszystkie elementy – Tischnera, Trebuniów i Voo Voo – zapleść w jakąś zgrabną formułę. W końcu stanęło na: >>Trebunie-Tutki i Voo Voo notki<<”. A płyta została zatytułowana po prostu „Tischner”.
Wojciech Waglewski miał okazję osobiście poznać ks. Tischnera. „Byliśmy całą rodziną w Zębie na ślubie Bartka Kudasika. Tischner wygłaszał wtedy kazanie, bardzo piękne: nowożeńców porównał do instrumentów, które muszą się dostroić, żeby powstała harmonia. Byłem przyzwyczajony w kościele raczej do drętwej mowy, a tu nagle ktoś mówił obrazowo, piękną polszczyzną, w dodatku z elementami gwary. Zrobiło to na mnie duże wrażenie”.

„Wagiel” to niesłychanie wciągająca opowieść o podróży muzycznej i podróży życiowej. Jej bohater urodził się i wychowywał w Nowym Sączu. Grać na gitarze nauczył się sam – najpierw z podręcznika, a potem podpatrując innych gitarzystów. Występował w klubach studenckich i jako muzyk akompaniujący, by wreszcie związać się z legendarną grupą Osjan, a następnie założyć własny zespół. Od kilkudziesięciu lat jest wiernym mężem, dochował się dwóch synów, także muzyków, z którymi po latach stworzył formację Waglewski Fisz Emade. W książce opowiada m.in. o swojej wierze, o tym, że muzyk musi być zawsze gotowy, jak wojownik, o Polsce jako pięknym kraju niszczonym przez ludzi pozbawionych smaku i o tym, czym jest wolność i jak połączyć ją z miłością i odpowiedzialnością („Małżeństwo jest gwarantem mojej wolności. Miejscem, gdzie się tej wolności uczę, gdzie ją wypracowuję”).

Książkę „Wagiel. Jeszcze wszystko będzie możliwe” można zamówić tutaj.
Fragment znajdziecie tutaj


PRZECZYTAJ TAKŻE

Znamy już datę 17. Dni Tischnerowskich

Wojciech Bonowicz czyta fragmenty „Dziennika”

„Niewielkie pomieszanie klepek”

NEWSLETTER